13.04.2015

ROZDZIAŁ 44

Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Jestem bardzo wdzięczna osobom, które skomentowały ostatni rozdział! Wchodzę na bloga, myślę sb, że będzie zero komów i nagle....7!!! Kocham Was <3 <3
Tori Verdas, Andżelika, Nataly Lynch, Maja Blanco, S.Blanco i dwóm anonimkom :) Jesteście wspaniali, dajecie takiego powera! Dzisiaj rozdział dla Was, a następne rozdziały będę wam po kolei dedykować! Kochaaam mooocno <3 <3 <3


*VIOLETTA*
Nastał ten dzień. To dzisiaj. 
Dzisiaj prezentujemy swoje piosenki.
A ja do dzisiaj nie wiem co ja wyprawiam.
Ale śpiewam dla Mickie'go.
Chyba...
Patrzę na Fran, siedząca zaraz obok Cami. Odwraca wzrok.
Wiele razy próbowały mnie przekonać, że ukrywanie prawdy nie jest najlepszym wyjściem.
Ja to wiem ale...
Ja tego nie chce.
Nie. Tak. Nie.
Sama nie wiem.
Jedyne czego chce spokoju i braku konfliktów.
Patrzę na nasze splecione ręce. Moje i mojego chłopaka Mickie'go.
I przed oczami staje mi Leon.
Nie no. Skacze z myślami z kwiatka na kwiatek. Nie wiem co myśleć.
Jak być szczęśliwą?
- Violetta, zacznij proszę.- odezwał się Pablo wchodząc do sali.
JA?!
Mickie ścisnął mocniej moja rękę w ramach pocieszenia. Niestety, nie pomogło.
Weszłam na scenę i stanęłam przed keyboarde'm. Położyłam dłonie na klawiszach ale...nie wiedziałam jak grać. Patrzyłam w klawiaturę szukając jakiejś podpowiedzi ale żadnej nie otrzymałam.
Kolejne minuta minęła.
Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Odrazu wiedziałam do kogo należy. Był taki ciepły, kochany. Spojrzałam w jego piękne szmaragdy i sama z siebie zaczęłam grać, moje palce same znalazły drogę.
Patrzyłam w jego oczy i wszystko było takie...idealne.
Ale nie mogę.
Skierowałam swój wzrok na Mickie'go.
I wcisnęłam zły dźwięk. Na szczęście wkomponowało się to w całość.
Speszona, skierowałam swój wzrok na Fran i Cami. Posyłały mi pocieszające spojrzenia. Mój wzrok spoczywał na moich przyjaciółkach. 

Lecz śpiewałam dla Leona.
Nie mogłam przecież pokazać jak bardzo go kocham.
Po skończonej piosence ruszyłam do drzwi.
- Violetta, wszystko w porządku?- zapytał zaniepokojony Pablo.
- Tak tak, wyjdę się tylko przewietrzyć. Stres- uśmiechnęłam się słabo i ruszyłam do parku.

*LEON*
Co się stało? Nie wiedziała jak grać, potem wcisnęła zły dźwięk...Później patrzyła na Fran i Cami ale czułem jakby energię kierowała do mnie...czyżby śpiewała dla mnie?
Poszedłem za nią. Siedziała na ławce i płakała. Usiadłem obok niej i mocno przytuliłem. Mocno drżała. Strasznie wiało więc opatuliłem ja moją skórzana kurtka.
- Violetta, co się dzieje?- zapytałem cicho.
- Nic- zachrypiała.
- Violetta nie kłam. Znam cie i dobrze wiem, że coś się stało. Więc?
- Zestresowałam się może troszkę. - Violetta..w takim razie powiedz dlaczego wcisnęłaś zły dźwięk patrząc na Mickie'go?- zadałem jej pytanie.
Nie uzyskałem odpowiedzi lecz poczułem uciekające ciepło, pozostawiające kurtkę w moich rękach.

7.04.2015

ROZDZIAŁ 43

Rozdział dla mojej kochanej Andżeliki <3 Dziękuję Ci skarbie za miłe słowa! Te ostatnie bardzo mnie zmotywowały! ^^



*MICKIE*

Stało się, dowiedziałem się. I już wszystko wiem.
Odwróciła się po moim krzyku.
- Mickie? O co chodzi?- zapytała z wyrzutem.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?!- podszedłem bliżej.
- Ale o czym?!
- Dobrze wiesz o czym mówię!- znów krzyknąłem.
- Nie wiem!
- Nie udawaj, że nie wiesz, że Leon jest twoim bratem!
- CO?!
*VIOLETTA*
- Coś taka zdziwiona?! Dlaczego mnie okłamywałaś?! Dlaczego nie powiedziałaś, że jest twoim bratem i to ukrywałaś przez cały ten czas?!
- Słucham?- usłyszałam głos, należący do przedmiotu naszej rozmowy. Odwróciłam się do Leona. Spojrzałam mu w oczy ale widząc w nich przebłysk złości natychmiast spuściłam głowę.
- Jesteśmy rodzeństwem?- zapytał się cicho.
- Jaaaa...- nie dokończyłam tylko osunęłam się na kolana.
- Violetta?- zapytał Leon. Wyczułam w jego głosie niepokój.
Weź się w garść!
Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.
- Leon...Leon- patrzył na mnie tymi szmaragdami- Ja...
- Tak?- spytał zatrwożony.
- Ja nie wiedziałam...- łzy spłynęły po moich policzkach- Przepraszam, Leon, przepraszam...
Wybuchnęłam płaczem.
Leon? Moim bratem?
Właściciel szmaragdowych postawił na nogi i wziął w ramiona.
- I co teraz?- usłyszałam głos Mickie'go. Leon zesztywniał.
- Skąd ty to w ogóle wiesz?- w głosie Leona usłyszałam nutkę gniewu. Ścisnęłam go mocniej.
- Twój ojciec... w sensie Violetty...
Momentalnie puściłam Leon i wybiegłam. Kręciło mi się w głowie. Kierowałam się do swojego domu. Praktycznie wryłam się w drzwi główne. Leon w ostatniej chwili mnie zatrzymał. Mickie to nie typ sportowca...
Wleciałam do salonu i wydarłam się:
- TATO!!!!- Olga wyleciała z kuchni. Skrzyżowałam ramiona i czekałam. Leon stał obok w takiej samej pozycji.
- Violetta, co się dzieje? Leon?- wreszcie wyszedł z tego pierniczonego gabinetu.
- Czemu nie powiedziałeś, że...że...- załamał mi się głos. Dotarło do mnie, że kocham mojego brata, moje rodzeństwo.
-...że jesteśmy z Violetta rodzeństwem.- dokończył za mnie Leon, lekko przytrzymując mnie w talii.
Na te słowa oczy praktycznie wyszły mu z orbit.
- CO WAM DO GŁOWY PRZYSZŁO?!- krzyknął.
- Dzisiaj przecież Pan o tym rozmawiał z Ramallo- wtrącił stojący od dłuższego czasu w drzwiach Mickie.
- SŁUCHAM?! - krew odpłynęła mu z twarzy. Odwrócił głowę w jego stronę.
- Powiedział Pan że to Pana syn.
- Kretyn!- fuknął mój ojciec.- Powiedziałem, że to mój WYMARZONY syn. Jakiego chciałbym mieć! A jeśli nie to takiego zięcia!
Popatrzyłam się na niego z wytrzeszczonymi oczami. Skinął głową.
- Zgadza się Viola, strasznie lubię Leona. Tak w ogóle German jestem- powiedział ze szczerością w głosie. Podał rękę Leonowi. Uścisnął ją.
- Leon?- zapytał zdziwiony szatyn o szmaragdowych oczach.
- Za to ten tam...- zaczął mój ojciec
Wskazał na Mickie'go...
- Czy Pan mnie obraża?
- Nie , mówię, ze nie masz za grosz inteligencji.
- Jak Pan śmie...
- Opuść mój dom i nie sprawiaj już kłopotów. Miło było.- pomachał Mickie'mu a ten wyparował z budynku.- No, wracam do pracy.
Odwrócił się i skierował się w stronę pomieszczenia po drodze mrucząc " kretyn, kretyn".
A ja dalej stałam jak zamurowana nie wiedząc co się dzieje.
- Viola, zamknij buzię.- powiedział śmiejąc się Leon. Wróciłam do rzeczywistości. Wciąż stał i przytrzymywał mnie w talii. Spojrzałam na niego i ujrzałam najpiękniejsze dołeczki na świecie.
- Co?- zapytał z uśmiechem widząc jak się w niego wlampiam.
Rzuciłam się mu na szyję.
- Aż tak się cieszysz, że nie masz najprzystojniejszego brata na świecie?
- I aż tak skromnego. Ja się cieszę że w ogóle Cię mam. Nieważne za kogo.- zaśmiałam się, głaszcząc go po policzku i tonąc w jego oczach.
W oczach należących do miłości mojego życia.

1.04.2015

ROZDZIAŁ 42

Rozdział dla najwspanialszych anonimków, o których mowa była w poprzednim poście. Dziękuję Wam jeszcze raz! <3 I mam nadzieję, że zostaniecie xx



*VIOLETTA*
VIOLETTA?! DLA LEONA! L.E.O.N.A!
Dopiero po chwili dotarło to do mnie. Uderzyło jak grom z jasnego nieba. Szeroko otworzyłam oczy.
CO?!
Miała być dla Mickie'go... Więc dlaczego wyszła dla Leona?
Zaczęłam chodzić w kółko po pokoju. Łóżko, szafa, biurko, okno, łóżko, szafa...
Po drodze patrzyłam na proste przedmioty codziennego użytku błagając je o odpowiedź. Jednak żadnej odpowiedzi nie otrzymałam.
Więcej zdziałał? Zmienił moje życie prawda. Ale przecież...
Lepiej się z nim czujesz? Jego ramiona..
Napisałam piosenkę myśląc o nim. Gdy mi go brakowało wpadły te słowa...
<>
Oparłam się o toaletkę.
On cie uszczęśliwia?
Nie wiem. Nie wiem. Nic sensownego w głowie. Nic. Pokręciłam głową.
N.
I.
C.
Uderzyłam ręka o powierzchnię drewnianego mebla. Lekko się zatrząsł.
Nagle usłyszałam dzwonek i głos Mickie'go. Spojrzałam w bok i rzuciłam okiem na zegarek. 16. JUŻ?!
- Chwila, kolego- mój ojciec. Muszę zejść na dół za nim zacznie się kolejna awantura. Z Leonem by żadnej nie było..
Spojrzałam w lustro wiszące przede mną. Zobaczyłam zdezorientowaną dziewczynę, nie wiedząca co się dzieje, wychodząc na spacer z chłopakiem, myślami będąc przy zupełnie innej osobie...
Przybrałam uśmiech, by uniknąć jakichkolwiek pytań i  ruszyłam na dół. Chwytając dłoń Mickie'go, wolałabym żeby to była ciepła dłoń Leona... A może ty kochasz Leona?
CO?!

NASTĘPNEGO DNIA
Wchodzę do Studia. Mijam się z Leonem. "Przez przypadek" ściska moją dłoń i posyła ciepły uśmiech. A ja czuję ciepło na sercu. Stanęłam na środku przejścia i patrzyłam się na jego oddalająca się sylwetkę.
- VIOLA HALO- odwróciłam się i ujrzałam drace się do mnie Fran i Cami.
- Tak?- spytałam zdezorientowana.
- Coś taka zapatrzona na Leona?- zapytała zatroskana Camila.
- Dziewczyny..- zaczęłam- jaaa..
Przełknęłam ślinę.
- Chyba go kocham- skończyłam prawie bezgłośnie.
Popatrzyły się na mnie z uśmiechem.
- Tak myślałyśmy. Idealnie do siebie pasujecie.
- Ale to nie takie proste!- załkałam. Zdałam sobie sprawę co powiedziałam i ile krzywdy wyrządzę.
Zaprowadziły mnie do parku.
- Viola, spokojnie, od początku.
Patrzyłam się przed siebie i ubierałam sytuacje w słowa. Wzięłam głęboki wdech.
- Bo miałyśmy napisać piosenki...chciałam napisać dla Mickie'go. Ale...wyszła dla Leona. Cały czas miałam go przed oczami. Opisuje tą sytuację. I nie wiem dlaczego dla niego jest ta piosenka. Mam mętlik w głowie. Nie wiem co czuje.
- Spokojnie- zaczęła Fran- zadam ci pytanie a ty odpowiedz jak najdokładniej.Mów to co podpowiada ci serce. Mickie czy Leon?
- Leon.
- Jak dużo zdziałał?
- Zmienił moje życie.
- Lepiej się z nim czujesz?
-  Tak.
- W każdym momencie, niezależnie od niczego wybrałabyś go?
- Tak.
- Dużo o nim myślisz?
Odpowiadałam jak z automatu.
- Tak.
- Uszczęśliwia Cię?
- Tak.
- Tęsknisz za nim?
- Tak.
- Bardzo?
- Cholernie.
- Za czym konkretnie tęsknisz?
- Silnymi ramionami, najpięknięjszymi oczami na świecie, kojącym głosem, ciepłym torsem, całusami w czoło, dłońmi łapiącymi mnie w talii, bezpieczeństwem w jego ramionach, schowaniem przed całym światem...Nim.
- Kochasz go?
- Tak.
Odpowiedziałam z automatu i...rozpłakałam się. Przytuliły mnie.
- Dziewczyny...on ma dziewczynę...ja mam chłopaka...
- Skąd wiesz czy on nie czuje tego samego?
- Ma dziewczynę, kocha ją!
- Nie byłabym taka pewna..
- Fran..
- Jestem wręcz pewna że czuje to samo. Widzę jak na ciebie patrzy jak uśmiecha się na twój widok...jak...- zaczęła gadać Francesca.
- Fran! Ma dziewczynę, koniec.
- A ty masz chłopaka.
- Co robimy?- zapytała Camila.
- Zostawmy to tak jak jest. Piosenka jest dla Leona, zaśpiewam ja dla Mickie'go. Opisuje mieszane uczucia..Leon jest z Lara, ja z Mickie'm. Każdy szczęśliwy, zero problemów- odparłam.
- Viola..nie możesz ignorować swoich uczuć.
- Nieważne.- wstałam i skierowałam się do Studia.
- VIOLETTA!- usłyszałam pełen złości głos.

Noooo...cześć.

Ostatni raz byłam tu....6 lutego. 
To jest 53 dni temu czyli...1272 godziny temu.
Przepraszam. 
Ile razy już mówiłam, że tak, że wrócę, rozruszam wreszcie tego bloga, nie poddam sie i będzie zajebiście.
Ale szkoła mnie porwała, a potem patrzyłam patrzyłam a blog zamierał, umierał...
Stwierdziłam, że nie warto.
Ale pojawił się Anonimek( Anonimki?) z dwoma komentarzami:
Dopiero nie dawno natknęłam sie na to opowiadanie i za jednym razem przeczytałam wszystkie rozdziały i musze stwierdzić że są świetnie, świetnie to za mało powiedziane po prostu BOSKIE. Więc nie ukrywam że ubolewam nad tym że nie ma jeszcze następnego, ale mam nadzieje że już nie długo sie pojawi :) ~ 11 marca
Zrobiło mi się smutno po czym zaświtała jakaś myśl ale...nic. Ale kolejny komentarz:
Kiedy następny rozdział ?
Nie moge sie już doczekać, tak jara mnie to opowiadanie że hej :) Hihihi 
Proszeeeeeee i neeeeeext ! :) ~  30 marca

I to mnie wzięło. Stwierdziłam, że tak nie można. I jestem.
Przepraszam, przepraszam, przepraszam x nieskończoność.
Teraz są święta, wolne.....postaram się to odbudować. Za chwilę następny rozdział.
Dziękuję anonimkom( anonimkowi?). Bardzo Wam/Tobie dziękuję. Za przywrócenie wiary i ochotę.
I proszę o komentarze czy warto. (Anonimku/ Anonimki, świetnie byłoby gdybyście zostały. Ale podpisujcie się chociażby XYZ czy coś, żeby wiadomo było że to te same osoby ;) )
Kocham Was xx
Cis.

6.02.2015

ROZDZIAŁ 41


Kocham Was wszystkich <3

*LEON*
Oni mnie przeklną. Raz się spóźniłem- odpuścili. Dali drugą szansę. A ja znów zawaliłem. Ale to moja wina, że moja Viola jest tak absorbująca?
Wszedłem cicho drzwiami. I usłyszałem dosyć ciekawa rozmowę, zdejmując buty.
- Znów się spóźnia. Dwa razy tego samego dnia?!- zapytał troszkę wzburzony mój ojciec.
- Philip, zrozum, zakochany jest. Znów idzie do nas od tej Violetty. Bardzo kochana dziewczyna z niej jest. Dzisiaj rozmawiałam z jej ojcem, dzwonił by usprawiedliwić naszego syna. Nie chcesz wiedzieć co oni wyprawiali rano...dżem...nutella...basen...bieganie po domu. Podobno nasz telefon przerwał im wspólną zabawę. German mówił mi, że śmiali się wszyscy razem do rozpuku. A dzisiaj, kiedy powinien siedzieć tu z nami, German przyłapał ich na patrzeniu sobie w oczy i uśmiechaniu się. Kompletnie zatraceni. Niby ma ta dziewczynę jak jej tam...Lena? Laura?Lara...tak Lara. Miłość, miłość wszędzie. Jak można być złym ?
- Masz może trochę racji. Razem ładnie wyglądają. To tylko kilkanaście minut...dla miłości ...
Pamiętasz jak my byliśmy młodzi ?
Zaśmiali się.
Trzasnąłem głośno drzwiami. I zjawiłem się w salonie. Spojrzeli spłoszeni na mnie.
- Synu...
- Wiem wiem. Spóźniłem się . Ale tyle rzeczy się dzieje..- uśmiechnąłem się czarująco, przerywając wypowiedź by nie domyślili się, że podsłuchiwałem.- Przepraszam.
- Dobrze...ta dzisiejsza młodzież...- westchnęła mama.
Usiadłem przy stole i zacząłem słuchać jak zawsze co dzieje się w świecie tych starszych dorosłych...myślami wciąż będąc przy Violettcie...


TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

*VIOLETTA*
Zabieram się wreszcie za piosenkę. Nie prowokując nikogo wybrałam Mickie'go. Jesteśmy razem przecież. Normalne...prawda?
Zaczęłam o nim myśleć. Może jakaś melodia przyjdzie mi na myśl. Próbowałam coś stworzyć ale nic. Pozornie od tygodnia wszystko jest z nami w porządku ale...ostatni raz byłam szczęśliwa...tydzień temu. Leon.
Pomyślałam o nim. O tym, że znów nie mamy kontaktu. Drugie połówki, brak problemów...podobno. Tak strasznie mi go brakuje...Tęsknię, cholernie tęsknię.
Stanęły mi przed oczami jego śliczne szmaragdy. Pełne wyrozumiałości...spokoju...bezpieczeństwa..
Bezpieczeństwo. Jego zapach...
Otworzyłam szafę i wyciągnęłam jego koszulę, po czym ją włożyłam. Nie, jeszcze mu jej nie oddałam. I prawdopodobnie nigdy tego nie zrobię.
Pachniała nim. Ujrzałam wszystkie momenty spędzone z nim. Nieziemsko przystojny. Przytulający...całujący w czoło...skaczący przez kanapę...uśmiechający się...jego dołeczki..silne ramiona.
Hej, co z Mickie'm?!
Do głowy wleciały mi słowa. Zapisałam je szybko.
Descubrí sobre mi espejo
Que hay más
Que el reflejo que me da

Zaczęłam nucić, wciąż mając Leona przed oczami...i do głowy wpadła mi jako taka melodia.
Tak powstało Descubri.
Spojrzałam na tekst jeszcze raz .
Zaśpiewałam.
Melodia...jest ale trzeba troszkę dopracować.
Piosenka była ładna. Śliczna. Opisująca sytuacje...to co czuje.
Ale...
Była dla Leona.

4.02.2015

ROZDZIAŁ 40

10 tysięcy wyświetleń <3 Dziękuję Wam bardzo bardzo! Kocham Was!



*VIOLETTA*
Ujrzałam...
Mickie'go. Stał przy oknie. Na dźwięk otwieranych drzwi odwrócił się. Zamknęłam drzwi i patrzyłam na niego zdziwiona. Jak on się tu dostał? Otwarte drzwi na balkon.
Oczywiście.
- Violetta...- ujrzał męska koszulę w moich rękach. Spojrzał pytająco.
- To dla Ramallo- wymyśliłam na poczekaniu.- Ma jutro urodziny. Stwierdziłyśmy z Angie, że koszula będzie odpowiednia. Nie może się dowiedzieć, musimy to jakoś zapakować.
Ściszyłam głos i puściłam mu oczko. Pokiwał głową.
- Tak więc...przepraszam. Zależy mi. Staram się. Czy...możemy być razem? Brakuje mi cię.- zbliżył się do mnie. Zaczął mi dzwonić telefon. Na szczęście odwrócony ekranem do dołu.
- Dobrze- zignorowałam telefon. Przytulił mnie i lekko musnął usta.
- Lecę. Do jutra. Przyjdę po ciebie.- opuścił pomieszczenie. Odprowadziłam go do drzwi. Wychodząc natknął się na Leona.
Jasna cholera.
- Leon?- zapytał.- Co ty tutaj robisz?
Stając za Mickiem, mówiłam bezgłośnie do niego: Ramallo, urodziny, jutro.
- Hej- odezwał się właściciel szmaragdowych oczu.- Ramallo ma jutro urodziny, mam rację Violetta?
Był taki głuchy. Bolało. Jakby nie chciał mnie znać. Skinęłam głową.
- Ale..
- Ramallo, niegdyś zaopiekował się mną. Wiele mu zawdzięczam. Nie mógłbym nie złożyć mu życzeń. To dla mnie ważny człowiek.
- Akurat Ramallo?- spytał podejrzliwie Mickie.
- Nasi rodzice prowadzą razem interesy.
- Dobrze...- nie wyglądał na przekonanego.
Odwrócił się do mnie i pocałował w policzek, łapiąc w talii.- Lecę. Pa Violuś.
Violuś???
Opuścił posesję.
- Leon?- zapytałam- Co ty tu...?
- Idę właśnie do rodziców. Chciałem sprawdzić co u ciebie. Wszystko ok?- kiwnął głową w stronę furtki przez którą chwilę temu wychodził Mickie. Usiedliśmy na kanapie.
- Tak.
- Pogodziliście się?
- Chyba tak...- spojrzał na mnie pytająco- to było takie...szybkie Leon. Przepraszam, brakuje mi Cię, możemy być razem, całus i muszę lecieć.
- Rozumiem.- przytulił mnie. Zrozumiał że jestem niepewna.
- Aaa...skąd Ramallo w całej historii?
- Jak się ogarnęłam, wzięłam twoją koszulę by ją wyprać i ci oddać. Ale...spotkałam Mickie'go. Wymyśliłam, że koszula to prezent dla Ramallo. Skłamałam. Szczerość wszędzie- skwitowałam z sarkazmem.
- Wiem o czym mówisz. Lara przyszła się pogodzić gdy wróciłem od ciebie. Cały w dżemie...bez koszuli...mokry...szopa na głowie...skłamałem, że Andreas nocował i wariowaliśmy.
- I co udało się?
- Uwierzyła. Andreas mnie kryje.
- Ale pogodziliście się z Lara?- spytałam niepewnie.
- Tak. Udało się.- powiedział cicho.
- W takim razie, uśmiech Panie Verdas- powiedziałam radośnie.
Spojrzał mi w oczy, uśmiechając się. Odwzajemniłam. I tak oto siedzieliśmy naprzeciwko siebie na kanapie, uśmiechając się promiennie do siebie.
- Violetta, już 15, idę...- przerwał mój ojciec, wchodząc do pomieszczenia. Na nasz widok zatrzymał się- O Leon...
- Chwila...co pan powiedział?- zapytał się go Leon.
- Że idę pograć w golfa bo już 15.- powtórzył mój tata zdziwiony.
- 15?!!!- krzyknął Leon- Jezu, znowu!!
Pocałował mnie w polik, przeskoczył kanapę i o mało nie taranując mojego ojca wyleciał z domu, już drugi raz dzisiejszego dnia. Zaśmiałam się widząc minę mojego ojca.
- Co mu się stało?- zapytał bardzo mocno zdziwiony. Wzruszyłam ramionami.
Mój wariat.
- Czyli wychodzisz?- zapytałam zmieniając temat.
- Tak. Będę na kolację.
- Ramallo w domu?
- Tak, w gabinecie.
- Miłego dnia- powiedziałam całując go w policzek.
Do domu wpadły Fran z Cami.
- Co się stało Leonowi?- zapytały.- O mało nas nie przewrócił przy wejściu!
- Witajcie w klubie, dziewczęta.- powiedział mój ojciec.- Życzę miłego.
Opuścił pomieszczenie. Zaczęłam się śmiać. Dziewczyny usiadły koło mnie.
- On już dzisiaj tak drugi raz.
- Drugi?- kiwnełam głową.
- Rano- powiedziałam dalej się śmiejąc.
- Viola?- nie mogłam zapanować nad swoim śmiechem.
- Basen...dżem...dywan...- dostałam napadu śmiechu aż spadłam z kanapy.
- VIOLETTA! Co się działo po naszym wyjściu?- zapytały równocześnie. Potrząsnęły mną.
Dziesięć minut później, opowiadałam im całą historię.

1.02.2015

ROZDZIAŁ 39

Urodzinowy, dla Andżeliki <3


*LEON*
Nie chciałem opuszczać domu Castillo. Dobrze mi tam było. Violetta...dobra atmosfera, śmiech, zabawa. Nie wiedziałem, że ojciec Violi nam na to pozwoli, że jest taki rozrywkowy. W sumie fajny.
Takie to myśli krążyły po mojej głowie gdy biegłem do domu moich rodzicieli.
Wpadłem do środka i zauważyłem ich czekających z niecierpliwością przy stole. Na mój widok zakrztusili się właśnie pitą kawą. Nie wiedziałem o co chodzi. Mama wskazała mi lustro. Spojrzałem na swoje odbicie i uświadomiłem sobie, że na twarzy mam dżem, włosy w nieładzie a koszula została u Violetty.
- Synu...ogarnij się i może wpadnij na obiad co?- zaproponował mój ojciec.
- Ale tradycja..- zacząłem.
- Tylko ten jeden raz. Zresztą zjemy posiłek razem tylko popołudniu a nie rano.
- Mamo?- spytałem niepewnie. Co się stało? Zawsze dbali o tą tradycję. Powstała kiedy poznałem Viole. Wtedy polepszyło się między nami. Ale nigdy jej nie zlekceważyli. Żadnych spóźnień co niedzielę. Co się dzieje?
- Kochanie, ojciec ma rację. Spotkajmy się o 15, co ty na to?- rzekła moja matka a ja stałem jak wryty, patrząc się na nich.
Stałem tam dalej, nie mogąc zrozumieć co się dzieje.
- Leon, idź. Jesteś w dżemie, do połowy nagi, mokry a na głowie masz szopę większą niz dziadkowie na wsi.- skomentował mój ojciec.
Obróciłem się i ruszyłem do domu. Wszedłem do środka i skierowałem się do łazienki. Chwyciłem za ręcznik i zacząłem ścierać dżem z twarzy gdy usłyszałem pukanie do drzwi.
- Cholera- mruknąłem i poszedłem otworzyć. Kogo ujrzałem?
Lara. Patrzyła się na mnie zdziwiona.
- Cześć?- powiedziałem lekko..poruszony jej obecnością?
- Hej- odpowiedziała nieśmiało.- Emmm..wiesz że jesteś w dżemie..
- Do polowy nagi, mokry a na głowie mam szopę. Tak wiem. Ale to chyba nie powód twojej wizyty?- przerwałem jej łagodnie.
Spuściła głowę.
- Nie. Leon..

- Tak?
- Ja nie powinnam..
- Słuchać Diego..- wtrąciłem cicho. Skinęła głową.
- Ale ty i Violetta...nie wiem dlaczego go posłuchałam...uwierzylam. Nie powinnam. Nie powinnam robić ci awantury. Przepraszam.- przerwała, biorąc oddech. Czułem, że chce coś jeszcze powiedzieć. Czekałem w ciszy.
- Brakuje mi Cię, Leon.- łza spłynęła po jej policzku. Przytuliłem ją. Ale to nie to samo co z Viola...
- Przeprosiny przyjęte.- spojrzała na mnie a ja delikatnie ją pocałowałem. Uśmiechnęła się.
- A tak na marginesie...co ci się stało?- zapytała z iskrami w oczach.
Nie mogę powiedzieć że ostatnie 24 h spędziłem z Viola.
- Eee..długa historia. Andreas i ja.. lepiej nie mówić.- uśmiechnąłem się sztucznie, zmyślając na poczekaniu.
- Wariaci- parsknęła śmiechem.- Widzimy się jutro, Leoś?
Skinąłem głową. Leoś...
- Musisz iść?- zapytałem.
- Tak. Idź się ogarnij mój wariacie- pocałowała mnie w policzek i zniknęła.
A ja wyciągnąłem komórkę i wybrałem numer Andreasa. Odebrał po chwili.
- Stary, musisz mnie kryć- rzuciłem odrazu.
- Co?- powiedział zdezorientowany.
- Nocowałeś u mnie. Ważne elementy: dżem i woda.
- Że co?!
- Kryj mnie przed Lara. Jeśli cię spyta, wymyśl jakąś historyjkę. Jestem cały w dżemie, mokry i mam szope na glowie.
- Ok. Mogę do ciebie wpaść?
- Jasne. Do 14:30 jestem w domu. Potem rodzice.
- Czy wy nie..
- Tak tak. Wiele się zadziało. Wpadaj jeśli chcesz wiedzieć więcej.
Kliknąłem czerwona ikonkę i odlożyłem telefon. Wszedłem pod prysznic. Po kapieli, spojrzałem w lustro.
- Aaa- jęknąłęm patrząc na moją grzywkę. Przeczesalem włosy i ruszyłem do garderoby. Na razie włożyłem T-shirt a potem do rodziców koszula...A właśnie. Moja ulubiona jest u Violi. Zostanie na później. Nie pierwszy raz u niej spałem. Stanąłem przed lustrem.
Musisz się za to zabrać.
Zająłem sie swoją grzywką.
Godzinę później nadal nie mogłem jej ułożyć, nie mówiąc ile żelu na to poszło.
- Szlag!- wrzasnąłem, rzucając grzebieniem. Pasmo nie chciało sie ułożyć.
- Stary, spokojnie.- powiedział Andreas, podnosząc przedmiot z ziemi i podając mi go. - A teraz opowiadaj.
- Długa historia.
- Dawaj.- ponaglil mnie.- Po kolei co się zdarzyło.
- Lara zrobiła mi awanturę o Violette. Idąc wkurzony parkiem, zaczepił mnie Diego, o dziwo wiedząc o wszystkim. Okazało się, że nagadał Larze, że zdradzam ją z Violetta. I dowiedziałem się, że Mickie usłyszał nasza kłótnie i zrobił to samo Violettcie co mi Lara. Poszedłem do niej i spotkałem tam Fran i Cami. Zaopiekowaliśmy się Viola. Zrobiliśmy obiad. I fajnie potem spędziliśmy czas.- mówiłem, układając grzywkę dalej.
- To dalej nie wyjaśnia czemu mam cie kryć.- westchnął oparty o futrynę.
- Potem Fran i Cami poszły a ja zostałem z Viola, nikogo nie było w domu. Nie chciałem zostawić jej samej. Odwiedził nas Mickie...a potem zrobiło się ciemno. Położyłem Viole do łóżka, wrócił jej ojciec, wypiliśmy kieliszek koniaku rozmawiając..
- Że co?!- przerwał mi Andreas.- Piłeś z Castillo?!

- Tak. Powiedział mi nawet, że widzi mnie na miejscu swojego zięcia. Nigdy nie zakrztuś się drogim koniakiem. W sumie fajny gość. A potem powiedział, że mam spać w gościnnym. Rano wygłupialiśmy się z Violetta...basen...dżem...nutella...bieganie po domu. Nagle zadzwonili moi rodzice, przypominając mi o wspólnym śniadaniu i tradycja..i wyleciałem z domu Castillo. Dlatego koszula jest u Violi. Jak wszedłem do domu rodziców, odprawili mnie mówiąc, że "Jestem w dżemie, do połowy nagi, mokry a na głowie mam szopę większą niż dziadkowie na wsi."- zacytowałem.-Kompletnie o tym zapomniałem. Zdziwiłem się zawsze przestrzegali tradycji. Sam wiesz.
Andreas skinął głową.
- Wróciłem do domu i po chwili przyszła Lara, pogodziliśmy się. Ale zapytała co mi się stało...nie mogłem jej powiedzieć, że ostatnia dobę byłęm z Violetta. Dlatego zmyśliłem, że nocowałeś.
Andreas po chwili zaczął powoli kiwać głową na znak, że rozumie.
- Ogarniasz?
- No...tak.
- Będziesz mnie krył?
- Stary...co to za pytanie?
- Dzięki- przybiliśmy zolwika.
Spojrzałem w lustro. Grzywka wreszcie gotowa.

Obserwatorzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.