20.05.2014

ROZDZIAŁ 16


Kacper Blanco na twoje wyraźne życzenie i rozkaz ;*

*LEON*
Dużo się zmieniło. Minął miesiąc. Viola jest z Mickie'm a ja dałem szansę dziewczynie, która mi się przyglądała. Czemu? Sam nie wiem. Gdy Viola pogodziła się z Mickie'm i została jego dziewczyna, wróciłem do motorcrossa. Pewnego dnia, musiałem oddać motor do naprawy i wtedy ją poznałem. Lare. Mechaniczkę na torze i śliczna dziewczynę która chodziła do Studio. I tak oto zaczęliśmy spędzać coraz więcej czasu razem. Aż w końcu została moją dziewczyną. I strasznie się cieszę że ja mam. Nie ma między nami z Violetta takiej zażyłości, nie spędzamy ze soba tyle czasu, prawie w ogóle, ale wciąż jesteśmy przyjaciółmi i możemy na sobie polegać. Zajmujemy się swoimi drugimi połówkami.Ja, Viola, Cami, Fran, Maxi, Naty i Broadway tworzymy zgraną paczkę. Mimo że jestem szczęśliwy, a przynajmniej tak mi się zdaje, czegoś mi brakuje. Ale nie wiem czego.
*VIOLETTA*
Stoimy właśnie z Mickie'm przed sala śpiewu w Studio. Czekamy na lekcje. Mickie jest wspaniałym chłopakiem. Bardzo się poświęca. To słodkie ale nie jesteśmy z Leonem już tak blisko ale wciąż możemy na sobie polegać. Ciesze się, ze znalazł drugą połówkę. Wygląda na szczęśliwego. Tak samo i ja, ale jakaś część mnie jest pogrążona w melancholii. Dlaczego?
Rozmawiamy z Mickie'm o wszystkim i o niczym. Zwykła rozmowa. Nagle poczułam na sobie wzrok, który zmroził mi krew w żyłach.
*MICKIE*
Rozmawialiśmy z Violetta przed salą śpiewu, gdy towarzyszka rozmowy nagle przylgnęła do mnie. Zdziwiony objąłem ją automatycznie ramionami. Była sztywna i lekko drżała.
- Violetta? Co się stało?- spytałem.
- Przy wejściu. Brunet.
- I co w związku z tym? - nie rozumiałem o co chodzi. Koleś jak koleś.
- Nie zrozumiesz.- odsunąłem ją ode mnie.
No tak. Czyżby Leon?
Spojrzałem jej głęboko w oczy.
- To mi wytłumacz.
Pokręciła głową.
*VIOLETTA*
Diego. Wrócił. Wtuliłam się w Mickie'go ale był obojętny. Nie bylo ciepła jakie biłoby od Leona.. Pytał co się dzieje. " Co w związku z tym?"- kocham go ale czasami zdaje się ze nie ma mózgu. I tak nie zrozumie. A Leona tu nie ma..
Przed oczami stanęło mi ostatnie spotkanie z Diego. Zaczęłam się trząść. Jakby miała drgawki. Ten moment w którym Diego się do mnie zbliżał i...
nogi mi się ugięły. Zaczęłam opadać ale poczułam silne, ciepłe ramiona otaczające mnie i przytrzymujace. Owionął mnie ten wspaniały zapach...zamknęłam oczy i pozwoliłam by spokój i ciepło od niego bijące uspokoiły mnie.  Po chwili usłyszałam:
- Damy radę. Jestem tu. Od dzisiaj jesteś cały czas kolo mnie. - szepnął Leon. Odwróciłam się i wtuliłam w niego. Uwielbiam go. Zawsze był gdy go potrzebowałam.
- Tesknilam- powiedziałam prawie bezgłośnie. W odpowiedzi pocałował mnie w czoło, chcąc powiedzieć "ja też". Nie chciałam opuszczać jego ramion ale usłyszałam chrząkniecie. Zobaczyłam Mickie'go oczekującego na wyjaśnienia. Odsunęłam się od niego.
- Więc?-powiedział.
- Mickie, to..- zaczęłam ale nie było dane mi skończyć.
- Violetta! Jak ja Cię dawno nie widziałem!- odezwał się ON. Zamarłam. Na samo wspomnienie, że on..miałby koło mnie...
zachwiałam się. Ale Leon, stanął za mną, objął mnie ramionami i trzymał w pionie. Bila od niego pewność siebie. A ja byłam bezpieczna w jego ramionach.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej hej! Jak sie podoba?
Czekam na komentarze!
Romantyczna ;**

18.05.2014

ROZDZIAL 15

*MICKIE*
- Wiec ja...ja chciałem..- nigdy z takim trudem nie przyszlo mi wypowiedzenie słowa "przepraszam"- Cię przeprosić. Nie powinienem byl byc zazdrosny o Leona ani tym bardziej go od ciebie izolować. Zmienił twoje zycie i jest dla ciebie bardzo ważny. Rozumiem to. Źle zrozumiałem jego intencje i..  strasznie mi na tobie zależy...bardzo mi sie podobasz i nie chce cie stracić. Przepraszam. I tak będę zazdrosny  o Leona ale nie odizoluje cię od niego.
Viola popatrzyła na mnie i szeroko sie uśmiechnęła , rumieniac się.
- i ślicznie sie rumienisz- usmiechnalem sie do niej.
- Czy wy się zmowiliscie z Leonem?!- krzyknela ze śmiechem.
- Mam rozumieć ze..
- Ze oboje mowicie ze slicznie sie rumienie a potem jestem czerwona jak burak! - smiala sie.
Usmiechnalem sie lekko.
Leon jest wszędzie..
- Viola, mam jeszcze jedno pytanie do ciebie.
Spojrzała na mnie pytająco.
- Czy ty..czy ty..zostaniesz moja dziewczyna?- powiedzialem cicho i spojrzałem na nia.
Powiedz tak, a będziesz moja.
*VIOLETTA*
Czy on..czy on..właśnie mnie spytal o chodzenie? To sie nie dzieje naprawdę! Tak!!
Nie chcialo mi to słowo przejsc przez gardlo wiec tylko sie wtulilam w jego tors. Byl zaskoczony ale oddal uscisk.
- Uznaje to za tak i teraz możemy isc na lody?
- Owszem mój chłopaku. Tylko muszę byc w.domu na 17 - powiedziałam troszke zasmucona. Słowa "moj.chłopak " brzmialy pieknie, aczkolwiek nie wiem dlaczego nie zachwycilo mnie to.
- Ejj..spokojnie. To ponad 3 godziny- usmiechnal sie do mnie. Wstal z ławki i wyciagnal reke w moja stronę. Chwycilam ja i ruszylismy do kawiarni.
*LEON*
Ciekawe, co tam u Violi. Ale domyślam sie ze wszystko w porzadku. Zadzwonilbym ale to dla niej wazne, nie bede jej przeszkadzac. Przepraszam, im. Nie wiem o co chodzi ale jakos nie cieszy mnie ta znajomość. Siedze w Studio. Do glowy wpadła mi sie swietna melodia... Stanalem przy keybordzie i moje palce same slizgaly sie po klawiszach. Ta melodia tak bardzo przypominala mi Viole...delikatna, cudowna,  krucha...kazdy zly dzwiek mogl zburzyc jej kompozycję..wspaniała dla ucha.
Katem oka zauważyłem ze przyglada mi sie z zamiłowaniem pewna dziewczyna..
*VIOLETTA*
16.30. Zdaze jeszcze wpaść do Studio. Mickie musial juz lecieć, mial jakas ważna sprawę do załatwienia. W sumie..szkoda troche. Weszlam wlasnie do Studio. Uslyszalam śliczna melodię. Jaka miła, delikatna.. Ujrzalam Leona, stojacego przy keyboardzie . Promienie slonca padaly na jego twarz.
Jaki on jest przystojny..
Pobieglam w jego stronę i rzucilam mu się na szyje. Leon zaskoczony zachwial sie i upadl na ziemię. Lezalam na nim z wielkim uśmiechem, odurzając sie jego zapachem. Odwzajemnil moj usmiech, ukazujac rzad białych zębów. I znow te śliczne doleczki. Przybliżył sie do mnie i szepnął:
To laskotanie..
- Violetta, bez szaleństw. Co sie stalo?- podniósł mnie,stawiając na ziemi w pionie.
- Domyśl się.
*LEON*
Wrocila szczęśliwa zd spotkania z Mickie'm. Cos sie kroi. Czyzby...?
- To jest to.o czym myślę?- zapytałem jej sie z wielkimi oczami.
Blagam, nie.
- Yhm...chyba tak.
- Jesteś dziewczyna Mickie'go?-krzyknąlem cicho. Pokiwala glowa. Uscisnalem ja bez entuzjazmu.
- No to gratuluję- jakos mnie ta informacja nie uradowala. Pocalowalem ja w policzek-wiedzialem ze sie uda.
Usmiechnela sie i wtulila we mnie.
- Dziękuję- powiedziała cicho. Pocalowalem ja w czubek głowy.
To cieplo ktore do niej bije..
Odsunela.sie.
- Musze juz leciec. Za 15 minut mam lekcje. - odwrocila sie i wyszla z pomieszczenia. Wybiegłem za nia, łapiąc za nadgarstek.
- Odprowadze Cię- uśmiechnela sie. Szlismy tak parkiem, trzymajac sie za ręce i zajmując wlasnymi myślami. To było takie wspaniale uczucie miec ja przy boku...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
NIE ZABIJAJCIE XD
Taki rozdzialik troche...burzliwy.  
Czekam na komentarze!
Romantyczna ;**

12.05.2014

ROZDZIAŁ 14

*LEON*
Mógłbym ja trzymać w ramionach wiecznie. Na zawsze. Ale moim zadaniem jest ją wspierać. Muszę sprawić ze pogodzi sie z Mickie'm. I mam nadzieję ze coś dotarło do jego makowki...
Czas działać.
- Podsumujmy-rzekłem cicho. Na dźwięk mojego głosu, zadarła glowe i spojrzala na mnie- podobacie sie sobie nawzajem i chcecie byc razem. Tylko Mickie izoluje cie ode mnie bo jest zazdrosny, i juz wie ze nie ma o co.  W przyplywie złości, zle to ujal i jesteśmy w obecnej sytuacji.
Musicie powaznie porozmawiac. A ponieważ nie chce bys dlugo cierpiała, umowicie sie na jutro choćby nie wiem co.
- Ale Leon...
- Nie.  Przez niego jesteś smutna. Przez glupie nieporozumienie. Jutro sie spotykacie.
Nagle zaczął dzwonić telefon Violi. Podskoczyla.
"Mickie ^^" dzwoni.
- No odbierz!- powiedzialem bo wahała sie bardzo długo.
- Viola, pomysli ze jestes zla i nie chcesz miec z nim doczynienia a chcesz co?- wręczyłem jej telefon. Wreszcie, wcisnela zielona słuchawkę.
- Halo? -odezwala sie.
Ta niepewnosc w jej oczach..
*VIOLETTA*
- Halo?
- Hej Viola..przemyslalem sobie parę rzeczy i chcialbym z toba powaznie porozmawiac. Kiedy mozemy sie spotkac?
"Jutro sie spotykacie"- w sumie Leon miał rację.
- Moze jutro?- powiedzialam niepewnie.
- Świetnie. O 13 w parku?
- Ok. Do zobaczenia.
- Pa.
Odlozylam telefon i spojrzałam na Leona. Patrzyl na mnie, laknac informacji. Powoli wypuscilam powietrze.
- Jutro. O 13. W parku.
Usmiechnal sie. Odwzajemnilam usmiech. Ma naprawdę sliczne doleczki.
Siedzieliśmy na kanapie. Nie wiem dlaczego, trzymalam sie prosto, w ogóle bylam bardzo spieta. Dlaczego? Przeciez wszystko w porządku, z Mickiem sprawa prawie rozwiazania, z Leonem ok, dostalam sie do studia. Popatrzylam  sie na Leona. Siedzial wsparty na poduszkach, patrzac sie w jakis punkt w ścianie. Patrzac sie na niego, wiedząc ile zdzialal i jaki ma namnie wpływ, ogarnelam ze tylko jedna rzecz mnie rozluzni- jego dotyk.
- Leon..czy ja...czy ja moge..- spojrzał na mnie z zapytaniem w oczach- przytulic się do ciebie?
Zarumienilam sie slyszac własne słowa.
Co ty wygadujesz?!
Spuscilam glowe czekając na jego reakcje.
- Zawsze i wszędzie-usłyszałam ciepły glos. Wdrapalam sie mu na kolana a on objal mnie ramionami..Znow ten wspanialy zapach. Mmmm. Nawet nie zauwazylam kiedy odplynelam do krainy Morfeusza. W jego ramionach. Znowu.
NASTEPNEGO DNIA RANO
*LEON*
Obudziłem się z Viola na kolanach. Slicznie wygląda gdy śpi. Patrzyłem sie na nią jak na najprawdziwszego anioła gdy otworzyła oczy i ujrzalem te brazowe oczy. Jak orzeszki.
- Dzień dobry księżniczko- usmiechnalem sie lekko do niej.
- Witam pana- odrzekła , odwzajemniajac mój uśmiech- co to dzisiaj za dzień?
- Piątek, godzina 10:30- powiedziałem patrząc na telefon. Zajęcia w studio są dopiero w przyszłym tygodniu.
- 10:30?!
- Wiesz, gadalismy do...1 w nocy. A teraz, zanim sie zdenerwujesz ojcem i Mickie'm pozwól ze zjemy śniadanie. Wstając z kanapy, zachwiala sie. Byla bardzo rozespana. Chwycilem ja i zanioslem do kuchni, sadzajac na krześle. Po dłuższej chwili postawiłem przed nią talerz naleśników a sam usiadłem z takim samym na przeciwko.
- Mmmm- zamruczala. Spojrzalem na nia.
- Przepraszam ale to jest takie dobre...-odezwała sie po chwili. Wygladala jak w siódmym niebie.
Śniadanie skończyliśmy o 11.
- Stwierdzam ze jesli takie sytuacje beda sie powtarzać, chyba zostawie u ciebie ubrania- zasmiala sie gdy zmywalem naczynia.
- A prosze Cie bardzo, moge ci nawet polke odstapic w garderobie.
Spowazniala.
- Ze ty..na serio
- Hmmm...tak.- usmiechnalem sie do niej. - Dobra, idziemy do twojego domu. Jak sądzę chcesz sie przebrać.
Wyszliśmy z domu. Po 10 minutach byliśmy pod domem Violi. Stanęła przed drzwiami, wzięła głęboki oddech i...
*VIOLETTA*
Wzięłam głęboki oddech i weszlam do domu. Kroi sie awantura. Jak burza ze swojego gabinetu wylecial mój ojciec.
- GDZIEŚ TY BYŁA?!?- wydarl sie. Ale gdy zobaczyl Leona, na jego twarz wstąpił spokój. Nie wiedziałam co sie dzieje.
- Powiedz ze byłaś z Leonem- powiedział niemal blagalnie.
- Tak byla ze mna. Mielismy pewna nieprzyjemna sytuacje ale spokojnie zaopiekowalem sie nia. Czy mogę ja porwac z powrotem za Godzinę?- odezwał sie Leon.
- Tak- powiedzial ze spokojem mój ojciec.- Życzę miłegodnia.
Opuścił pomieszczenie i skierował sie do gabinetu.
- Co tu się stało?- zapytalam mocno zdziwiona.
-  Chyba wreszcie sie zorientował ze jestem synem jego kolegów w interesach i dobrze mnie zna.
Skinelam glowa.
- Teraz nie bedzie żadnych problemów, jesli jesteś kolo mnie.
- Widzimy się za godzinę- pocalowal mnie w policzek i juz go nie było.
Poszlam do swojego pokoju i zaczęłam sie przygotowywać.
12:20
Zeszlam na dol gotowa. Czekał tam na mnie mój ojciec.
- Viola, wiem kim jest Leon. Porządny chłopak z dobrego domu. Jeśli z nim będziesz, będę spokojny.
- Dobrze tato. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi wiec zawsze jest blisko mnie. nie martw się. Mam 17 lat, poradzę sobie- uśmiechnęłam sie do niego a ten pocałował mnie w czoło.
- Życzę ci miłego dnia. I nie zapomnij ze guwernantka przychodzi o 17 -uśmiechnął sie lekko. Sekundę pozniej zadzwonił dzwonek.
Otworzylam drzwi i ujrzalam w nich  usmiechnietego Leona. Biło od niego ciepło, które uwielbiałam.
- Witam Panno Castillo- odezwal sie poważnym tonem- gotowa ?
- Chyba tak odrzeklam cicho. - Chwycił mnie za rękę i ruszylismy do parku. Mickie juz tam czekał. Nie wyglądał na uradowanego faktem, ze widzi mnie z Leonem.
- Pamiętaj o tym o czym rozmawialiśmy. A teraz leć. Będę w Studio. - pocałował mnie w czoło i oddalił się. Wraz z jego zniknięciem , ulotnila sie moja pewnosc siebie. Ruszylam w kierunku Mickie'go.
Na mój widok, wstał i dał mi malutkiego kwiatuszka.
- To dla ciebie.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam sie.
- A wiec Viola zaczne. To wszystko moja wina wiec...ja...chcialem...
~~~~~~~~~
HEJ MIŚKI! 
Kolejny rozdział, aczkolwiek Madzia smuta bo jest malo komentarzy ;c wyswietlen zreszta tez ;c
Czekam!!
I zyczę miłego czytania ;)
Romantyczna ;**
P.S Przepraszam za błędy.

5.05.2014

ROZDZIAŁ 13

*MICKIE*
To nie tak miało wyjść. "Nie masz o co ze mna rywalizować". Nie zabierze mi Violi. Ona jest śliczna. Strasznie mi się podoba.  Ale co poradze ze jak widze ja z nim to ogarnia mnie wściekłość? Tak, jestem zazdrosny.
Uciekla. Nie gonilem jej. Niech sobie wszystko przemyśli. Ja zresztą tez muszę. Wina leży wyłącznie po mojej stronie ale..Muszę ja przeprosić. Może pogodzimy sie z Leonem? Widze ze sa przywiązani. Zle zareagowalem.
Ruszylem do parku. Usiadlem na ławce. Po drodze zauwazylem Leona z Violetta na rękach. Chcialem pobiec do niego,  na sam widok zagotowalem sie w środku. Ale Leon jednym spojrzeniem mnie powstrzymał . Najgorsze jest to ze mial rację.

*LEON*
Usnela. I bardzo dobrze. Potrzebuje odpoczynku. Ulozylem ja na łóżku, przykrylem i wyszedlem z pokoju. Udałem się do kuchni. Violetta jak wstanie pewnie będzie głodna. Co by ty....spaghetti. Tak, spaghetti będzie idealne. Zacząłem przygotowywać posiłek.
Dlaczego? Czy on widzi  jak swoja głupotą rani Violette? Nie rozumiem go. Jak on może, jak on tak potrafi  ranić ? Violetta jest tak cudowna, kochana a przede wszystkim delikatna. Co to za facet skoro nie widzi jaka ona jest krucha? Jaka jest wspaniała?
Moje rozmyslania przerwal mi wspaniały melodyjny głos.
- Leon ja...przepraszam...za wszystko i dziękuję ze się mną zaopiekowales. Iii ja..- nie uslyszalem dokończenia zdania tylko poczulem cieplo jej ciala. Otoczylem ja ramionami.

* VIOLETTA*
Chcialam mu tyle powiedzieć...wyjasnic cos..ale nie wyszlo. Najlepsze jest to ze zawsze moge sie do niego przytulic. Zawsze pocieszy, otoczy ramionami, zrozumie. Uwielbiam go. Tulilam sie do niego jak male dziecko. A on jak zawsze objal mnie i pocalowal w czolo jakby na znak " jestem z tobą". To w nim kocham. Równie dobrze mógł się obrazic, odwrócić przez Micheala ale nie zrobił tego.
Violka, pozbieraj sie i do roboty!
- I jaa...- zapomniałam ci chcialam powiedzieć. Jescze mocniej sie wtulilam. Uwielbialam jego dotyk, cieplo ktore od niego bilo, jego umięśniony tors, szmaragdowe oczy. Wszystko. Uwielbialam jego. całego. Gdy tak rozmyslalam przed oczami pojawil mi sie Mickie.
Jesus Christ Violetta!
- Violaaaaa- jego szept wywołał przyjemny dreszcz. Wiedział co sprawi ze sie uśmiechne. I mu sie to udalo.
- Hmmm?- odpowiedzialam z uśmiechem.
- Mam wspaniała propozycje. Zjemy obiad a potem obgadamy ta sytuację ok?
- Leon..nie chcę się narzucać.
- Coś ty. Patrz...mam spaghetti.
Skad on wie ze to moje ulubione danie?
- No dobrze, ale tylko dlatego ze.musimy pogadać.
- Spaghetti to twoje ulubione danie, co?
Ma mnie jak an dłoni. JAK?
- Eeeee...może. - uśmiechnelam się tajemniczo.
- Wiedziałem- odsunął mi krzeslo i gestem zaprosił bym usiadła. Tak też zrobiłam. Zasiadł po drugiej stronie. Zaczęliśmy jeść.
To jest przepyszne!!
- Mmmm..Leon jest świetnym kucharzem.
- Tylko kucharzem?- zapytał zasmucony.
Glupia!
I tak sie zgrywa.
- Kucharzem, przystojniakiem, opiekunem, spiewakiem, muzykiem, tancerzem a zwlaszcze przyjacielem.
- Mowilem ci ze cie uwielbiam?- uśmiechnął sie zalotnie. Zarumienilam sie.
- LEON!
- No co?- zapytal udajac glupka.
- Dobrze wiesz co!- wskazałam na swoje policzki.
- Ee tam, ślicznie się rumienisz- spojrzał mi w oczy. Zatonelam. Mimowolnie zaczęliśmy do siebie przybliżać. Byliśmy coraz bliżej gdy nagle przed oczami stanął mi smutny Mickie.
Nie moge!
Odsunelam sie.
- Przepraszam.
- Nie to moja wina- zaoponowal Leon.
- Moja również. Zapomnijmy o tym dobrze?
- Jasne.- powrocilismy do konsumowania posiłku. Jedliśmy w ciszy. Po skończeniu dania Leon zaczal sprzątać. Chcialam jakos zaczac rozmowę ale na sama mysl ze bd mówic o Mickiem z Leonem przerazala mnie. Leon zauważył chyba moje zaklopotanie:
- Viola, wiem to nie proste. Idz do salonu, ja za chwile przyjde.
Skierowałam sie do wskazanego pomieszczenia i usiadlam na kanapie. Po paru minutach wszedł Leon z dwoma parujacymi kubkami gorącej czekolady. Postawił je na stoliku i usiadl na przeciwleglym koncu kanapy.
- Viola, moze od początku. Co czujesz do Mickie'go?
- Ja..on..znaczy my...bardzo sie lubimy. I on..- POWIEDZ TO!- podoba mi sie. Ale..
- Ale? - zapytał łagodnie.
- Ale...jesteś jeszcze ty.-wydusilam i zorientowałam się jak to zabrzmiało. Spojrzałam na niego. Trawil moje słowa.
- Ymmm....mogłabyś doprecyzować?-zapytal zmieszany..
-Bo Mickie jest zazdrosny i izoluje mnie od ciebie a ja ciebie potrzebuje...I nie chce zebys przeze mnie cierpial. Dzisiaj zrozumialam dlaczego śpiewales z taka wsciekloscia na przesłuchaniach..
- Boje sie o ciebie. Mickie wtedy rozwscieczyl mnie spojrzeniem. Traktuje cie jak nagrode. I dzisiaj w końcu powiedziałem ze koneic jego gry. Cierpie, bo traktuje mnie jak wroga i chce mnie ciebie odebrać.
Popatrzylam na niego. I zapragnelam by znow mnie objal swoimi ramionami, znow poczuc to cieplo, znow zaciągnąć sie ejgo zapachem. A Leon znów mnie rozszyfrowal. Skinal glowa a ja momentalnie pojawiłam sie na jego kolanach. Chcialam tu zostać ma zawsze.
- Viola?-zapytal Leon po chwili.
-Hmm?-zapytałam odurzona jego zapachem.
-Obiecaj ze nic ani nikt nas nie rozdzieli.
- Obiecuję-w jednej chwili zrozumialam ile zdzialal w moim zyciu i jest mi tak bardzo potrzebny.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
1) Mickie rozumie swoje bledy
2) Leon i Viola forever together
3) Przepraszam za błędy, kiedys poprawie haha ^.^
Życzę miłego czytania i dedykuje
ten rozdział wszystkim ktorzy komentuja( strasznie mi sie podoba!)
Czekam na komentarze!
Romantyczna ;**

4.05.2014

ROZDZIAŁ 12

*VIOLETTA*
Mickie jest całkiem fajny i przystojny. Ma interesująca osobowość.
Ale..rywalizuje z Leonem. Dlaczego? Trochę mi nie pasowało to że, na każdym kroku, nie pozwalał mi na zamienienie słowa z Leonem a tym bardziej jakiekolwiek zbliżenie. Zazdrosny? Muszę pogadać z Leonem...brakuje mi jego obecności. Przez ostatnie trzy dni w ogóle się z nim nie widziałam, cały czas spędzałam z Mickie'm. Ja i on..jesteśmy coraz bardziej ku sobie ale wciąż wszystko zawdzięczam Leonowi i nie zapomnę o nim.
Dzisiaj wyniki w Studio. Mam nadzieję ze zobaczę Leona.

Te myśli klebily się w mojej głowie i nie mogłam znaleźć rozwiązania. Im bliżej Studio tym bardziej mnie to męczyło. Weszłam do budynku. Leona nigdzie nie było. Podbiegłam do wywieszonej listy i szukałam wzrokiem dwóch nazwisk: Castillo i Verdas.
Śmieszne nawet nie znam nazwiska Mickie'go..
Po sekundzie znalazłam. DOSTALIŚMY SIĘ. Wielki uśmiech wykwitl na mojej twarzy. Odwrocilam sie by wyjsc z budynku , gdy GO zobaczyłam. Wchodził do budynku i powalał na kolana swoją przystojnoscia. Zobaczył mnie i mój wielki uśmiech. Zaczęłam biec w jego stronę, po chwili jego silne ręce chwyciły mnie w talii i zaczęły okrecac.
Jego uśmiech..jego dołeczki.
Krecilismy sie tak w kółko , uśmiechając promiennie do siebie. Ten moment mógł trwać wiecznie.
Po chwili Leon o mało nie stracił równowagi. Stanął i postawił mnie na ziemi. Odsunelam sie i wyciagnelam reke w jego stronę.
- Witam w Studio, Panie Verdas.- rzekłam poważnym tonem.
- Dziękuję. I wzajemnie.- rzekł tonem równie poważnym ale iskierki w jego oczach zdradzały rozbawienie. Uscisnal moja rękę. Po czym ostentacyjnie, ze wzrokiem" Tylko tyle?" rozchylił ramiona mówiące " No chodź tu do mnie". Natychmiast się w niego wtuliłam. Lepszego przyjaciela wymarzyć sobie nie mogłam.
- Tesknilem- wyszeptał mi do ucha.
- Ja również- szepnęłam.
Pocałował mnie w czubek głowy. Staliśmy tak przytuleni, napawając się swoją obecnością. Nagle ktoś chrzaknal. Odwrocilismy glowy, widząc Mickie'go i natychmiast oderwaliśmy się od siebie.
- Hej Viola- rzucił Mickie po czym pocałował mnie w policzek, przytrzymując mnie w talii, po drodze rzucając Leonowi mrożące krew w żyłach spojrzenie.
- Cześć- odpowiedziałam i popatrzyłam się na Leona. Szkoda , że nam przerwał. Znowu mnie gdzieś weźmie, nie protestuje, lubię spędzać z nim czas ale brakuje mi Leona. Leon odpowiedzial mi smutnym spojrzeniem. Staliśmy w milczeniu gdy Mickie poszedł sprawdzić listę. Wrócił z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Gratuluję- powiedziałam ze slabym uśmiechem. Odpowiedział mi tym samym.
- Mogę Panią zaprosić na lody ? Mamy w końcu co świętować.- zapytał z uwodzicielskim uśmiechem i wyciągnął rękę.
- Uhm.- mruknelam.
- To ja lecę. Do następnego- powiedział chłodno Leon. Odszedł wolno a ja poczułam ukłucie w sercu. Nawet się nie pożegnaliśmy. Nie. Nie może tak być. Pobiegłam za nim lecz nie znalazłam go.
- Leon!- zawolalam. Nie ma go.
Niech to szlag!
Stanęłam pośrodku placu rozczarowana.
A jeśli go straciłam?
Powolutku, do moich oczu zaczęły napływać łzy.
Nagle czyjeś ramiona mnie otoczyły. Poczułam ten wspaniały zapach.  Leon.
- Nie płacz księżniczko.- szepnął mi do ucha.
To przyjemne łaskotanie..
- Leon ale...- lza splynela po moim policzku, robiąc mokrą kropkę na rękawie jego koszuli.
- Ciiii- szepnął znów, obracając mnie do siebie i mocno tuląc. Uwielbiam jego dotyk. Zaciagnelam sie jego wspaniałym zapachem i powoli zaczelam uspokajać. Nagle Leon zesztywniał.
- Violetta?- Niech to szlag jasny trafi! Mickie. Odsunelam sie od Leona i spojrzałam na niego. Patrzył na mnie wyczekującym wzrokiem.
- Juz idziemy- rzekłam, wycierając lzy. Mickie, widząc co czynię, spojrzał ze złością na Leona.
- Co jej zrobiłeś?!- krzyknął.
- Mickie, nic się nie stało.
- Jak to nic?! Przeciez widzę!
- Nie..to nie tak.
- Violetta nie kłam!
- Sadzisz ze klamie?
- VIOLETTA! JA WSZYSTKO WIEM! WIEM KTO TO JEST!
- Wiesz jaka jest prawda?- spojrzał na mnie- NIC NIE WIESZ!
Uciekłam. Po prostu Uciekłam. Biegłam przed siebie jak najszybciej mogłam. Nie chciałam się zatrzymać.
To to jest zaufanie? Nie wierzy mi?
I zrozumiałam.
Jest zazdrosny o Leona.
A później nastała ciemność.
*LEON*
Debil, kretyn, polglowek, idiota, palant, świnia. Jak on mógł? Widzę, ze podoba się Violettcie, spędzają ze sobą duzo czasu. Zależy jej. Myślałem ze z wzajemnością. Jakieś zaufanie , cokolwiek. A tu nic.
Violetta uciekła. Stałem i patrzyłem jak Mickie spogląda na odbiegająca Viole. Koniec.

- Wiesz, przegiales. Nie masz o co ze mną rywalizować. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi z Violetta i tak zostanie na zawsze. A ty..jesteś kretynem. Tak, to.odpowiednie słowo.
Odszedłem za Violetta, zostawiając Mickie'go stojącego jak słup soli. Nie, nie goniłem Violi ale liczyłem ze spotkam ja gdzieś po drodze. Szedłem chodnikiem gdy nagle zobaczyłem ciało leżące 100 m przede mna. Była to Violetta.
* VIOLETTA*
Obudziłam się i ujrzałam seledynowy sufit. Przymnknelam oczy. Ostatnie co pamiętam to Mickie nie majacy do mnie choć krzty zaufania...Moze to sen?
Otworzyłam oczy i ujrzałam śliczne szmaragdowe tęczówki.
- Viola, wszystko w porządku? Nic cię nie boli?- zapytał cicho.
- Nie. Co ja tu robię?- rozejrzałam się po pokoju. Seledynowe ściany, ja pośrodku pokoju na wielkim łóżku, przykryta kocem.
- Znalazlem cie na chodniku. Ucieklas po kłótni z Mickie'm. Jesteś u mnie w domu.
I wtedy to wróciło.
Jest zazdrosny o Leona.
W moich oczach pojawiły się łzy. Wszystko ułożyło się w logiczną całość. Dlatego Mickie nie pozwalal mi sie z nim spotkac, dlatego tak sie zachowywal...i dlatego Leon śpiewał z taka wsciekloscia.
- Leon, przepraszam. -Spojrzalam sie w jego stronę.
Widzac moje łzy, jego ramiona.natychmiast posadzily mnie na jego kolanach i mocno tulily. A ja juz ktorys raz plakalam w jego koszule.
- Ciiiiiii.- pocałował mnie w czolo.- Nie masz za co przepraszac. To nie twoja wina. Spokojnie.
Zaczelam szlochac. Moim ciałem wstrzasaly dreszcze.
- Ciiiiiiiiiiiiiiii....ciiiiii.....ciiiiiii- powtarzał raz po raz. Mocno obejmował mnie ramionami, kolyszac sie. Monotonia kolysania sie, jego kojacy glos i cieplo bijace od niego, sprawilo ze odplynelam do krainy Morfeusza.

~~~~~~~~~
Hej ;D Dziekuję za wszystkie komentarze i wyswietlenia <3
Rozdział dedykuje wszystkim ^.^
Troszkę sie nadziało i dziać się bedzię!
Czekam na komentarze :P
TI amo Nikuś :****
Romantyczna ;**

P.S Przepraszam za błędy. Nie wszystko jest kursywą, poprawnie...aplikacja blogger...ale za niedługo się za to wezmę i wszystko ślicznie poprawię i dodam obrazki!!

29.04.2014

ROZDZIAŁ 11

*VIOLETTA*
- Ty jesteś naprawdę taki głupi  czy tylko udajesz? - zapytał Mickie'go Leon.
Mickie patrzył się na niego to na mnie  jakbyśmy zmysły postradali. Nadal nic nie rozumiał.
Popatrzyłam się na Leona. Z trudem powstrzymywał śmiech. Spojrzał mi w oczy.
Te iskierki w jego oczach...
Automatycznie sie usmiechnęłam. Patrzył z takim rozbawieniem...zachciało mi się śmiać. Skinelam głową na znak Leonowi. Wybuchnelismy smiechem. Smialismy sie i nie mogliśmy przestać. Co sie uspokoilismy, spojrzelismy i zaczynalismy  od nowa się śmiać. A Mickie stał bezradny i nie wiedział co robić. W pewnym momencie ktoś mnie potrącił , a ja na wpół przytomna ze śmiechu, zaczęłam upadac. Poczulam czyjeś ręce na moim ciele ale niestety nic nie zdzialaly. Otworzylam oczy i sie rozejrzalam. Zobaczyłam Leona i Mickie'go siedzących na podłodze i masujacych sobie głowy.
- Leon, uważał byś! - gadał Mickie. A Leon w przeciwności do niego odrazu do mnie podszedł, chwycił w talii i postawil na ziemi.
- Wszystko ok?- zapytal się z troską w głosie. 
-Taaakk- odpowiedziałam, chwiejac się. Leon momentalnie mnie przytrzymal, chociaz Mickie miał bliżej.
- Na bank wszystko ok?- troska w jego oczach była taka słodka..
- Juz ok. Dziękuję- pocalowalam go w policzek.- A ty jesteś cały? Co tu sie w ogóle stało?
- Jak upadlas, to chcieliśmy Cię oboje złapać i...nie wyszło..- spojrzał mi w oczy. Zatracilam sie w zieleni jego oczu..
- To skoro wszyscy cali, to idziemy wreszcie na koktajl Violetta?
- Mówiłam ze po przesłuchaniach.
-Ale..
- Pomyśl ze wreszcie!- warknal poirytowany Leon.

*MICHEAL*
O co im chodzi? Dlaczego on na mnie warczy?  Aha, jest zazdrosny o Viole. Uważaj , kolego.
- Leon, spokojnie- położyła mu rękę na ramieniu Violetta.
- Ale on nadal nic nie rozumie!- krzyknął Leon na chyba cały korytarz.
- Ciii - położyła mu palec na ustach , złapała za rękę i spojrzała w oczy.- Nie denerwuj się, za chwilę masz egzamin.
- Dobrze.- uśmiechnął sie słabo.
A mnie wtedy oswiecilo.
Nie pójdzie teraz bo Leon jeszcze nie zdawał!
- ROZUMIEM!!- spojrzeli na mnie z ulgą.- Spokojnie Viola, poczekamy aż Leon zda.
- Ufff. Udało się!- powiedzieli uradowani i przybyli sobie piątkę.
- LEON VERDAS! - krzyknął Pablo.
*LEON*
Dobrze że załapał bo bym chyba nie wytrzymal tylko zaraz mu przywalil.
- LEON VERDAS!
Uhu, wywolali mnie.
Spojrzałem na Viole niepewnie.
- Idź, jesteś świetny. Twoja największa szansa. Zresztą, umowa, pamiętasz?
Umowa...aaa..ta ze oboje idziemy do Studia i pokazujemy naszym rozdzicom czym jest dla nas muzyka.
Skinąłem głową.
- Masz tu całusa na szczęście-  chciała mnie pocałować w czoło ale była za mała i na dodatek bez koturnow. Na palcach nie sięgała. Podniosłem ją by spełniła swój cel. Na odchodne poslala mi promienny uśmiech.
Stanąłem na scenie.
- Proszę zaczynac, Panie Verdas.- rzekł chłodnym tonem Gregorio, nauczyciel tańca.
Es por lo momentos que parezco invisible
Y solo yo entiendo lo que me hiciste
Mirame bien, dime quien es el mejor
Cerca de ti, irresistible
Una actuacion, poco creible
Mirame bien, dime quien es el mejor
Hablemos de una vez
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez
Voy Por Ti , Voy..
Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estare
Aunque no me veas mirame,
No me importa esta vez
Voy Por Ti
Voy Por Ti..
Śpiewałem dalej gdy zobaczyłem jak Mickie obejmuje Viole. Dobra, róbta co chceta ale ważne było jego spojrzenie.
" No i co teraz? Hmm? Wygrałem. Jest moja". Wkurzyłem się. Violetta nie jest niczyja nagroda. Mój głos zmienił ton o 180°. Śpiewałem ze wściekłościa, w moik głosie słychać było nienawiść.
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Na twarzy Violi pojawiło się zdumienie.
Pokażę mu. Nie może traktować Violi jak nagrody!
Se que hay momentos
Que parecen posibles
Una mirada , un gesto irrestitible
Mirame bien, dime quien es el mejor
No te das cuenta,
No son compatibles
Quita la venda
Que a tus ojos impide
Mirame bien, dime quien es el mejor
Cały czas patrzyłem na nich. Mickie dobrze wiedzial dlaczego tak śpiewam. I że spiewam do jego głupiej makowki, by mi cos przekazać. Ale patrzył sie na mnie kpiaco, co mnie jeszcze bardziej rozsierdzilo.
Hablemos de una vez
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez
Voy Por Ti , Voy..
Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estare
Aunque no me veas mirame,
No me importa esta vez
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Skończyłem z takim szalem, prawie krzyczalem. Nauczyciele byli pod wrażeniem. Podziekowalem i wyszedłem z sali. Mialem ochote rzucic sie na Mickie'go. Szedłem jak zaslepiony. Nienawiścią. Ale nagle poczułem ciało z impetem przytulajace moje. Poczułem TO ciepło i TE delikatne wargi przy moim uchu.
- Gratuluję występu.- jej oddech delikatnie laskotal moje ucho.
- Dziękuję- rowniez wyszeptalem jej do ucha. Spojrzała mi w oczy, cala rozpromieniona. Odpowiedzialem na to spojrzenie i oboje zatracilismy sie w swoich oczach.
Staliśmy tak pare minut. Genialny widok- dziewczyna z zarzuconymi rekami na szyji chlopaka, on trzymajacy ja w talii i oboje zatraceni w swoich oczach. Magia. Nagle zobaczyłem jakaś rękę przed twarzą i obudzilem sie z letargu.
Ujrzałem Mickie'go machajace nam przed twarzami.
- Żyjecie?- zapytał.
Jezusie, co za palant!!
* MICKIE*
Musiałem im przerwać.MUSIALEM. Tak sie na siebie lampili że po prostu rzygać tęcza. Zwłaszcza że Viola była moja. Lubie byc wredny. Specjalnie to zrobiłem jak śpiewał. Nie wiedziałem ze sie tak zezlosci. Pewnie byłaby awantura gdyby nie Viola.
- Żyjecie?- zapytalem. Leon zgromil mnie wzrokiem. Odsuneli sie do siebie.
- Tak - odpowiedziala speszona Violetta. Stalismy tak w ciszy przez chwile. Viola postanowiła ja przerwac. Na linii ja- Leon było takie spięcie ze każdy wyczulby na kilometr.
- Leon..- zaczęła z nutką irytacji patrząc się na mnie.
- Hmm? - spojrzal sie na nią ciepło
- Mam pytanie. Dlaczego..
Nieeee. Pewnie zapyta czemu zmienil w połowie piosenki ton głosu a Leon z przyjemnością mnie wyda.
- Viola, to idziemy wreszcie na ten koktajl?- wtrąciłem się , chwytając ja za rękę.
- Taaaak-odpowiedziala i wyrywajac rękę z uchwytu podeszła do Leona.
Cholera!

*LEON*
W gorącej wodzie kapany. Bał się ze go wydam , haha. Szczerze mówiąc, rozegralbym to inaczej.
No więc idą "wreszcie " na koktajl. Chwycił ją za rękę jakby mówił ,"Jest moja, wara od niej". A tymczasem Viola, wyrwala rękę , podeszła do mnie, położyła swoja miękka dlon na moim policzku i pocalowala w drugi polik, jednocześnie dajac mi znać wzrokiem " pogadamy później".
- Paa Leon- rzuciła na odchodne. Wydzli z budynku. A ja stałem tam gdzie wcześniej. Po chwili jednak równiez opuściłem budynek. Udałem się do parku. Usiadłem na ławce i zacząłem rozmyślać o Mickie'm.
Co ja mu zrobiłem?
I najważniejsze:
Dlaczego traktuje Violette jak nagrodę?
~~~~~~~~~~~~~
Przyznaje sie bez bicia. Nie pasi mi końcówka. Pierwszy raz nie pasi mi rozdział. A co wy sądzicie? Czekam an komentarze!
Ti amo Nikuś <3
Romantyczna ;**
P.S Przepraszam za błędy :c

27.04.2014

ROZDZIAŁ 10

*LEON*
Nie spodziewałem się tego. Przyszła, spojrzała w oczy i pocałowała w policzek, po czym opatrzyła ręce. Na koniec pocałowała w czoło i miała odejść ale musiałem, musiałem ja przytulić. Te gesty, ta cisza, wyrażały więcej niż słowa. Wiedziałem ze oboje czujemy sie winni. Zrozumiałem ,że gesty sa ważniejsze od głupiej gry słów. Pogodziliśmy się, nie używając słów. I chyba taki sposób godzenia się jest najlepszy..
Wchodzimy właśnie do studio. Camila z paczką odrazu nas dopadła.
- Siema.
- Cześć- odparliśmy razem z Violą.
- Najpierw śpiew.-zaciagnela nas do sali. Pokazalisśmy jej utwory, zaśpiewaliśmy.
- To macie opanowane. Śpiewacie genialnie, głosy cudowne, na egzaminie 10/10. Gra na instrumentach rozumiem to samo co teraz? No to to mamy też opanowane.- Uśmiechnęła sie do nas.- A taniec?
- Nie ćwiczyliśmy jeszcze- odparłem zgodnie z prawdą. Pokazała nam układ. Nietrudny. Powtórzyliśmy.
- Viola, musisz poćwiczyć zejście. Maxi ci pomoże.
Po paru powtórzeniach Violetta załapała zejś3cie.
- Witamy w Studio!- rzekli wszyscy z uśmiechem.
- Koktajl w Resto?- zaproponowałem. Wszyscy sie zgodzili. Ruszyliśmy i po chwili byliśmy na miejscu.
Violetta podeszła do baru zamówić napoje. Nie wracała dłuższy czas. Nagle zauważyłem,że rozmawia z jakimś chłopakiem ,po czym wręcza mu numer telefonu. Trzeba będzie uważać na nią. Wróciła do stolika cała uśmiechnięta.
- Viola, co to za uśmiechy?- zapytała Cami.
- Żadne uśmiechy tylko tamten facet- wskazałem na chłopaka.
- Aaaa- Camila sie uśmiechnęła.
Zaczęliśmy rozmawiać i się śmiać. Czas wspaniale nam płynął.

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ
Stoimy z Violą przed salą śpiewu, dzisiaj egzaminy. Czekamy na swoją kolej, ogladając występy innych. Violetta się strasznie denerwuje. Stoje za nia obejmując ramionami i trzymajac podbródek na jej głowie. Wspaniały moment ale wiadomo ze jak jest dobrze,  zawsze musi sie cos schrzanic.
Nagle podszedł do nas gość którego Viola poznała tydzień temu. Na jego widok oczy jej się zaświeciły.
Lubi go.
- Cześć Viola- usmiechnął się do niej.
- Hej- zarumieniła się.
Uhu, coś jest na rzeczy.
- Przedstawisz mi swojego chłopaka?- CHŁOPAKA?! No tak, wciąż ja obejmuje, co nie zmienia faktu, że i tak facet nie zrozumie naszej relacji z Violetta.
Odsunęliśmy się od siebie.
- Jestem Leon, PRZYJACIEL Violi. A ty to...?- odezwałem się.
- Micheal, ale dla was już Mickie. Też do Studia?-wskazał kolejkę.
Milczałem bo chciałem żeby Viola z nim porozmawiała i rozwijała znajomość skoro tak jej się oczy świecą. Zresztą nie sądzę żebym polubił tego jegomościa.
Jednak Violetta stała jak zamurowana. Patrzyła się na Mickie'go jak na niewiadomo co. Spojrzała się tylko na mnie błagalnie "Ratuj!".
- Tak, czekamy na swoją kolej-odparłem zwięźle. Spojrzalem na Violette groźnie by się ogarnęła bo jak nie to facet może sobie coś pomyśleć. Z opresji wywabił nas Pablo wołając Micheala. Wszedł do sali a my patrzyliśmy na jego występ. Śpiewając patrzył się na Violettę.
Coś się święci.
Po występie Micheal podszedł do nas.
- Bardzo fałszowałem?
Violetta stała jak zaklęta. Delikatnie kopnąłeją ja w kostkę.
- Coś ty. Świetny występ- powiedziała nieśmiało.
- Dzięki. Muszę lecieć ale mam nadzieję ze po rekrutacjach dasz się wyciągnąć na koktajl?
- Jaaasne.
Mickie odszedł a ja odwróciłem sie do Violi. Spućiłla glowę. Podniosłem jej podbródek.
- Viola, wyluzuj.
- Alee ja..
- Spokojnie. Wiem to trudne. Ale dasz sobie radę. Wrzuć na luz i zachowuj się jakbyś np. Rozmawiała ze mną, ok?
-Spróbuję.
Spojrzałem jej w oczy.
- A teraz poprosze uśmiech, panno Castillo.-automatycznie sie uśmiechnęła. Odwzajemnilem go. Wyluzowała. Nagle Pablo wywołał ją.
- Violetta Castillo!
Zaczela się trząść. Nic dziwnego od tego momentu jej życie sie bardzo zmieni.
Przykleiła się do mnie.
- Viola, idz to twoja szansa.
- Ale Leon co jeżeli..
- Nie gdybajmy. Będzie co będzie. Razem możemy wszystko, tak?- pocalowalem ja w czolo i lekko popchnalem w stronę sali. Ostatni raz spojrzała na mnie a ja poslalem jej ciepły uśmiech. Weszla na scenę i zaczela śpiewać. Na początku nie szlo jej ale wtem nasze oczy się spotkały. Poslalem jej spojrzenie " Dasz radę!" Kiwnela głową I wtedy totalnie  wczuła się w piosenkę a swiat ogarnela magia. Skończyła z wielkim uśmiechem. Wszyscy zaczęli bić jej brawo. Poslala nauczycielom jeszcze jeden uśmiech i podeszła do mnie i rzuciła mi się na szyję. Wzięła głęboki oddech.
- I co, bylo tak strasznie? - zaśmiałem się.
- Nie...
- widzisz?- uscisnalem ja.
- Bez ciebie nie dałabym rady- pocalowala mnie w policzek.
Te jej delikatne usta...
Jak na zawołanie zjawił się Mickie. Wziął Viole pod ramię i zapytał silac sie na nonszalacje:
- Violetta, dasz się zaprosić na koktajl.
- Owszem, ale po przesłuchaniach, jak ci już powiedziałam.
Co ona robi? Czemu nie idzie?
- Przecież jesteśmy już po przesłuchaniach- zapytał ze zdziwieniem.
- Nie wszyscy- spojrzała na mnie ciepło.
-??- patrzył na nią.
Pewnie celowo mnie pominął. Nigdy go nie lubiłem.
- Czy ja o czymś nie wiem?-Patrzył się nią jak na głupią.
Jesus co za palant.
Spojrzałem się na Violę z uśmiechem i pytaniem w oczach: "Mogę? Mogę mu dogryżć??". Uśmiechnęła się. Spojrzałam na Mickiego i chrzaknąłem.
Zwrócił swój wzrok na mnie. Miał zdezorientowanie w oczach.
- Mickie..mam pytanie.
- Jakie?
- Ty jesteś naprawdę taki głupi czy tylko udajesz?



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
HEEEEJJ! Jestem tak szczęśliwa, że wstawiam wam nowy rozdział c;
Rozdział dla Nikusi, bez niej LBA by nie było <3 Ti amo!!
Czekam na reakcje, komentarze, jest parę wątków (;
Pozdrawiam ^.^
Romantyczna ;**

Obserwatorzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.