16.05.2015

ROZDZIAŁ 51


Od w miarę dawna czytam twojego bloga, nie od początku bo zaczęłam chyba od jakiegoś 39 rozdziału (naturalnie nadrobiłam wszystkie wcześniejsze w jeden dzień ha ha ) i choć prosiłaś o komentarze to nie miałam ochoty ich pisać, ale aż głupio się przyznać, że po takim długim czasie, ale dopiero teraz zrozumiałam że napisanie tego komentarza zajmie mi niecałe 5 min. a tobie napisanie rozdziału nawet kilka godzin ( może krócej może dłużej) ale chodzi mi o to, że ten mój komentarz pod rozdziałem dla ciebie na pewno dużo znaczy i daje ci więcej ochoty do pisania i prowadzenia tego bloga. Pewnie jest więcej takich osób jak ja, że czytają i się zachwycają a i tak nie komentują bo nie mają ochoty. Mam nadzieje że może przeczytają to co ja tu napisałam i również zaczną komentować bo naprawdę warto, ty dla nas robisz bardzo dużo bo piszesz tu wspaniałą historię o naszych ulubionych bohaterach a my nawet głupiego komentarza nie potrafimy napisać, dla nas może głupiego, ale ciebie na pewno ważnego. Więc przepraszam że dopiero teraz to zrozumiałam 
( postanawiam poprawę ha ha ) i ZACHĘCAM WSZYSTKICH DO KOMENTOWANIA :) :) <3

 Martina Blanco masz moje serce! Rozdział dla ciebie <3 <3
Dziękuję również pozostałym 4 osobom, które zostawiły swoją opinię! Kocham Was mucho mucho! Ależ się cieszę <3 <3 Macie może blogi? Chętnie wpadnę! PS. Leonetta on the way!
   






*LEON*
Rozkładam nuty Podemos. 
Kładę ręce na klawiszach.
Biorę głęboki wdech.
Nie jest mi łatwo.
I tak śpiewałbym dla Violetty ale...za chwilę złamię serce Larze i narażę się Mickie'mu.
Prawda jest najważniejsza.
Biorę głęboki wdech jeszcze raz i zaczynam. Wzrok mam wbity w klawisze.
No soy ave para volar
Y en un cuadro no sé pintar
Czuję na sobie jej wzrok.Kontynuuje.
No soy poeta, escultor
Tan sólo soy lo que soy
Las estrellas no sé leer
Czuje na sobie jej wzrok, który z sekundy na sekundę staje się coraz bardziej natarczywy. Czuję jakby skanowała mnie swoimi czekoladowymi oczami.
Y la luna no bajaré
No soy el cielo, ni el sol
Tan sólo soy
Podnieś wzrok i pokaż jej że to dla niej. 
Pero hay cosas que sí sé
Ven aquí te mostraré
No dalej Leon.
En tu ojos puedo ver
Lo puedes lograr, prueba imaginar
W końcu udaje mi się. Patrzę się prosto w jej oczy. Jej wzrok momentalnie łagodnieje a oczy stają się szkliste.
Tak Violetta, kocham Cię.
Piosenka mnie porywa. Nic mnie nie zatrzyma. Co się stało to się nie odstanie.
Widzę w jej oczach zmieszanie, strach i łzy ale też nutkę szczęścia.
Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz.
Wybiega. Za nią leci Mickie.
Chcę polecieć za nią ale jednak nie mogę.
Po skończonej piosence schodzę ze sceny i opuszczam pomieszczenie. Jednak nie kieruje się do wyjścia. Staję przy oknie i patrzę na świat nieobecnym wzrokiem.
To nie tak miało być. Spieprzyłeś to Verdas.
- Leon!- słyszę głos...Lary. Wzdycham i odwracam się do niej. To teraz się tłumacz.
- Lara, ja przepraszam, ja....ja....Lara, Boże- próbuje się tłumaczyć i zaczynam sie plątać. Jednak ona mi przerywa. 
- Leon stop. Odpowiedz mi na jedno pytanie. Kochasz ją? 
Podnoszę swój wzrok i patrzę w jej szare oczy. Rozbraja mnie łagodność, którą w nich widzę. 
- Tak- szepczę. Co teraz zrobi?
- To leć za nią- uśmiecha się lekko. Odwzajemniam. 
- Dziękuję- mówię i kieruję się do drzwi.
- Leon?- zatrzymuje mnie jej glos. Odwracam się z pytającym wyrazem twarzy.- Mogę?  
Rozumiem co ma na myśli. Rozkładam ręce a ona się do mnie przytula.
- Lara...ja wiem, że zawaliłem i tak nie powinno być ale ja...Lara...zostańmy chociaż przyjaciółmi. Ja nie chciałem.- tłumaczę się gorączkowo- Przyjaciele?- pytam z nadzieją i uśmiecham się lekko.
- Przyjaciele- odwzajemnia mój uśmiech- Leć już. W końcu serce nie sługa.
- Dzięki- mruczę. Całuję jej policzek  i wychodzę.
Po drodze mijam Mickie'go. Bije od niego nienawiść. Mierzy mnie lodowatym wzrokiem.
- Jest nad jeziorem.- mówi chłodno.
- Dzięki- mówię cicho i kieruje się we wskazane miejsce.


***

Zauważam Violette. Siedzi tyłem do mnie, wpatrując się w wodę. Siadam koło niej i chwytam za rękę. Wyrywa ją.
-Leon...nie. Właśnie skrzywdziliśmy dwójkę ludzi. To...niedopuszczalne. Ja nie rozumiem...- wciąż patrzy przed siebie, nie zwracając na mnie uwagi.
Nie mogę tego słuchać. Chwytam jej podbródek i odwracam jej twarz  w swoja stronę, po czym złączam nasze usta w pocałunku.
Co powinienem był zrobić już dawno temu.

12.05.2015

ROZDZIAŁ 50

Miło mnie zaskoczyliście pod ostatnim postem <3 Anonimku nr 4, na twoje życzenie niejako, z dwóch rozdziałów zrobiłam jeden, czyli jesteśmy jeden krok bliżej Leonetty! Dziękuję Wam bardzo, wszystkie 4 anonimki, które skomentowały ostatni rozdział ^^ PS. Podpisujcie się jakkolwiek, żebym was rozróżniała! A teraz zapraszam na rozdział! 
5 kom--->next




*VIOLETTA*
Nagle oślepia mnie blask reflektorów i słyszę klakson.
Zauważam pędzące wprost na mnie auto.
I stoję jak wrośnięta w ziemię.
Wstrzymuje oddech i czekam na uderzenie...jednak w ostatniej chwili samochód zatrzymuje się.
Po chwili z auta wysiada kierowca a do mnie dociera co się dzieje. 
Rozpoznaje cacko taty Leona, i samego właściciela szmaragdowych oczu, idącego w moja stronę. Nie zauważam nawet kiedy rozkłada ramiona, przyciąga mnie do siebie i mocno tuli. 
Mogłabym już w nich zostać na zawsze ale...po chwili chłopak odsuwa się, odstępuje na krok i uważnie ogląda. Stwierdzając, że nic mi nie jest oddycha głęboko.
- Och, Violetta...- szepcze z ulgą. Z jego oczu zaczynają płynąć łzy. To mnie budzi z otępienia. Delikatnie dotykam jego policzka a ten wtula swoją twarz w moją rękę. 
Gdy widzę jego cierpienie, serce mi się kraja. 
Kocham go. Tak bardzo go kocham i nie rozumiem sama siebie. Jak mogę pozwalać by tak cierpiał?
Idiotka z ciebie, Violetta.
Przybliżam się do niego i stając na palcach scałowuje łzy z jego policzków.- jakby to miało naprawić wyrządzone mu krzywdy.
Tak. Bardzo. Kocham. 
Leon przyciąga mnie do siebie i chowa twarz w moich włosach. Stoimy tak przez dłuższą chwilę a ja napawam się jego zapachem i uczuciem bezpieczeństwa. 
Czuje to, co wyraża swoją postawą. 
On mnie potrzebuje.
- Violetta- szepcze znowu- Boże, myślałem, że cię straciłem. 
Ton jego głosu i wypowiadane przez niego słowa uderzają we mnie. Tyle cierpienia...nie mogę na to pozwolić.
- Nigdy mnie stracisz Leon- nachylam się i szeptam mu do ucha. Teraz jest idealna okazja.- Kocham Cię. 
Odsuwa się i patrzy mi głęboko w oczy. Po chwili przysuwa się a jego wargi zbliżają się do moich. Jednak w ostatnim momencie całuje mnie w czoło i odsuwa się. 
- Wracajmy- mówi cicho i rusza do auta.
Czy czuje to samo co ja?





***


*LEON*
Chodzę po pokoju. Drzwi, okno, drzwi, okno. Okno, drzwi, okno, drzwi.
I zastanawiam się nad własnym życiem.
Na jutro musze mieć piosenkę.
A ja nie wiem dla kogo ją piszę. A zwłaszcza po tym co stało się dwa dni temu...
"Kocham Cię". Te dwa słowa, wypowiedziane jej cudownym głosem. 
Czy ja czuję to samo? Co ja właściwie czuje?
Bezradnie rozglądam się po pokoju. I zauważam parę istotnych szczegółów na które wcześniej nie zwróciłem uwagi.
Szafka- moje zdjęcie z kim? Znacie odpowiedź, z Violettą.
Nuty- co leży na wierzchu? Podemos. Piosenka moja i kogo? Violetty.
Telefon- kto widnieje najczęściej na liście połączeń? Jasne, że Violetta.
U kogo została koszula? Violetta. Lara nawet nigdy nie założyła mojej bluzy.
Kiedy ostatnio byłeś na randce z Larą? O boże.
A z kim ostatnio się widziałeś? Violetta.
Kto sprawił, że ujawniłeś swoją prawdziwą naturę? Że dołączyłeś do Studia? Że poprawiłeś relacje z rodzicami? Kto zmienił twoje życie? Violetta.
O kim myślisz najczęściej? O Violettcie.
Na kim najbardziej ci zależy? Na Violettcie.
Ale dlaczego? Bo ją kochasz, palancie. A z Larą jesteś dlatego, że Violetta jest z Mickie'm. 
Boli. W tym momencie mocno zabolało. 
Dlaczego nie zdaliśmy sobie z tego wcześniej sprawy?Czy to wszystko było potrzebne, żeby sobie to uświadomić?
"Tylko przy tobie czuję sie naprawdę bezpiecznie".
"Jesteś jak narkotyk. Nie da rady bez ciebie. Wiem jak to jest, gdy nie mam z tobą kontaktu."
"Stary...podoba ci się Violetta."
"Jesteś osobą bez której nie mogę żyć, która zmieniła moje życie na lepsze i na której cholernie mi zależy". 
Siadam na biurku i chwytam gitarę. Po chwili dociera do mnie co mam zrobić.
Najwyżej będzie zła. A może się dołączy.
Dobrze wydedukowaliście, zaśpiewam jutro Podemos. 
Dla Violetty. 
I zakończymy to przedstawienie.



9.05.2015

ROZDZIAŁ 49

Leonetta coraz bliżęj! A tak poza tym...boli, że nie komentujecie ;<
Tak więc...3 komentarze--->next


*VIOLETTA*
Ale jednak mogło. Dzieliły nas milimetry. Przed oczami zobaczyłam Larę. Smutek na jej twarzy był taki prawdziwy.
Nie mogę znów mu tego zrobić. 
Odsunęłam się gwałtownie i spuściłam głowę. Leon westchnął, jakby z żalem.
- Przepraszam, nie mogę ci znowu tego zrobić- szepnęłam.
- Violetta...- nie chciałam tego. Uciekłam.

*LEON*
CO?! CO TU SIĘ W OGÓLE STAŁO?!
Tak bardzo tego chciałem...

"Nie mogę ci znowu tego zrobić".
To zdanie krąży mi po głowie. Ona nigdy mi nie zaszkodziła. To nigdy nie była jej wina.
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
Czemu to wszystko się tak toczy?

Siedzę na ławce i wpatruje w fale. Chcę by przyniosły mi odpowiedź na chociaż jedno z męczących mnie pytań. Wzdycham głośno. Patrzę błagalnie.
Do jasnej cholery pomóżcie mi! Jednak nie uzyskuję odpowiedzi.


*VIOLETTA*
Znowu uciekłam.
Idę brzegiem morza, woda obmywa mi stopy. Prę tak do przodu już od niewiadomo kiedy, sam Bóg tylko raczy wiedzieć gdzie jestem.
Cholera.
Nie wiem gdzie jest Leon, nie wiem gdzie jestem, nie wiem co się dzieje. Jednym słowem- nic nie wiem.
Chciałabym cofnąć czas, wrócić do momentu gdy wpadłam po raz pierwszy w jego ramiona i zacząć od początku.
Ale to się nie zdarzy.
Wzdycham głośno.
Nawet nie spostrzegłam kiedy zrobiło się  ciemno.
Kładę się na piasku i wpatruje w rozgwieżdżone niebo.
Dlaczego ja, my?
Czemu to nie może być prostsze?
Przed oczami wciąż widzę twarz Leona.
Kolejny popełniony błąd.
Nie wiem co się dzieje dookoła mnie, kompletnie nic nie rejestruje. Wyłączam się. Co ja gadam, wyłączona jestem od nie wiadomo kiedy, a w głowie mam tylko Leona.
Muszę coś zrobić, już wieczór.   Postanawiam pójść w stronę centrum miasta, może znajdę jakiś nocleg i jutro załatwię transport do BA. To jedyna rozsądna myśl, która przychodzi mi do głowy.
Wstaję, otrzepuje się z piasku i ruszam w stronę ulicy.
Jednak dalej jestem nieprzytomna.
Wchodząc na pasy, kompletnie nic nie zauważam.
Nagle oślepia mnie błysk reflektorów i słyszę klakson.

3.05.2015

ROZDZIAŁ 48

Nie komentujecie ale ja się nie poddam!

Dla Maji Blanco <3

*VIOLETTA*
Usiadłam na ławce kompletnie przerażona. Tymczasem Leon wciąż z książką w dłoni, wrócił się do samochodu po gitarę.
To nie tak miało być, miał się dowiedzieć w inny sposób! 
Byłam przygotowana na najgorsze.
Usiadł koło mnie i zaczął grać jakaś melodię. Była piękna. Zamknęłam oczy. Jednak nie mogłam się skupić.
Co on kombinuje? Jakiś wstęp przed smutną prawda?
Melodia się skończyła a jego wzrok wciąż skupiony był na moim pamiętniku. Po chwili odezwał się. To co powiedział kompletnie mnie zaskoczyło.
- Skąd wzięłaś ten tekst?- zapytał ciepłym głosem. Odetchnęłam z ulgą.
Znalazł tylko piosenkę. 
- Kiedyś po prostu wpadł mi kiedyś do głowy.- uśmiechnął się szeroko. Podniósł swój wzrok na mnie. Oczy mu błyszczały a uśmiech stał się jeszcze szerszy.
- Czego się tak szczerzysz?- zapytałam.
- Masz melodię do tego?
- Niestety nic mi nie pasowało.
- I bardzo dobrze!- spojrzałam na niego podejrzliwie. Uśmiechnął się- Ta melodia idealnie do tego pasuje, nie sądzisz?
- Sądzisz że...
- Że możemy to połączyć i stworzyć naszą wspólną piosenkę.
- Naszą?
- I tylko naszą.- uśmiechnął się do mnie i spojrzał głęboko w oczy. Wtuliłam się w niego.- Gotowa by zobaczyć jak wspaniale brzmi?
Przejrzałam tekst pobieżnie po czym skinęłam głową. Leon zaczął grać i śpiewać a ja czekałam na odpowiedni moment by się do niego dołączyć.
Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz
Siedziałam wtulona w niego, śpiewając najwspanialsza piosenkę na świecie, czując szczęście, które mi dawał.
Co innego mogłabym sobie wymarzyć?
Piosenka skończyła się. Czułam taką magię dookoła mnie. Wiedziałam, że tylko mogliśmy taką stworzyć, i że jeżeli będę już śpiewać tą piosenkę to tylko i wyłącznie z nim.
Podniosłam głowę i spojrzałam w te jego szmaragdy.
I nagle cholernie zapragnęłam go pocałować. Tak bardzo.
I nic nie mogło mnie zatrzymać.

30.04.2015

ROZDZIAŁ 47

Rozdział dedykowany anonimkom^^


*VIOLETTA*
W jego ramionach wszystko było takie idealne. Nie było smutków i cierpienia. Za nic nie chciałam ich opuszczać. Ciepło, zapach, spokój.
Czegóż chcieć więcej? 
Jednak chęć zobaczenia jego pięknych szmaragdów była nieodparta. Odsunęłam się od niego i zatonęłam w jego oczach. Uśmiechnął się widząc moje zachowanie. Ponownie się w niego wtuliłam a świat znów ogarnęła magia. Objął mnie tymi swoimi silnymi ramionami i pocałował w czoło. Ciepło rozeszło się po całym moim ciele.
- Co powiesz na spacer?- szepnął kuszącym głosem i figlarnym błyskiem w oczach. To było w nim najlepsze- rozumiał mnie i nie pytał prosto z mostu, odrazu. Tylko w odpowiedniej sytuacji i o odpowiedniej porze. Zawsze wymyślał coś innego, co dawało te nutkę ekscytacji i sprawiało, że zapominałam wszystko co złe. Krótko mówiąc, wiedział jak obchodzić się z tematem, a jeszcze krócej: był moim ideałem.
- Z takim przystojniakiem zawsze- odpowiedziałam ze śmiechem. Odwróciłam się w stronę schodów by wziąć torebkę z pokoju ale zobaczyłam Olgę, pełna szczęścia,  dzierżawiąca ów przedmiot w dłoni. Schwyciłam ją ochoczo z przelotnym "dziękuję". Po chwili poczułam przyjemne mrowienie gdy Leon schwytał moją dłoń. Wyszliśmy na zewnątrz gdzie zobaczyłam ślicznego kabrioleta. Nie był on tym najnowszym lecz jednym z tych starych, dobrych typów. Odrazu mi się spodobał.
- Leon, co to jest?- zapytałam podejrzliwym głosem z uniesiona brwią, gdy chłopak otwierał mi drzwi od strony pasażera. 

Skąd on ma takie cacko?!
- Samochód- odpowiedział z cwaniackim uśmiechem.
- Leon, nie rób ze mnie głupiej dobra?- powiedziałam z nutką irytacji jednocześnie uśmiechając się- skąd wytrzasnąłeś to cudo?
- Odwiedziłem wreszcie garaż mojego ojca- zaśmiał się - I paczaj co odkryłem.
Wskazał dłonią auto.
- To takie cacka się teraz trzyma w garażu?- mruknęłam porozumiewawczo.
- Najwyraźniej.
- Leon, a co my robimy w tym cacku?
- Wiesz, ja prowadzę bo nie wiem czy się zorientowałaś ale mam prawo jazdy- wystawił mi język- a ty na razie w nim  jeszcze siedzisz.
-Słucham?! SIEDZĘ?! J.E.S.Z.C.Z.E  S.I.E.D.Z.Ę?!- oburzyłam się- Łaski bez! Jeszcze mi będzie wypominał, że nie zdałam na prawo jazdy! Phi!
Chwyciłam za klamkę i zaczęłam wysiadać, jednak przystojniak obok mi nie pozwolił. Jednym ruchem ręki sprawił, że siedziałam znów na siedzeniu pasażera.
Czemu on cholera jest taki silny??
Spojrzałam na niego ze sztuczną złością i ostentancyjnie odwróciłam wzrok.
- Mała, tylko się droczę, spokojnie. Poza tym mam małe pytanko- spojrzałam na niego z obojętnością lecz w głębi duszy byłam ciekawa co powie- Masz czas czy jesteś raczej zajęta?
- Pytasz bo...?- zapytałam nie kończąc zdania.
- Bo tam gdzie cię zabieram, wcale nie jest tak blisko.


***


Pędziliśmy autostradą prowadzącą z BA do jakiegoś miasta, wsi czy miejsca, w które zabiera mnie Leon. Nie wiedziałam dokąd zmierzamy ale siedząc w pięknym kabriolecie, pędzącym ponad 140 km/h i mając obok siebie największego przystojniaka na świecie nie śmiałam nawet marzyć o niczym innym. Spojrzałam w lewo patrząc na chłopaka prowadzącego pojazd. Miał rozwiane włosy, okulary słoneczne na nosie i skupiony patrzył przed siebie. Zaczęłam się w niego wpatrywać. Nie próbowałam nawet tego kontrolować. Przed oczami stanęły mi momenty, w których mnie ratował, te oczy które ujrzałam po raz pierwszy wtedy w parku, wszystkie uściski, usłyszałam jak śpiewał mi Voy Por Ti, przypomniało mi się jak znosił mnie po schodach przerzucona przez ramię...
- Czemu się tak na mnie patrzysz?- przerwał mi głos jakby z oddali. Obudziłam się ze wspominek i ujrzałam Leona z uwodzicielskim uśmiechem na twarzy, zerkającego na mnie.
- Ummmm, zamyśliłam się- skłamałam, rumieniąc się.
- A o czym?
- A o życiu- odpowiedziałam ogólnie. I tak wiedziałam, że zada więcej pytań.
- A konkretnie?- A nie mówiłam?
- O tym jak to było, jest i co będzie- postanowiłam się z nim podroczyć.
- Mogłabyś mi proszę przybliżyć ten temat?- zapytał zaczepnym tonem.
- Mogłabym ale nie muszę więc...
- Panienko Castillo, ładnie się to tak droczyć z młodym i przystojnym Verdasem?- rzucił mi spojrzenie typu "serio?" z uśmiechem. Mimo ciemnych okularów doskonale widziałam jego oczy.
- Hmmm, zawsze warto spróbować, nieprawdaż Panie Verdas?
- Ależ oczywiście panienko Castillo- skręciliśmy z autostrady. Nawet nie zauważyłam, że od dłuższego czasu jechaliśmy wzdłuż morskiego brzegu. 
Jest zbyt absorbujący!
Rzuciłam mu zalotny uśmiech.
- A skoro już tak formalnie, jesteśmy na miejscu. Witam w Mendozie Panno Castillo. 
Zobaczyłam śliczny park i plażę przed sobą. Wiała przyjemna morska bryza a od słońca biło ciepło. Leon wysiadł z samochodu, obszedł go, po czym otworzył mi drzwi i podał dłoń. Ochoczo ją schwyciłam.
- Dziękuję Panie Verdas- przy wysiadaniu, zahaczyłam torebką o pas i wypadł z niej mój pamiętnik i otworzył się na pewnej stronie. Leon rzucił się i podniósł książkę. Strona wciąż była otwarta.
Jezu, byleby to nie była strona o nim!
Młody Verdas zaczął ją studiować. Po chwili kompletnie go wcięło.
O boże, nie.
Po chwili chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę ławki, po drodze zamykając samochód.

23.04.2015

ROZDZIAŁ 46

Rozdział dla Tori Verdas! Dziękuję!



*VIOLETTA*
Właśnie wróciłam do domu. Staram się to jakoś wszystko pogodzić i w miarę być w humorze.  I od tygodnia mi to nie wychodzi. 

Stanęłam w drzwiach i w oczy mogła mi się rzucić tylko jedna rzecz- fortepian. I oczywiście ujrzałam Leona...jego zręczne dłonie grające En Mi Mundo...on uczący mnie melodii...jego kojący głos...my siedzący na kanapie...
W oczach stanęły mi łzy. Obraz zaczął mi się zamazywać. Zaczęłam się osuwać. Nagle ktoś mnie złapał.
- Viola...co się dzieje?- zapytał mnie mój ojciec.
Chciałam być harda. Ale mi się nie udało. Długo tak nie pociągnę.
- Straciłam go- zaszlochałam mu w koszulę.
- Violetta, o czym ty mówisz?
- Moje życie się sypie.- stwierdziłam po czym wybuchnęłam płaczem. Przytulił mnie mocno.
- Pójdę do siebie- szepnęłam i ruszyłam na górę.
Godzinę później zeszłam do kuchni, by się napić herbaty. Lecz zostałam świadkiem ciekawej rozmowy telefonicznej mojego ojca.
- Leon...ona cię potrzebuje.
- Ja Pana...
- Ciebie...
- Rozumiem ale...skoro ona nie chce mojej pomocy to jej nie zmuszę. Tęsknię, nie wiem co się dzieje ale to jej decyzja. Ja...
Usiadłam przy fortepianie. 
Czy to wszystko dzieje się naprawdę?
Descubrí sobre mi espejo
Que hay más
Que el reflejo que me da
No hay manera de esconderlo
No hay razón que le
Gane al corazón
Descubrí que existe el miedo
Y noté que no me deja soñar

Ujrzałam mojego ojca stojącego w drzwiach gabinetu z komórka w dłoni, gdzie wciąż trwała rozmowa. Słuchali w ciszy a ja śpiewałam dalej.
Kocham go tak strasznie. Czy to musi być tak skomplikowane?
Y hoy tal vez sea el
Momento exacto
Para saltar tomados
De la mano

Uderzyło. Znowu. Ze zdwojoną siłą.
- Y un minuto más

Sé que puedo soñar- przerwałam piosenkę w połowie i uciekłam do swojego pokoju.
10 minut później usłyszałam ta sama melodie ale akompaniował jej TEN głos.
-Quiero cantar
Decreto el sueño real
Sé que podemos confiar
Y nada nos detendrá

Hoy quiero cantar
Y el miedo no volverá
Porqué mi angel guardián
Sabrá el camino a tomar
 Wyszłam na balkonik i patrzyłam na niego. Grał na fortepianie patrząc w moją stronę. Na jego twarzy był szeroki, uroczy uśmiech i te słodkie dołeczki. Był taki rozpromieniony, szczęśliwy. 
Jak zawsze gdy śpiewał.
Zaczęłam schodzić powoli po schodach.
Dołączyłam do niego.
Descubrí que el sentimiento
Es una luz
Que no puedes apagar
Y la vida es cómo un cuento
Y el amor 
Siempre gana sobre el mal

Y hoy tal vez sea el
Momento exacto
Para saltar tomados
De la mano

Wstał od fortepianu, zastąpił go mój ojciec. Byliśmy po przeciwległych stronach salonu. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać.
Y un minuto más
Sé que puedo soñar
Quiero cantar
Decreto el sueño real
Sé que podemos confiar
Y nada nos detendrá

Hoy quiero cantar
Y el miedo no volverá
Porqué mi angel guardián
Sabrá el camino a tomar

Hoy quiero cantar 
Decreto el sueño real
Sé que podemos confiar

Y nada nos detendrá
Staliśmy naprzeciwko siebie, patrząc sobie w oczy. Dotknęłam jego policzka. Przepływała między nami taka energia...
-Hoy quiero cantar 
Y el miedo no volverá
Porque mi angel guardián
Sabrá el camino a tomar

Uśmiechnął się szeroko do mnie. Rzuciłam się mu na szyję.

19.04.2015

ROZDZIAŁ 45

Miało być wcześniej ale, że egzaminy już we wtorek...Istotna informacja jest taka, że Leonetta pojawi się za jakieś 8 rozdziałów.  Jeśli to dobrze rozplanowałam będzie to rozdział 53. Albo 52.  Kocham Was xx


Rozdział dla S. Blanco


*VIOLETTA*
Co miałam mu powiedzieć? Bo Cię kocham?
Weszłam załamana do Studia. Skierowałam się do łazienki ale zatrzymał mnie przesłodzony głos. Odwróciłam się w stronę Ludmiły, supernovej, rzekomej gwiazdy tego Studia. Spuściłam głowę. Zrobiła sztuczną smutną minke.
- Co to Violu się stało? Płakusiamy? Mickie się dowiedział, że kochasz innego?
- O czym ty mówisz??- spojrzałam jej w oczy.
- Violuś, Violuś, Violuś...Co to z ciebie wyrośnie?- sarkazm w jej głosie był bardzo dobrze słyszalny.
- Ludmiła, daruj sobie te gierki- przyjęłam pozycję obronną. Jej oczy zwężyły sie do szerokosci wąziutkich szparek. Jak oczy węża. 
Bleh.
- Viola, skarbie, ja umiem wykorzystywać informacje.
- Na swoją korzyść.- wtrąciłam chłodnym tonem.
- Hahahah- zaśmiała się- Bardzo śmieszne Violuś. Przybliżyła się do mnie.
- Jeden niewłaściwy ruch i wszyscy poznają twój mały sekrecik- wyszeptała jadowitym tonem. Po czym obróciła się na pięcie, odrzuciła włosy i odeszła.
- Ludmiła odchodzi!



*MICKIE*
Co się stało? Dlaczego wyszła? Dlaczego miała takie problemy? Zaraz za nią poszedł Leon...
Znalazłem ją w sali tanecznej. Z głośników leciała szybka muzyka a sama Violetta ruszała się bardzo energicznie.
- CO TA ŻMIJA SOBIE WYOBRAŻA?!- wyskoczyła do góry- CO SOBIE MYŚLI?! JAK ONA MOŻE?!
Wykonała ostry piruet ale poślizgnęła się. Złapałem ją tuż przed spotkaniem z ziemią. 

*VIOLETTA*
Czyjeś ciepłe ręce chwyciły mnie w talii. Otworzyłam oczy i ujrzałam twarz zaniepokojonego Mickie'go. Postawił mnie na nogi po czym odsunął się i skrzyżował ręce na piersi. Uważnie badał mnie wzrokiem od góry do dołu swoimi czarnymi oczami. Muzyka wciąż grała, jednak oboje milczeliśmy i czuć było narastające napięcie. W końcu Mickie się odezwał. 
- Violetta, odezwij się.
Niesamowicie zaschło mi w gardle. Milczałam jak zaklęta.
- Violetta powiedz coś. 
Dalej stałam w milczeniu, wgapiając się w parkiet sali tanecznej.
- Violetta do cholery!- wydarł się- Co się z tobą dzieje?! Przed chwilą o mało się nie uszkodziłaś, wybiegłaś z zajęć u Pablo, za Tobą Leon, miałaś problemy z zagraniem...
Mówił głośno i z wyrzutem. Nagle jednak ściszył głos i niemal rozpaczliwie powiedział:
- Ale najgorsze jest to,  że...wcisnęłaś zły dźwięk patrząc na mnie.
Momentalnie podniosłam wzrok. 
To nie tak miało być. 
- Dlaczego?- zapytał.
Bo kocham Leona a życie jest skomplikowane.

Obserwatorzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.