24.06.2014

ROZDZIAŁ 23

*MICKIE*
Szukałem jej. Długo. Wszędzie. Spodziewałem się okropnych rzeczy. Ale nie najgorszego.
ONA w JEGO objęciach.
Ciśnienie mi podskoczyło.
Spokojnie, to jej przyjaciel.
I szczerze mówiąc, to znów ja zawaliłem. Co nie zmienia faktu, że ma się do niego przylepiać.
Tak bardzo zajęci sobą, że nie wyczuli mojej obecności. Chrząknąłem. Odwrócili głowy w moją stronę. Byli troszkę....zawstydzeni?
- Mickie...- odezwała się Viola.- Co ty tu robisz? Przecież rozmawiałeś z Diego..
- Szukałem cię.- zauważyłem ze Lara przyszła- I co? Znajduje Cię w jego ramionach.
Byłem dosyć wkurzony.
- Tak więc, dzięki za troskę ale pozwól,że sam się zajmę moją dziewczyną- rzekłem jadowitym tonem do Leona. Chwyciłem Vilu za rękę- a Tobie radzę zająć się własną.
Spojrzał się w druga stronę i zobaczył Lare.
Odszedłem z Viola. Była naburmuszona.
- Ej piękna, co jest??- zapytałem.
- Znowu to robisz!- powiedziała z wyrzutem.
- Niby co?! Odlepiam cie od niego??- zaoponowałem.
- Nie, nie to.- spojrzałem pytająco.- Ranisz.
Ruszyła przed siebie.
*LEON*
Odwróciłem się i zobaczyłem Lare. Patrzyła na mnie z cierpieniem w oczach.
- Lara...pogadajmy- odezwałem się.
- Nie Leon, to nie ma sensu.
Podszedłem do niej.
- Ma sens. Cholernie mi na tobie zależy. Błagam, daj mi szansę.
- Mi na tobie też zależy. Ale co rusz widzę ją. Boli. Cholernie boli.
- Ale Lara...to nie tak. Violetta jest moją przyjaciółka. Nie zmienię tego. Ja jestem jej przyjacielem. I nie zmienię również faktu, że moim zadaniem jest ja wspierać w trudnych chwilach. Ale kocham Cię. Tego też nie zmienię. Spróbujmy. Proszę.
- Leon..- chciała zaoponować ale jej nie pozwoliłem. Delikatnie ale zarazem stanowczo pocałowałem ją. Była zdziwiona ale oddała pocałunek.
- Proszę- szepnąłem. Spojrzała mi w oczy. Po czym zbliżyła się do mnie i tym razem ona mnie pocałowała.
Uśmiechnąłem się do niej. Odwzajemniła.
- Mam to uznać za aprobatę?- zapytałem uwodzicielskim głosem.
- A jak myślisz?- podniosła pytająco brew.
Wyciągnąłem rękę w jej stronę. Ochoczo ją schwyciła. Poszliśmy przed siebie. Razem.
*VIOLETTA*
Znów to robi. Rani. Cholernie. Co się dzieje? Dlaczego nic nie idzie po mojej myśli?!  CZEMU?! DLACZEGO JA?!Nie wiem co robić. Nie jest taki jak Leon. Nie zauważa pewnych rzeczy. Ważnych. Nawet bardzo. Egoizm i zazdrość to nie jest dobre połączenie...
Ruszyłam do domu. Co rusz coś się rozpieprza. Dość.
Nie wiem które życie było lepsze. To przed poznaniem Leona czy to co po?
Ale gdybym go nie poznała...jego zapachu...ramion..oczu...głosu..

NASTĘPNEGO DNIA RANO

Obudziłam się i załatwiłam poranne czynności. Własnie kończyłam przeżuwać kęs naleśnika, kiedy usłyszałam znajomy głos.
- Dzień dobry, ja po Violette. - MICKIE?! Co on tu robi?? Byleby nie powiedział słowa za dużo..
- Chwila...ty nie jesteś Leon- odezwał się mój tata.
Niech to szlag!
- Nie. Nazywam się Micheal. Chłopak Violi.- Niedobrze..ojciec wie za dużo jak na chwilę obecną.
- Chłopak? Dziwne..nic nie wspominała. Skąd się znacie?- rozmowa idzie w złym kierunku..
- Ze Studia.
- Jakiego Studia?
- Szkoły muzycznej. Studio OnBeat. - usłyszałam jak mój ojciec gwałtownie wciąga powietrze.
- Szkoły muzycznej?!- odezwał się.
- Nie wiedział pan?- odezwał się speszony Mickie.
- VIOLETTA!- wrzasnął mój ojciec.
Świetnie. Pięknie. Cud, miód i malinki.
Ruszyłam do drzwi.
- Jaka szkoła muzyczna?! Dobrze wiesz co i tym sądzę! Nie pozwoliłem ci..
- NIE BĘDĘ REZYGNOWAĆ Z MOICH MARZEŃ!
- MASZ SZLABAN- wydarł się.
W sumie nie jest źle.
- Dobrze, tylko chwilę porozmawiam z Mickie'm.- pociągnęłam chłopaka za rękę. Po chwili byliśmy za drzwiami.
- Co ty tu robisz?!- rzekłam cichym głosem.
- Przyszedłem po ciebie- odrzekł spokojnie.
- Nigdy tak nie robiłeś! Musiałeś mu wygadać o Studiu?!
- Zapytał się, to odpowiedziałem! Czemu to ukrywasz??
- Jak widzisz, widocznie mam powody!
- To mi je przedstaw.
- I tak nie zrozumiesz. Jak zresztą wszystkiego.- odwróciłam się w kierunku drzwi.
- A Leon zrozumie , tak?!- chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- A żebyś wiedział!- nie panowaliśmy nad sobą. Jedno darło się drugiemu w twarz. Ale na dźwięk moich ostatnich słów , jego twarz zmieniła się. Zazdrość. Pierniczona zazdrość!
Chwycił moją twarz w swoje ręce i złożył namiętny pocałunek na moich ustach. A potem zniknął. A ja poszłam do pokoju rzuciłam się na łóżko 
Co ja mam robić??

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Cześć. W sumie jestem...zła i zazdrosna? Ale i smutna.
Zła- znów długo mnie nie było, za co bardzo przepraszam. Przepraszam, przepraszam!
Smutna- nie było 7 komentarzy, o które prosiłam. Cóż, life is hard.
Zazdrosna- Kacper Blanco strzeż się(!)
Mańka Verdas, liczę na twoją pomoc ^>^
Nikuś---> Uwielbiam Cię!
Romantyczna ;**

5 kom----> next
Są dwa kolejne rozdziały!

11.06.2014

ROZDZIAŁ 22

*LEON*
Ujrzałem...Violette z Mickie'm trzymających się za ręce. Nie mogę dać po sobie poznać jak mnie to zabolało. Poczułem wzrok Violi. Uśmiechnąłem się do niej najszczerzej jak mogłem. Odwzajemniła to ale była zgaszona. Posłałem jej pocieszające spojrzenie. Jednak odwróciła wzrok.

Po skończonych zajęciach ruszyłem w stronę domu.  Zobaczyłem Violette z  Mickie'm. Oraz Diego idących w ich stronę. Miałem ochotę natychmiast stanąć w obronie  Violi ale przecież ma Mickie'go. Usłyszałem jednak kawałek ich rozmowy.
- On tutaj idzie- Viola była blada.
- Nic się nie dzieje. Nie przejmuj się nim. W sumie może to spoko gośc...- odparł jej chłopak.
- Spoko gość?! - zaczęła panikować.
*VIOLETTA*
- Spoko gość?!- Czy on się słyszy?!
- Viola, pogadajmy z nim.
- Mickie?!- panika mnie ogarnęła..
Leon gdzie jesteś?..
Uciekać? Nie no. Zostanę.
Jego twarz coraz bliżej mojej..
Zakrecilo mi sie w głowie. Nawet nie zauważyłam że Mickie juz rozmawia z Diego. A ten patrzył na mnie, rozbierając mnie wzrokiem. Ten widok przyprawiał mnie o dreszcze. A Mickie rozmawiał sobie w najlepsze.
Uhu, moja równowaga..
Koniec. Idę do domu. W sumie niech sobie gadają, byle by się do mnie Diego nie zbliżał. Odeszłam. Rozmowa ich wciągnęła. Nie zauważyli ze mnie nie ma.Ale najbardziej bolało mnie to ze Mickie się mną nie przejął. Pojedyncza łza splynela po policzku..
Czułam sie coraz gorzej. Stanęłam, zamknęłam oczy i wzięłam kilka wdechow. Nadal kręciło mi się w głowie..
Ja chyba tak reaguje na Diego...Leon zawsze byl przy mnie, uspokajał.."Od tej chwili jesteś zawsze kolo mnie"...I się nie udało.
Niech się dzieje co chce.
Ktos przytrzymał mnie w talii.
Otworzyłam oczy. Ujrzałam rozmazane zielone tęczówki
- Chodź księżniczko.- złapał mnie i ruszył powolnym krokiem. W miarę odzyskiwałam świadomość.
Szliśmy tak przez park w milczeniu. Leon przytrzymywal mnie w talii a ja narkotyzujac sie jego zapachem, powoli odzyskiwałam kontrole nad sobą.
Zatrzymał się przy jeziorze, gdzie się poznaliśmy.
Staliśmy w ciszy. Przed oczami przemykały mi wszystkie momenty odkąd poznałam Leona. Jego bliskość..pomoc..pójście do Studia..Mickie..Fran..Cami...ale też problemy. Kłótnie..rozwalony salon...łzy..
Westchnelam i usiadłam na trawie.
- Wszystko w porządku, Viola?
- Tak, jest ok.- odpowiedziałam słabym głosem. Zapatrzyłam się przed siebie. I znów zamyslilam.
- O czym myślisz? - wyrwa mnie z zamyślenia swoim kojącym glosem.
- O tym jak moje zycie sie zmienilo- odparłam.
- A konkretnie?- drążył.
- O naszej paczce, dostaniu się do Studia, większym zaufaniu ojca, Mickiem, tobie...Diego.- zadrzalam. I jednocześnie uswiadomilam sobie ze pozytywow w moim zyciu nie jest więcej niz negatywów. Lza splynela po moim policzku, kolejny już dzisiaj raz. Ramiona Leona natychmiast mnie otoczyły.
- Ciii..Viola..nie płacz. Ciii.
- Leon, pozytywnych zmian wcale nie jest więcej niz negatywnych!- odparłam dosyć gwałtownie.
- Violetta-zmusił mnie bym spojrzała mu w oczy- życie jest jak droga. Raz kręta, raz prosta. Jeśli teraz jesteś na zakręcie, za chwilkę wyjdziesz na prostą.
- Masz rację- powiedziałam, wtulając się w niego. - Dziękuję.
Pocałował mnie w czoło. Siedzieliśmy tak, wtuleni w siebie, na trawie, patrząc na jezioro, gdy uslyszeliśmy chrząkniecie.

~~~~~~~~~~~~~~~~
Siemson! C;
W końcu skończyłam go pisać. Zdanie po zdaniu każdego dnia...ale udało się! I mam nadzieję ze sie podoba!
7 komciow uda sie wyciągnąć? Slysze odpowiedź : "Jasne ze tak!" :D
no to czekam! <3
Romantyczna ;**
P.S Słyszeliście już może ci szykuje ta Nikola Matuszyńska z tą Cisver77???? Bo ja o niczym nie wiem!



6.06.2014

ROZDZIAŁ 21

HEJ HEJ!
Dwie sprawy:
1) Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Długo mnie nie było ...;c ALe już jestem!
2) Mańka Verdas...Znacie taką? Ech..Twój blog nie jest bezsensowny ani ty nie jesteś głupia! Rozwijasz się i swój talent, a blog razem z tobą! NIE JESTEŚ GŁUPIA ANI BEZSENSOWNA, ZROZUMIANO?! a jak nie, to będzie źle! Strzeż się wkurzonej Cisver bo kochana nie będzie! :D


*VIOLETTA*
Weszłam do Studio. Wstępnie postanowiłam, że nie będę się starać o Mickie'go, jeśli nie dostanę żadnego wyraźnego znaku od niego. Chyba chwilę poczekam. Minęły już dwa dni.
Diego jeszcze nie było, więc na razie jest spokój a Mickie zawsze się spóźnia.
Było dość wcześnie, lekcje dopiero za pół godziny. Podeszłam do keyboard'u i zaczęłam grać. Wciskane klawisze stworzyły melodię Voy Por Ti.
Zaczęłam cichutko nucić. Przed oczami stanął mi nasz taniec z Leonem. Rozpłynęłam się. Zamknęłam oczy i ujrzałam śliczne oczy Leona i jego kuszące usta śpiewające ostatnie linijki...
Nagle poczułam ciepłe ręce na mojej talii i usłyszałam szept układający się w słowa piosenki. Głos Leona był ciepły i kojący. Po chwili melodia się skończyła a Leon , trzymając głowę tuż przy mojej, pocałował mnie w policzek. Odwróciłam się do niego. Chwila była tak magiczna a on z bliska wyglądał tak pociągająco. Przy Mickie'm nigdy tak nie było.
- Leon...co za miłe powitanie.- przytuliłam się do niego.
- Cześć księżniczko.
Nasze głosy były ciche i spokojne. Za nic nie chcieliśmy zepsuć tej chwili. Staliśmy tak w ciszy aż zastała nas tak Fran z Cami.
- Sieeeeeemaaaa- przeciągnęła Fran, wchodząc do sali. Jak zaczęła wesołym głosem to skończyła ze zdziwieniem i spojrzeniem" Co się tu wyprawia??". Wybuchnęliśmy z Leonem śmiechem, jednocześnie odsuwając sie od siebie. Patrzyła na nas jak na wariatów. Do klasy zaczęli sie schodzić inni uczniowie. No tak, za 10 minut lekcja.
- Siema Fran, cześć Cami- rzekliśmy, żeby rozluźnić sytuację.
- Co słychać?- zagadnęłam.
- W sumie nic nowego. A tam?- odpowiedziała Cami ze wzrokiem " gadać mi tu ale już".
- Nic co mogłoby interesować. - odparłam wymijająco.
Do klasy wpadł Diego. Zauważył mnie i nonszalancko podszedł. Położył rękę na mojej talii i schylil sie w moim kierunku gdy..
- GDZIE. TE. ŁAPY?!- rzekł mrożącym krew w żyłach tonem Leon. Ściągnął jego rękę i przyciągnął mnie do siebie, po czym zmierzył Diega lodowatym wzrokiem.
*CAMI*
Uhu, coś się szykuje. Żeby znowu nie było awantury. Viola stoi w objęciu Leona a tu nadchodzi Mickie a za nim Lara...
Pięknie.
- Leoś, nie traktuj jej jak twojej własności, RYCERZU.- odezwał się Diego. I to zdanie usłyszeli Mickie i Lara.
Cholera!
- Viola? Co tu się wyprawia?- zapytal, siląc sie na spokój, Mickie. Viola mu się podoba a Leona nienawidzi. Ale Leon z Viola tak ślicznie wyglądają...
- Diego się wyprawia- powiedziała chłodno i opuściła pomieszczenie. Wyszłyśmy za nią z Fran. A chłopaków pozostawiłyśmy samych sobie. Może się nie pozabijają.
*FRAN*
- Viola, Viola, spokojnie!- mowiłyśmy do pełnej złości Violetty. W końcu się zatrzymała.
- Dziewczyny to męczy! Ten idiota zawsze coś schrzani! I zawsze Mickie słyszy nieodpowiednie słowa..
- Ignoruj go- poradziłam jej.
- Ale...- próbowała się bronić przed najlepszym wyjściem z sytuacji.
- Viola. D.I.E.G.O nie istnieje, jasne?- zaoponowała Cami. Skinęła głową ale nie wyglądała na przekonaną. Zobaczyłam Mickie'go.
Ślicznie.
- Viola, możemy pogadać? - rzekł podchodząc do niej. Skinęła lekko głową. Ulotniłyśmy się.
*MICKIE*
Stanąłem przed nią. Źle mi było bez niej przez te 3 dni. Ale Leon...są ze sobą tak blisko... Ona jest moja. Moja Viola. Ale sam się w to wpakowałem..
- Viola...naprawmy to.
- Ale co? - spytała obojętnie.
- To co jest pomiędzy nami.
- I co w związku z tym?- z każdym jej pytaniem byłem coraz bardziej spięty a od niej wiało obojętnością...
- Ja tego nie chce.
- Taaak?- nadal nic. Drgniecia, ruchu, ożywienia. N.I.C.
- Ja nie chciałem...żeby tak wyszło..
- Nie chciałeś? NIE CHCIAŁEŚ?! N.I.E. C.H.C.I.A.L.E.S?!?! No patrz, a jednak tak wyszło..Przez przypadek pewnie.- jej odpowiedź ociekała sarkazmem.
- VIOLETTA!- spojrzała na mnie- Naprawdę nie chciałem. Zalezy mi na tobie..
- Zalezy Ci ale jednak krzywdzisz. Z cholernej zazdrości o Leona! Wiesz ze to osoba która zmienila moje zycie. Dzięki niemu możemy sie spotykać! Niczego nie doceniasz. Z cholernej zazdrości stajesz po stronie osoby o ktotrej nic nie wiesz, nawet widząc jak reaguje na Diego! Ty..ty..- nawijala.
- Violetta..
- Jeśli zrzucasz winę tylko na nie to sie kolego mylisz. Może powinnam była porozmawiać. Przepraszam. Ale to ty stanąłes odrazu po stronie Diego! A powinieneś po mojej! Miałeś bliżej niż Leon by mnie złapać a jednak nie! Postawiles jednak ponabijac sie z Leona bo jesteś zazdrosny! I ty..
Koniec!
Chwyciłem ją w talii i przyciągnąłem do siebie, po czym wbiłem w jej usta. Po chwili odsunąłem się. Stykalismy sie czołami.
-Przepraszam. Cholernie mi na tobie zależy. Tak, jestem zazdrosny o Leona. I będę. Przepraszam. Postaram się coś z tym zrobić. Przepraszam. Kocham Cię.- patrzyła na mnie swoimi wielkimi oczami. Chwyciłem ja za rękę.
- A teraz zapraszam na lekcje.
*LEON*
Siedzę właśnie i myślę o całej sytuacji. Violetta i Mickie powinni być tu 10 minut temu. Fran i Cami wróciły z dziwnymi minami. A Lara patrzy się na mnie cały czas. Muszę z nią porozmawiać.
Co oni tam robią? Gdzie są?
Myśli krążyły po mojej głowie. Przed moimi oczami stanęła Viola nucąca Voy por Ti... Wyglądała magicznie.
Gdy nagle drzwi otworzyły się i ujrzałem..

28.05.2014

ROZDZIAŁ 20

Nikola....Nikola Matuszyńska. Znacie taką?Nikola..Nikola..Powiem Wam. Najwspanialsza osoba  na świecie,.Chwytająca me serce i prowadząca w świat zrozumienia prawd życiowych....wywołująca miliony emocji....łzy wzruszenia...walcząca ze stereotypami...wspaniale wyjaśniająca znaczenie rzeczy w życiu najważniejszych.....posiadająca wielki talent i ogromne serduszko. 
Nikuś. Te rzeczy wyżej, to niewielki procent tych, za które cię uwielbiam. Dziękuję że istniejesz, że tak pomagasz...i tak bardzo wpierasz. Kocham cię x nieskończoność <3






*LEON*
Trzeba to naprawić. Wszystko po kolei. Związek Violetty i Mickie'go ,poradzić sobie z Diego i....naprawić mój związek z Lara.
Czy aby na pewno tego chcesz?
- Violetta, wszystko będzie dobrze. Gwarantuję Ci to. - nie mogłem patrzeć jak płacze i cierpi. To był ogromny cios dla mojego serca. A ja nie mogłem jej przed tym uchronić.
Podniosła swój zapłakany wzrok na mnie.
- Czy to był cień uśmiechu?- zapytałem radosnym głosem. Popatrzyła na mnie jak na wariata, po czym kąciki jej ust zaczęły delikatnie podnosić się do góry.
- No dawaj, dawaj...Tak tak tak!!- zacząłem wrzeszczeć jak idiota. Na jej twarz wstąpił uśmiech. Przynajmniej tyle mogłem dla niej zrobić. - Proszę Państwa, co za dzień, na twarz Violetty Castillo wstąpił uśmiech!
Walnęła mnie w ramię.
- Przestań!- powiedziała ze śmiechem.
- Proszę państwa, jest coraz lepiej! Zaczyna się śmiać!
Śmiała się.... ale po chwili na jej twarz znów wstąpił smutek.
- Violetta, co mogę zrobić żeby Cię pocieszyć?
Pokręciła głową. Zapadła cisza.
MUZYKA! Ile razy w Studio, rozpromieniała się, śpiewając.
- Es por lo momentos que parezco invisible
Y solo yo entiendo lo que me hiciste
Mirame bien, dime quien es el mejor...
Cerca de ti, irresistible
Una actuacion, poco creible
Mirame bien, dime quien es el mejor...- śpiewałem powoli, w wolnym tempie-
Hablemos de una vez
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez
Voy Por Ti , Voy..
Patrzyła na mnie swoimi wielkimi brązowymi oczami. Skinąłem głową by do mnie dołączyła.
-Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estare
Aunque no me veas mirame,
No me importa esta vez
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti...
Śpiewała niepewnie, cicho. Trzeba ją rozkręcić. Posłałem jej spojrzenie" Wczuj się!".
-Se que hay momentos
Que parecen posibles..
Wstałem i zacząłem sie poruszać. I tak o to przeszedłem do jadalni a ona wciąż stała przygaszona w kuchni. Rozłożyłem ramiona" Mi się nie oprzesz?!". Uśmiechnęła się lekko i ruszyła do mnie.
Una mirada , un gesto irrestitible
Mirame bien, dime quien es el mejor
No te das cuenta,
No son compatibles
Quita la venda
Que a tus ojos impide
Mirame bien, dime quien es el mejor
Śpiewaliśmy coraz energiczniej. Kompletnie sie zatraciliśmy. Chodziliśmy po domu, wspaniale się bawiąc. Duet z nią, z jej czystym, melodyjnym głosem...
Dotarliśmy do ogrodu. Wziąłem ją do tańca. Gdy chcwycilem ją za rękę , poczułem jakby impulsy które przechodza pomiędzy naszymi polaczonymi dlonmi..
Hablemos de una vez
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez
Voy Por Ti , Voy..
Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estare
Aunque no me veas mirame,
No me importa esta vez...
Odchyliłem ja do tyłu, mocno podtrzymując jej plecy. Byla jak kruchutka, filigranowa laleczka..Spojrzałem w jej brązowe oczy. I... świat zwolnił. Energia ustapila miejsca....romantyzmowi, magii...miłości? Zatraciłem się w jej oczach.
-Voy Por Ti...
  Voy Por Ti...
  Voy Por Ti...
  Voy Por Ti...- zakończyłem cichym, delikatnym głosem, miękkim z emocji, jakby śpiewając tylko dla niej. Chwila ta mogłaby trwać wiecznie.
HALO LEON, TU ZIEMIA A NA ZIEMI LARA. 
I się skończyło. Z nieba wróciłem na ziemię.
Co sie ze tb dzieje?!
Przywróciłem Viole do pionu. Spojrzała na mnie...rozanielonymi oczami? Pochyliła sie w moim kierunku i szepnęła do ucha:
- Dziękuję że...-nie dokończyła. Wracając do poprzedniej pozycji, "zahaczyła" o mój policzek, delikatnie go muskając. Spuściła wzrok.Czułem, ze chce dokończyć. Sam chciałem znać koniec tego zdania. Wzięła wdech.
- że... pozwoliłeś mi zapomnieć- dokończyła, patrząc mi głęboko w oczy.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
7 KOM= NEXT

25.05.2014

ROZDZIAŁ 19


*VIOLETTA*
"Moje życie się zmieni". Postawiłam sobie to zdanie za cel.
Wspaniały widok. Zdziwiłam się jak blisko morza mieszka Leon. Ta morska bryza...taka przyjemna.
"Życie się zmieni...życie się zmieni.. dzięki Leonowi" uśmiechnęłam się w zamyśleniu.
- O czym myślisz, księżniczko?- podskoczyłam na dzwiek jego melodyjnego głosu. Objął mnie w talii i pocałował w policzek, po czym głęboko spojrzał w oczy.
- O niczym konkretnym- odwróciłam wzrok.
Nie może się dowiedzieć że myślałam akurat o nim!
- A konkretnie?- podniósł mój podbródek ,bym spojrzała mu w oczy
- O tym że moje życie się zmieni..- no dokończ Viola!- dzięki tobie.
Zatonelam w zieleni jego oczu. Uśmiechnął się a na jego twarz wstąpiły dołeczki.
Jaki on jest cudowny!
Mickie stanął mi przed oczami. Jego czarne oczy...patrzyły tak przenikliwie...mowily do mnie "Wróć".Ukłucie w sercu dało o sobie znać. Straciłam go. Trzeba było porozmawiać. Łzy popłynęły z moich oczu.
- Wszystko będzie dobrze. Będzie dobrze. - przytulił mnie a ja swoimi łzami zamaczałam mu koszulę.
- Leon...straciłam go..straciłaaamm...- wpadłam w histerię.
*LEON*
Wpadła w histerie przez tego...tego...palanta!
Wziąłem ją na ręce i wszedłem do domu.
Jest lekka jak piórko..
Chciałem położyć ją na kanapie ale się nie zgodziła. Trzymałem ją na rękach, jak małe dziecko, tuliłem do siebie, kolyszac się i uspokajając.
- Ciii... wszystko się ułoży..cii
- Skąd wiesz?- wychrypiała.
- Bo osobiście tego dopilnuje.- powiedziałem pewnie.
Spojrzała na mnie. Otaksowałem wzrokiem jej twarz.
Te rysy twarzy..oczy jak orzeszki..malinowe, kuszące usta...
LEON! HALO!!!
Otrzezwialem. Violetta sie uspokoiła.
- Może śniadanko?
- Która godzina?
- 7.00 rano. Co chcesz na śniadanie?
- A co Pan zaproponuje?
- Hmmm...- zaniosłem ja do kuchni i posadziłem Viole na blacie a sam wziąłem się za robienie omletów.
Musimy pogadać. Za dwie godziny musimy być w Studio.
- Od dzisiaj trzymasz się blisko mnie. I cokolwiek by Diego nie mówił nie słuchaj go. Jak coś, to jestem. - chwyciłem ją za rękę. Dalem jej chwile. Po minucie przytaknela głową.
Teraz ta najgorsza kwestia..
- Viola...- podniosła swój wzrok na mnie. Nie wiem czy  go wytrzymam..- widzę ze tęsknisz za Mickie'm . Pogadajcie. To wszystko przez emocje z pomocą Diega..
- Ale Leon...
- tak?- odpowiedziałem.
Zapadła cisza.
*VIOLETTA*
Zapadła cisza. Staram się znaleźć jakiś powód ale nie go ma..
- Masz rację. - wyznałam cicho.- Masz całkowitą rację. To moja wina. Przez emocje...znów jesteśmy w trudnej sytuacji. Przeze mnie, znów masz mnie na głowie a ja znów...straciłam osobę,
w której jestem zakochana. Mogłam porozmawiać, wysłuchać, wytłumaczyć a wszystko spieprzyłam!
Uderzyłam pięścią w blat aż podskoczyły talerze. Byłam wściekła. Zeskoczyłam z blatu i podeszłam do okna.
- Wszystko!- waliłam pięściami w parapet bez opamiętania. Wpadłam w szał. Chciałam jakkolwiek wyładować swoje emocje. - W.S.Z.Y.S.T.K.O!!!
- Viola, spokojnie. - objął mnie ramionami i probowal uspokoić. Dalej się szarpałam. Nie byłam do końca świadoma co robię. Nagle poczułam mocny ścisk. Leon przycisnal mnie do siebie i nie puszczał. Poczułam ten zapach..to ciepło...powoli zaczęłam się uspokajać a szał ustąpił miejsca moim lzom.

~~~~~~~~~
Chciałam Was jeszcze trochę przycisnąć ale emocje po wczorajszym rozdziale Nikoli ( <333) i po przeczytaniu waszych zajebistych komentarzy jeszcze nie opadły. Nadal tam gdzieś siedzą, a ja wzruszona siedzę myślę i dochcodzę do wniosku, że najlepszym wyjściem będzie ryczeć.
Kocham Was! <3
Ale ponieważ ułatwiam, macie zadanie bojowe---->7 < komentarzy musicie napisać. Radzę się pospieszyć bo rozdział 20 jest naprawdę zajebisty (przynajmniej według mnie) i chciałabym go już opublikować!
Ti amo <3
Romantyczna ;**
http://opowiadanialeonivilu.blogspot.com--------> zapraszam do Mańki Verdas! ;*
http:/violettameganleon.blogspot.com-----> Moja Nikusia czeka!Zwłaszcza na komcie! <333

24.05.2014

ROZDZIAŁ 18


☆★☆http://opowiadanialeonivilu.blogspot.com★☆★---> Zapraszam na ten cudny blog, który wspaniale się rozwija <3
Mańka Verdas, rozdział dla cb! Ti amo ♡
*VIOLETTA*
- Tylko przy tobie czuję się naprawdę bezpiecznie.- szepnęłam.
CZY JA TO POWIEDZIAŁAM NA GŁOS?!
Odurzył mnie swoim zapachem, zachowaniem, obecnością, swoją osobą. I tak jakoś...
I co teraz?
Leon, nie odpowiedział nic, tylko mocniej mnie scisnął. Zrozumiał. Nie musiałam sie tłumaczyć. On jest cudowny.
Ale coś było nie tak. Bił od niego smutek. W małym stopniu ale bił.
-Leon, co jest?-zapytałam cicho. Westchnął i opuściwszy swoje ramiona, odszedl parę metrów, usiadł tyłem do mnie i patrzył na miasto z innej strony.
- Lara..powiedziała że mi wierzy. Ale bez przekonania. Tak naprawdę...w ogóle mi pewnie nie wierzy. Powiedziała też, że się zastanowi.....a wiesz co to zazwyczaj oznacza..- rzekł. Był taki smutny...
Podeszłam do niego i przytulilam sie od tyłu. Nie chciałam wchodzić mu w kadr, kiedy patrząc na miasto, bił sie z własnymi myślami co będzie dalej, ale jednocześnie chciałam podarować mu troche ciepła.
- Leon...będzie dobrze. Mówię ci.
- Skąd wiesz?- zapytał głucho.
- Bo ona nie przeżyje bez ciebie jednego dnia. Ty..uzależniasz.
- Słucham?
- Jesteś jak narkotyk. Nie da rady bez ciebie. Wiem jak to jest, gdy nie mam z tobą kontaktu.
- Chodź tu do mnie.- weszłam mu na kolana a on przytulil sie do mnie. Jak małe dziecko. Głaskałam go po głowie, myśląc o tym co powiedziałam.
- Nie mogę jej stracić- szepnął.
Poczułam ukłucie w sercu...
*LEON*
- Nie mogę jej stracić- szepnąłem.
Czy ja aby na pewno chciałem to powiedzieć?
Ścisnęła moja rękę w odpowiedzi. Z drugiej strony, ona pewnie też ma teraz kłopoty z Mickie'm. Kompletnie zapomniałem.
- Viola...co się stało po moim wyjściu?- spojrzałem jej w oczy.
- Obojgu pozostałym strzeliłam z liścia, nazwałam kretynami i opuściłam budynek- odwróciła wzrok.
Coś ukrywa.
- Viola, co jeszcze się stało?
Milczała. Zobaczyłem łzy w jej oczach.
- Mickie zakończył znajomość?-pokręciła glowa.
- Sama ją zakończyłam- powiedziała na wydechu. Zdziwiłem sie. Widziałem ze bije się z myślami czy powiedzieć coś więcej. Milczałem i dałem jej czas.
- Byłam wkurzona bo stanął po stronie Diego z zazdrości o ciebie, nic o nim nie wiedząc. I nie był jakoś zmartwiony tym że przejęłam się Diego. I...jakoś tak wyszło.
Wciaz była odwrócona ode mnie twarzą. Ujrzałem łzy spływające po jej policzkach, ktore natychmiast starłem. Dotyk jej twarzy btyl jak dotknięcie jedwabiu.
 Taka delikatna...
Czas na zmianę ról. Objąłem ją ramionami i przyciągnąłem bliżej siebie. Wtuliła się.
- Wszyyyystko....sieee..sypiee- zaczęła szlochać. Jej ciałem wstrząsały dreszcze.
- Ciiiiiii... Spokojnie..Wszystko się ułoży....ciiiiii...ciiiii- szeptałem. Wziąłem ją na ręce i zaniósłem do domu. Dałem znać jej ojcu, że wszystko w porządku. Gdy kładłem ją na łóżku, za nic nie chciała mnie puścić. Wciąż siedziała wtulona we mnie.
- Leon, ja nie chcę jutra- szepnęła.
- Jutro, porozmawiamy o wszystkim ze świeża głową i pokażemy Diego na co nas stać.- szepnąłem jej do ucha- Ale pamiętaj ze zawsze jestem z tobą.
Podniosła głowę i pocałowała mnie w policzek. Po czym znow się wtuliła. Uwielbiam to. 
Pocałowałem ja w czubek glowy i nawet sie nie obejrzałem kiedy usnąłem.

Obudziłem się o 5. 
Viola leżała obok, widocznie zmieniła pozycję. Poszedłem do łazienki i ogarnąłem się. Byla 5:30, Viola spała, wiec poszedłem na dach, o tym wszystkim pomyśleć. Lubie tu siedzieć. Spokój, cisza, śliczny widok.
Dlaczego Mickie to zrobił? Nie zaufał Violettcie? Dlaczego wciąż jest o mnie zazdrosny?Coraz bardziej nie rozumiem tego gościa...Co Diego tu robi?
Nie umiałem znaleźć odpowiedzi na te pytania. A strasznie chciałbym je poznać.
*VIOLETTA*
Obudziłam się o 6.00.
Co się dzieje z moim życiem?- uderzyło mnie to pytanie.
Musze to wszystko poukładać.
Wyszłam z pokoju. Znowu spałam u Leona. Naprawdę chyba dam mu swoje ciuchy...
Nigdzie go nie było.
Violetta, od dzisiaj twoje życie sie zmieni.~ pomyślałam stając na tarasie, oddychając świeżym , rześkim powietrzem.

22.05.2014

ROZDZIAŁ 17

Rozdział dedykuje wam wszystkim <3 Szczególnie tym, którzy komentują ^>^
- Kacper Blanco
- Nikola Matuszyńska
- Mańka Verdas
- Mgda Piątkowska
- emi blanco
- Pingwinek Luke'a
- Katarina Verdas
- Viola Castillo

Dziękuję za odwagę do wyrażenia swojej opinii <3
Ti amo!! <3 <3 <3




*MICKIE*
Za chwilę mnie szlag trafi. Stoi za nią, non stop obejmuje i to jeszcze przy tym kolesiu. To chyba MOJA DZIEWCZYNA? Co tu się wyprawia? Kim jest ten brunet na którego widok Viola się chwieje?
- Kopę lat! Gdzie zniknęłaś na ten czas, księżniczko?
KSIĘŻNICZKO?!
Milczenie.
- Oj no Leoś, puść ją. Dała się? Poderwałeś ją?
- Nic ci do tego. I nie. A teraz możesz już iść.
Leon wciąż ją trzymał przy sobie. Miałem ochotę się na niego rzucić ale z tym gościem to jakaś większa historia. A jakby ten facet pomógł mi troszkę zniszczyć Leosia?
- Haha. Leoś jak zwykle przezabawny.- niespodziewanie odwrócił się do mnie- Ciebie nie znam. Kim jesteś? Nie pasujesz do tej oto dwójki.
- Mickie. CHŁOPAK Violi.
- Chłopak? Ohoho. To chwila moment. Co ona robi w objęciach tego..tego..podrywacza?
Zawsze wiedziałem że z nim jest coś nie tak.
- Dobre pytanie. Sam nie wiem. Zapytajmy się.
Zauważyłem Lare. Stała i przesłuchiwała sie.
- Czekaj, czy tam nie stoi twoja dziewczyna Leon? Ooopsie, jak to wygląda..
*VIOLETTA*
Leon , gdy to usłyszał, obrócił się i zamarł. Lara uciekła, a ten wyglądał jak milion rozbitych kawałków..
Koniec tego dobrego!
Przyciągnęłam go do siebie. Złapałam jego twarz w swoje ręce.
- Leć za nią. Nie pozwól by popełniła taki sam błąd jak ja.- pocałowałam go w czoło i uśmiechnęłam się lekko.
Wyglądał na zaskoczonego. Uwielbiam kiedy sie o mnie troszczy, ale przeze mnie nie może stracić wszystkiego.
Posłałam mu spojrzenie " Idź. Dam sobie radę". Odwrócił się i pobiegł za Lara.
A ja odwróciłam się do dwóch idiotów. Oboje zaskoczeni. Obojgu strzeliłam z liścia.
- Kretyni!- fuknęłam i odwróciłam się by wyjść z budynku. Lecz w ostatniej chwili odezwałam sie do Mickie'go
- Chyba wiesz co to oznacza?- rzekłam zalotnie. Jakoś tak wyszło. Prosto. Opuściłam budynek i skierowałam sie do parku. Pałętałam sie bez celu przez kilka godzin. Przy wejściu do parku, pojawił się cień bólu. Skończyłam związek z facetem z którym tak chciałam być. Ale dlaczego sie tak zachował? Dlaczego stanął po stronie Diego? Leon. Cholerna zazdrość. A może tak będzie lepiej? Ale Ja go przecież kocham..
Pojedyńcza łza spłynęła po moim policzku.
Danie Diego z liścia było niebezpiecznym posunięciem. Jest nieobliczalny.  A zresztą Wszystko jedno. I tak straciłam wszystko. YOLO.
Szłam tak parkiem, towarzyszyły mi tylko moje myśli. Nawet nie zauważyłam kiedy zrobiło syie ciemno. Ale Nie bałam się. Nagle ktos objął mnie od tyłu i mocno przytulił. Poczułam ten zapach, zamknęłam oczy i momentalnie sie rozluźniłam. Dopiero teraz zauważyłam że gdzieś dalej grała uliczna orkiestra. Leon zaczął się kołysać w rytm muzyki. Mogłabym tak wiecznie. Kolysalismy sie tak bardzo długo. Było tak przyjemnie. Nie odrywał się ode mnie, ocieplał mnie swoim ciałem i narkotyzował swoim zapachem.
- Dziękuję- szepnął.
- Ale za co?- zapytałam.
Obrócił mnie do siebie.
- Za to że kazałaś mi biec za Lara. Uratowałaś mnie.
- Leon, cos juz ustaliliśmy.
- Tak wiem, nie dziękujemy i nie przepraszamy. Ale ja chcę. Sprawia mi to przyjemność.
-  a ja dziękuję ze uratowałeś mnie przed upadkiem.
Usmiechneliśmy się do siebie. Staliśmy pod latarnią i dokładnie widziałam jego oczy. Te śliczne szmaragdy..
- Mam nadzieję ze cię nie przestraszyłem ?
- Nie. Rób tak częściej- uśmiechnęłam się do niego nieśmiało.
- Nie omieszkam. Mogę?- zapytał, patrząc na mnie.
- Zawsze.- objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Glowe oparl na mojej. Czułam się tak bezpiecznie.
Patrzyliśmy na miasto  stojąc na wzniesieniu w parku, przytuleni do siebie.
- Tylko przy tobie czuję się naprawdę bezpiecznie.
~~~~~~~~~~~~~
Hej hej! Jak się podoba? Bo mi bardzo, w końcu jestem romantyczna a tu tak magicznie c; Co nie Kacper?
Czekam na komentarze!
Całuski ;**
Romantyczna ;*

Obserwatorzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.