2.07.2014

ROZDZIAŁ 24

*VIOLETTA*
Leżę właśnie na łóżku. W tle leci Marylin Manson. Zawsze mnie uspokaja, gdy jestem nie w humorze. Nadal jestem. Mickie pewnie jest na mnie zły a ojciec co rusz mnie zobaczy, powtarza że mam szlaban.
Jestem zła ale równocześnie smutna.
Dlaczego nie mogę spełniać swoich marzeń?
Uhu, coś mi się wydaje ze wracają czasy sprzed Leona...
Moje rozmyślania przerwał dźwięk telefonu. Na ekranie wyświetliło sie zdjęcie Leona.
Skąd on wie że o nim właśnie myślę?
Wcisnelam zieloną słuchawkę i po chwili usłyszałam jego melodyjny głos.
- Halo, księżniczko?
- Hej Leon. - starałam się ukryć smutek, mówiąc sądzę dosyć udanym, wesołym głosem.
- Co się stało?- odrazu mnie rozszyfrował.
- Nic istotnego.- odparłam wymijajaco.
- Violetta, jesteśmy już duzi. Nie ma cię w Studio, rodzice mówią ze twój ojciec dzisiaj strzelał piorunami a Mickie zabija mnie wzrokiem. Nie ukryjesz że coś się stało. Co robisz?- wyłożył wszystkie karty na stół.
- Siedzę w pokoju, zamknięta na cztery spusty.
- Masz szlaban...twój ojciec się dowiedział o Studio?
- Tak- głos mi się załamał.
- Ale jak?- nie powiązał jeszcze Mickie'go z całą historia.
- Jednego argumentu nie wlaczyles do historii..
- Mickie się wygadal?!
- I jednocześnie wiele rzeczy sie posypało.- wybuchnelam płaczem.
- Za chwile będę. - rozlaczyl się.
Mój ojciec wpadł do pokoju jak burza.
- Co sie dzieje??- zapytał zdenerwowany.
- Nic.
- Violetta...
- Wyjdź!- rzekłam niemiło a ten opuścił pomieszczenie. Nie miałam najmniejszego zamiaru rozmawiać z niszczycielem moich marzeń.
Pięć minut później usłyszałam dzwonek do drzwi.
Leon.
Jednak, będąc w drzwiach mojego pokoju, usłyszałam kolejną niemiłą rozmowę tego dnia.
- Leon, miałeś ją pilnować!
- Proszę się uspokoić..
- Jak mam być spokojny jeżeli przychodzi do mojego domu jakiś chłopak, po moją córkę, i to nie jesteś ty?!
- Pana córka ma prawo mieć chłopaka...
- Jeszcze sie dowiedziałem że chodzi do szkoły muzycznej. Wiedziałeś o tym!
- Tak. Pozwalam jej spełniać swoje marzenia, w przeciwieństwie do Pana!- podniósł głos Leon.
Nie,nie, nie. Błagam, dosyć kłótni. 
Nawet mnie nie zauważyli. A stałam na widoku od kilku minut. Nie chce tak. Chce spokoju. A nie złości, kłótni, zazdrośći. 
Ramiona Leona.
Rzuciłam mu się na szyję. Łzy automatycznie popłynęły mi z policzków. Nagle poczułam przyjemny powiew wiatru. Leon wyniósł mnie z domu i gdzieś szedł.
- Leon...co robisz? Ojciec będzie zły...
- Ojcem to ja się zajmę- odpowiedział glosem pełnym odpowiedzialnosci. Wtulilam sie w niego. Wierzę mu.
30 minut później
Siedzę wtulona w Leona. Siedzimy nad jeziorem. Przyjemny wiatr omiata nasze twarze. Popatrzyłam na Leona i zaczęłam badać jego twarz. Ślicznie wyglada z rozwalona grzywką. Dzięki niemu nie jestem już zła ani smutna. Życie jest jak droga.
- Czemu mi się tak przeglądasz?- zwrócił wzrok ku mnie, podnosząc jedna brew do góry, co doprowadziło mnie do smiechu.
- Czemu się ze mnie śmiejesz?- ledwo go słyszałam, atak śmiechu wziął nade mna górę.
- O ty!- rzekł rozbawionym głosem i zaczął mnie laskotac. Zaczęłam się wyrywać ale niestety, nie jestem zbyt silna. Po chwili Leon przestał, gdyz darlam sie wnieboglosy. Skończylismy z twarzami jedna koło drugiej. Patrzylismy sobie głęboko w oczy. Chwila mogła trwać wiecznie. Taka magiczna...Tak blisko pocałunku...
Nagle jakaś piłka przeleciała koło nas i przerwała ten moment. Odsunelismy sie od siebie. Po pewnym czasie odezwałam się.
- Leon, co teraz będzie?
- będzie dobrze. Na razie idziemy do moich rodziców.
- Ale po co?- zapytałam zdziwiona.
- Mieliśmy umowę, pamiętasz? Więc teraz idziemy powiedzieć moim rodzicom to czego wczoraj sie dowiedział twój ojciec.
- Leon..Nie. Twoi rodzice nie wiedzą. Czemu masz sobie psuć sytuację?
- Jak ty to i ja. Razem.- chwycił moją dłoń.
Ruszyliśmy do jego domu. Stanęliśmy pod drzwiami. Leon wziął głęboki wdech i nacisnal klamkę. W salonie ujrzelismy rodziców Leona oglądających telewizję. Na nasz widok, odwrócili głowę.
- Dzień dobry- odezwalismy się.
- Cześć dzieciaki- odparli.
- Mamo, tato..musze wam coś powiedzieć.- rzekł cicho i niepewnie Leon. Scisnelam mocniej jego dłoń.
- Chodzę do szkoły muzycznej Studio21- wypalił.
Rodzice wyglądali na "troszkę" zaszokowanych.
- Co myśmy ci mówili?!- rzekł jego ojciec wzburzony.
- Wiem, ale to jest moje marzenie. Nie musze zostać odrazu piosenkarzem, żeby spełniać swoje marzenia. Tak w ogóle..podoba mi się medycyna. Ale spełniać marzenia mogę, przecież prawda?
- Philip...on ma rację. Moze spełniać marzenia, a to ze śpiewa nie znaczy ze odrazu zostanie piosenkarzem. I widzisz..na medycyne pójdzie..- rzekła mama Leona do swojego męża.
- No dobrze. Zawsze lubiłem śpiew. Pod jednym warunkiem. Zaspiewacie nam coś?- zaskoczyl nas tym pytaniem. Spojrzelismy na siebie z Leonem.
- Ale tylko kawałek- zastrzegł Leon. Ale widząc minę swojego ojca dodał- Przygotujemy dla Was piosenkę i za niedługo przedstawimy w całości co wy na to?
Rodzice skineli głowami.
-Hablemos de una vez- jednocześnie chyba stwierdziliśmy ze końcówka Voy Por Ti jest najlepsza-
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez
Voy Por Ti , Voy..

Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estare
Aunque no me veas mirame,
No me importa esta vez...
- spiewalismy patrząc sobie głęboko w oczy z uśmiechami na twarzach-
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti.....

Usłyszeliśmy brawa. Ale jakby...nie z tej strony? Odwrocilismy głowy i ujrzałam... własnego ojca? Bijacego mi brawo??
- Usłyszałem część waszej rozmowy. Nie, nie podsluchiwalem. Viola..przepraszam. Gdy zobaczyłem jak sie rozpromieniasz śpiewając..jak śliczny masz głos..zgadzam się. Leon...ciebie też przepraszam. Nakrzyczalem na ciebie niepotrzebnie. Wiem, że nie chciałeś źle. Dobry z ciebie chłopak. Dziękuję. - rzuciłam sie na Leona. Złapał mnie i zaczął okrecac. 
Znów ta magia..
Postawił mnie na ziemi. Uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnil.
- Ale nie zapomnijcie o tej piosence- rzekł mój tata. Aż sie zdziwiłam.
- Dzieciaki, jak będziecie gotowe, dajcie znać, zorganizujemy kolację. - usmiechneli sie we trójkę do nas.
- Viola, idziemy?- zapytał mnie Leon, chwytając za rękę.
- A gdzie?- zainteresowali sie rodzice.
- Dalej naprawiać świat i cieszyć szczęściem- rzekł ochoczo Leon i ruszyliśmy do drzwi.
Usłyszeliśmy jedno niepokojace zdanie.
" Zobaczycie z nich bedzie jeszcze ładna para". Popatrzylismy sie z Leonem na siebie, po czym wybuchnelismy śmiechem. W salonie zrobiło się cicho. Chyba nas usłyszeli. Otworzyliśmy drzwi, wciąż z uśmiechami na twarzach , trzymając się za ręce, ale to co zobaczyliśmy za, przerosło nasze oczekiwania.

Wakacje. Informacje. Wyjeżdżam.

Hmmm...Jakby tu zacząć.'
Wyjeżdżam.
4 tygodnie.
Mam napisane rozdziały.'
Jeżeli system zadziała, będą dodawane myśle  2 razy w tygodniu.
Mam nadzieję, że mnie nie opuścicie.
Każdy, kto zostaje, pisze w komentarzu<których jest naprawdę mało!> mój ulubiony cytat:
"- Kocham Cię.
 - Ja też.
 - Ty też co?
 - Ja też Cię kocham."
Plooosee <3
I życzę miłych wakacji!
Rozdział dodany.
Cis ;**
P.S
violettameganleon.blogspot.com
opowiadanialeonivilu.blogspot.com
Czytaliście te blogi??? ;)

24.06.2014

ROZDZIAŁ 23

*MICKIE*
Szukałem jej. Długo. Wszędzie. Spodziewałem się okropnych rzeczy. Ale nie najgorszego.
ONA w JEGO objęciach.
Ciśnienie mi podskoczyło.
Spokojnie, to jej przyjaciel.
I szczerze mówiąc, to znów ja zawaliłem. Co nie zmienia faktu, że ma się do niego przylepiać.
Tak bardzo zajęci sobą, że nie wyczuli mojej obecności. Chrząknąłem. Odwrócili głowy w moją stronę. Byli troszkę....zawstydzeni?
- Mickie...- odezwała się Viola.- Co ty tu robisz? Przecież rozmawiałeś z Diego..
- Szukałem cię.- zauważyłem ze Lara przyszła- I co? Znajduje Cię w jego ramionach.
Byłem dosyć wkurzony.
- Tak więc, dzięki za troskę ale pozwól,że sam się zajmę moją dziewczyną- rzekłem jadowitym tonem do Leona. Chwyciłem Vilu za rękę- a Tobie radzę zająć się własną.
Spojrzał się w druga stronę i zobaczył Lare.
Odszedłem z Viola. Była naburmuszona.
- Ej piękna, co jest??- zapytałem.
- Znowu to robisz!- powiedziała z wyrzutem.
- Niby co?! Odlepiam cie od niego??- zaoponowałem.
- Nie, nie to.- spojrzałem pytająco.- Ranisz.
Ruszyła przed siebie.
*LEON*
Odwróciłem się i zobaczyłem Lare. Patrzyła na mnie z cierpieniem w oczach.
- Lara...pogadajmy- odezwałem się.
- Nie Leon, to nie ma sensu.
Podszedłem do niej.
- Ma sens. Cholernie mi na tobie zależy. Błagam, daj mi szansę.
- Mi na tobie też zależy. Ale co rusz widzę ją. Boli. Cholernie boli.
- Ale Lara...to nie tak. Violetta jest moją przyjaciółka. Nie zmienię tego. Ja jestem jej przyjacielem. I nie zmienię również faktu, że moim zadaniem jest ja wspierać w trudnych chwilach. Ale kocham Cię. Tego też nie zmienię. Spróbujmy. Proszę.
- Leon..- chciała zaoponować ale jej nie pozwoliłem. Delikatnie ale zarazem stanowczo pocałowałem ją. Była zdziwiona ale oddała pocałunek.
- Proszę- szepnąłem. Spojrzała mi w oczy. Po czym zbliżyła się do mnie i tym razem ona mnie pocałowała.
Uśmiechnąłem się do niej. Odwzajemniła.
- Mam to uznać za aprobatę?- zapytałem uwodzicielskim głosem.
- A jak myślisz?- podniosła pytająco brew.
Wyciągnąłem rękę w jej stronę. Ochoczo ją schwyciła. Poszliśmy przed siebie. Razem.
*VIOLETTA*
Znów to robi. Rani. Cholernie. Co się dzieje? Dlaczego nic nie idzie po mojej myśli?!  CZEMU?! DLACZEGO JA?!Nie wiem co robić. Nie jest taki jak Leon. Nie zauważa pewnych rzeczy. Ważnych. Nawet bardzo. Egoizm i zazdrość to nie jest dobre połączenie...
Ruszyłam do domu. Co rusz coś się rozpieprza. Dość.
Nie wiem które życie było lepsze. To przed poznaniem Leona czy to co po?
Ale gdybym go nie poznała...jego zapachu...ramion..oczu...głosu..

NASTĘPNEGO DNIA RANO

Obudziłam się i załatwiłam poranne czynności. Własnie kończyłam przeżuwać kęs naleśnika, kiedy usłyszałam znajomy głos.
- Dzień dobry, ja po Violette. - MICKIE?! Co on tu robi?? Byleby nie powiedział słowa za dużo..
- Chwila...ty nie jesteś Leon- odezwał się mój tata.
Niech to szlag!
- Nie. Nazywam się Micheal. Chłopak Violi.- Niedobrze..ojciec wie za dużo jak na chwilę obecną.
- Chłopak? Dziwne..nic nie wspominała. Skąd się znacie?- rozmowa idzie w złym kierunku..
- Ze Studia.
- Jakiego Studia?
- Szkoły muzycznej. Studio OnBeat. - usłyszałam jak mój ojciec gwałtownie wciąga powietrze.
- Szkoły muzycznej?!- odezwał się.
- Nie wiedział pan?- odezwał się speszony Mickie.
- VIOLETTA!- wrzasnął mój ojciec.
Świetnie. Pięknie. Cud, miód i malinki.
Ruszyłam do drzwi.
- Jaka szkoła muzyczna?! Dobrze wiesz co i tym sądzę! Nie pozwoliłem ci..
- NIE BĘDĘ REZYGNOWAĆ Z MOICH MARZEŃ!
- MASZ SZLABAN- wydarł się.
W sumie nie jest źle.
- Dobrze, tylko chwilę porozmawiam z Mickie'm.- pociągnęłam chłopaka za rękę. Po chwili byliśmy za drzwiami.
- Co ty tu robisz?!- rzekłam cichym głosem.
- Przyszedłem po ciebie- odrzekł spokojnie.
- Nigdy tak nie robiłeś! Musiałeś mu wygadać o Studiu?!
- Zapytał się, to odpowiedziałem! Czemu to ukrywasz??
- Jak widzisz, widocznie mam powody!
- To mi je przedstaw.
- I tak nie zrozumiesz. Jak zresztą wszystkiego.- odwróciłam się w kierunku drzwi.
- A Leon zrozumie , tak?!- chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- A żebyś wiedział!- nie panowaliśmy nad sobą. Jedno darło się drugiemu w twarz. Ale na dźwięk moich ostatnich słów , jego twarz zmieniła się. Zazdrość. Pierniczona zazdrość!
Chwycił moją twarz w swoje ręce i złożył namiętny pocałunek na moich ustach. A potem zniknął. A ja poszłam do pokoju rzuciłam się na łóżko 
Co ja mam robić??

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Cześć. W sumie jestem...zła i zazdrosna? Ale i smutna.
Zła- znów długo mnie nie było, za co bardzo przepraszam. Przepraszam, przepraszam!
Smutna- nie było 7 komentarzy, o które prosiłam. Cóż, life is hard.
Zazdrosna- Kacper Blanco strzeż się(!)
Mańka Verdas, liczę na twoją pomoc ^>^
Nikuś---> Uwielbiam Cię!
Romantyczna ;**

5 kom----> next
Są dwa kolejne rozdziały!

11.06.2014

ROZDZIAŁ 22

*LEON*
Ujrzałem...Violette z Mickie'm trzymających się za ręce. Nie mogę dać po sobie poznać jak mnie to zabolało. Poczułem wzrok Violi. Uśmiechnąłem się do niej najszczerzej jak mogłem. Odwzajemniła to ale była zgaszona. Posłałem jej pocieszające spojrzenie. Jednak odwróciła wzrok.

Po skończonych zajęciach ruszyłem w stronę domu.  Zobaczyłem Violette z  Mickie'm. Oraz Diego idących w ich stronę. Miałem ochotę natychmiast stanąć w obronie  Violi ale przecież ma Mickie'go. Usłyszałem jednak kawałek ich rozmowy.
- On tutaj idzie- Viola była blada.
- Nic się nie dzieje. Nie przejmuj się nim. W sumie może to spoko gośc...- odparł jej chłopak.
- Spoko gość?! - zaczęła panikować.
*VIOLETTA*
- Spoko gość?!- Czy on się słyszy?!
- Viola, pogadajmy z nim.
- Mickie?!- panika mnie ogarnęła..
Leon gdzie jesteś?..
Uciekać? Nie no. Zostanę.
Jego twarz coraz bliżej mojej..
Zakrecilo mi sie w głowie. Nawet nie zauważyłam że Mickie juz rozmawia z Diego. A ten patrzył na mnie, rozbierając mnie wzrokiem. Ten widok przyprawiał mnie o dreszcze. A Mickie rozmawiał sobie w najlepsze.
Uhu, moja równowaga..
Koniec. Idę do domu. W sumie niech sobie gadają, byle by się do mnie Diego nie zbliżał. Odeszłam. Rozmowa ich wciągnęła. Nie zauważyli ze mnie nie ma.Ale najbardziej bolało mnie to ze Mickie się mną nie przejął. Pojedyncza łza splynela po policzku..
Czułam sie coraz gorzej. Stanęłam, zamknęłam oczy i wzięłam kilka wdechow. Nadal kręciło mi się w głowie..
Ja chyba tak reaguje na Diego...Leon zawsze byl przy mnie, uspokajał.."Od tej chwili jesteś zawsze kolo mnie"...I się nie udało.
Niech się dzieje co chce.
Ktos przytrzymał mnie w talii.
Otworzyłam oczy. Ujrzałam rozmazane zielone tęczówki
- Chodź księżniczko.- złapał mnie i ruszył powolnym krokiem. W miarę odzyskiwałam świadomość.
Szliśmy tak przez park w milczeniu. Leon przytrzymywal mnie w talii a ja narkotyzujac sie jego zapachem, powoli odzyskiwałam kontrole nad sobą.
Zatrzymał się przy jeziorze, gdzie się poznaliśmy.
Staliśmy w ciszy. Przed oczami przemykały mi wszystkie momenty odkąd poznałam Leona. Jego bliskość..pomoc..pójście do Studia..Mickie..Fran..Cami...ale też problemy. Kłótnie..rozwalony salon...łzy..
Westchnelam i usiadłam na trawie.
- Wszystko w porządku, Viola?
- Tak, jest ok.- odpowiedziałam słabym głosem. Zapatrzyłam się przed siebie. I znów zamyslilam.
- O czym myślisz? - wyrwa mnie z zamyślenia swoim kojącym glosem.
- O tym jak moje zycie sie zmienilo- odparłam.
- A konkretnie?- drążył.
- O naszej paczce, dostaniu się do Studia, większym zaufaniu ojca, Mickiem, tobie...Diego.- zadrzalam. I jednocześnie uswiadomilam sobie ze pozytywow w moim zyciu nie jest więcej niz negatywów. Lza splynela po moim policzku, kolejny już dzisiaj raz. Ramiona Leona natychmiast mnie otoczyły.
- Ciii..Viola..nie płacz. Ciii.
- Leon, pozytywnych zmian wcale nie jest więcej niz negatywnych!- odparłam dosyć gwałtownie.
- Violetta-zmusił mnie bym spojrzała mu w oczy- życie jest jak droga. Raz kręta, raz prosta. Jeśli teraz jesteś na zakręcie, za chwilkę wyjdziesz na prostą.
- Masz rację- powiedziałam, wtulając się w niego. - Dziękuję.
Pocałował mnie w czoło. Siedzieliśmy tak, wtuleni w siebie, na trawie, patrząc na jezioro, gdy uslyszeliśmy chrząkniecie.

~~~~~~~~~~~~~~~~
Siemson! C;
W końcu skończyłam go pisać. Zdanie po zdaniu każdego dnia...ale udało się! I mam nadzieję ze sie podoba!
7 komciow uda sie wyciągnąć? Slysze odpowiedź : "Jasne ze tak!" :D
no to czekam! <3
Romantyczna ;**
P.S Słyszeliście już może ci szykuje ta Nikola Matuszyńska z tą Cisver77???? Bo ja o niczym nie wiem!



6.06.2014

ROZDZIAŁ 21

HEJ HEJ!
Dwie sprawy:
1) Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Długo mnie nie było ...;c ALe już jestem!
2) Mańka Verdas...Znacie taką? Ech..Twój blog nie jest bezsensowny ani ty nie jesteś głupia! Rozwijasz się i swój talent, a blog razem z tobą! NIE JESTEŚ GŁUPIA ANI BEZSENSOWNA, ZROZUMIANO?! a jak nie, to będzie źle! Strzeż się wkurzonej Cisver bo kochana nie będzie! :D


*VIOLETTA*
Weszłam do Studio. Wstępnie postanowiłam, że nie będę się starać o Mickie'go, jeśli nie dostanę żadnego wyraźnego znaku od niego. Chyba chwilę poczekam. Minęły już dwa dni.
Diego jeszcze nie było, więc na razie jest spokój a Mickie zawsze się spóźnia.
Było dość wcześnie, lekcje dopiero za pół godziny. Podeszłam do keyboard'u i zaczęłam grać. Wciskane klawisze stworzyły melodię Voy Por Ti.
Zaczęłam cichutko nucić. Przed oczami stanął mi nasz taniec z Leonem. Rozpłynęłam się. Zamknęłam oczy i ujrzałam śliczne oczy Leona i jego kuszące usta śpiewające ostatnie linijki...
Nagle poczułam ciepłe ręce na mojej talii i usłyszałam szept układający się w słowa piosenki. Głos Leona był ciepły i kojący. Po chwili melodia się skończyła a Leon , trzymając głowę tuż przy mojej, pocałował mnie w policzek. Odwróciłam się do niego. Chwila była tak magiczna a on z bliska wyglądał tak pociągająco. Przy Mickie'm nigdy tak nie było.
- Leon...co za miłe powitanie.- przytuliłam się do niego.
- Cześć księżniczko.
Nasze głosy były ciche i spokojne. Za nic nie chcieliśmy zepsuć tej chwili. Staliśmy tak w ciszy aż zastała nas tak Fran z Cami.
- Sieeeeeemaaaa- przeciągnęła Fran, wchodząc do sali. Jak zaczęła wesołym głosem to skończyła ze zdziwieniem i spojrzeniem" Co się tu wyprawia??". Wybuchnęliśmy z Leonem śmiechem, jednocześnie odsuwając sie od siebie. Patrzyła na nas jak na wariatów. Do klasy zaczęli sie schodzić inni uczniowie. No tak, za 10 minut lekcja.
- Siema Fran, cześć Cami- rzekliśmy, żeby rozluźnić sytuację.
- Co słychać?- zagadnęłam.
- W sumie nic nowego. A tam?- odpowiedziała Cami ze wzrokiem " gadać mi tu ale już".
- Nic co mogłoby interesować. - odparłam wymijająco.
Do klasy wpadł Diego. Zauważył mnie i nonszalancko podszedł. Położył rękę na mojej talii i schylil sie w moim kierunku gdy..
- GDZIE. TE. ŁAPY?!- rzekł mrożącym krew w żyłach tonem Leon. Ściągnął jego rękę i przyciągnął mnie do siebie, po czym zmierzył Diega lodowatym wzrokiem.
*CAMI*
Uhu, coś się szykuje. Żeby znowu nie było awantury. Viola stoi w objęciu Leona a tu nadchodzi Mickie a za nim Lara...
Pięknie.
- Leoś, nie traktuj jej jak twojej własności, RYCERZU.- odezwał się Diego. I to zdanie usłyszeli Mickie i Lara.
Cholera!
- Viola? Co tu się wyprawia?- zapytal, siląc sie na spokój, Mickie. Viola mu się podoba a Leona nienawidzi. Ale Leon z Viola tak ślicznie wyglądają...
- Diego się wyprawia- powiedziała chłodno i opuściła pomieszczenie. Wyszłyśmy za nią z Fran. A chłopaków pozostawiłyśmy samych sobie. Może się nie pozabijają.
*FRAN*
- Viola, Viola, spokojnie!- mowiłyśmy do pełnej złości Violetty. W końcu się zatrzymała.
- Dziewczyny to męczy! Ten idiota zawsze coś schrzani! I zawsze Mickie słyszy nieodpowiednie słowa..
- Ignoruj go- poradziłam jej.
- Ale...- próbowała się bronić przed najlepszym wyjściem z sytuacji.
- Viola. D.I.E.G.O nie istnieje, jasne?- zaoponowała Cami. Skinęła głową ale nie wyglądała na przekonaną. Zobaczyłam Mickie'go.
Ślicznie.
- Viola, możemy pogadać? - rzekł podchodząc do niej. Skinęła lekko głową. Ulotniłyśmy się.
*MICKIE*
Stanąłem przed nią. Źle mi było bez niej przez te 3 dni. Ale Leon...są ze sobą tak blisko... Ona jest moja. Moja Viola. Ale sam się w to wpakowałem..
- Viola...naprawmy to.
- Ale co? - spytała obojętnie.
- To co jest pomiędzy nami.
- I co w związku z tym?- z każdym jej pytaniem byłem coraz bardziej spięty a od niej wiało obojętnością...
- Ja tego nie chce.
- Taaak?- nadal nic. Drgniecia, ruchu, ożywienia. N.I.C.
- Ja nie chciałem...żeby tak wyszło..
- Nie chciałeś? NIE CHCIAŁEŚ?! N.I.E. C.H.C.I.A.L.E.S?!?! No patrz, a jednak tak wyszło..Przez przypadek pewnie.- jej odpowiedź ociekała sarkazmem.
- VIOLETTA!- spojrzała na mnie- Naprawdę nie chciałem. Zalezy mi na tobie..
- Zalezy Ci ale jednak krzywdzisz. Z cholernej zazdrości o Leona! Wiesz ze to osoba która zmienila moje zycie. Dzięki niemu możemy sie spotykać! Niczego nie doceniasz. Z cholernej zazdrości stajesz po stronie osoby o ktotrej nic nie wiesz, nawet widząc jak reaguje na Diego! Ty..ty..- nawijala.
- Violetta..
- Jeśli zrzucasz winę tylko na nie to sie kolego mylisz. Może powinnam była porozmawiać. Przepraszam. Ale to ty stanąłes odrazu po stronie Diego! A powinieneś po mojej! Miałeś bliżej niż Leon by mnie złapać a jednak nie! Postawiles jednak ponabijac sie z Leona bo jesteś zazdrosny! I ty..
Koniec!
Chwyciłem ją w talii i przyciągnąłem do siebie, po czym wbiłem w jej usta. Po chwili odsunąłem się. Stykalismy sie czołami.
-Przepraszam. Cholernie mi na tobie zależy. Tak, jestem zazdrosny o Leona. I będę. Przepraszam. Postaram się coś z tym zrobić. Przepraszam. Kocham Cię.- patrzyła na mnie swoimi wielkimi oczami. Chwyciłem ja za rękę.
- A teraz zapraszam na lekcje.
*LEON*
Siedzę właśnie i myślę o całej sytuacji. Violetta i Mickie powinni być tu 10 minut temu. Fran i Cami wróciły z dziwnymi minami. A Lara patrzy się na mnie cały czas. Muszę z nią porozmawiać.
Co oni tam robią? Gdzie są?
Myśli krążyły po mojej głowie. Przed moimi oczami stanęła Viola nucąca Voy por Ti... Wyglądała magicznie.
Gdy nagle drzwi otworzyły się i ujrzałem..

28.05.2014

ROZDZIAŁ 20

Nikola....Nikola Matuszyńska. Znacie taką?Nikola..Nikola..Powiem Wam. Najwspanialsza osoba  na świecie,.Chwytająca me serce i prowadząca w świat zrozumienia prawd życiowych....wywołująca miliony emocji....łzy wzruszenia...walcząca ze stereotypami...wspaniale wyjaśniająca znaczenie rzeczy w życiu najważniejszych.....posiadająca wielki talent i ogromne serduszko. 
Nikuś. Te rzeczy wyżej, to niewielki procent tych, za które cię uwielbiam. Dziękuję że istniejesz, że tak pomagasz...i tak bardzo wpierasz. Kocham cię x nieskończoność <3






*LEON*
Trzeba to naprawić. Wszystko po kolei. Związek Violetty i Mickie'go ,poradzić sobie z Diego i....naprawić mój związek z Lara.
Czy aby na pewno tego chcesz?
- Violetta, wszystko będzie dobrze. Gwarantuję Ci to. - nie mogłem patrzeć jak płacze i cierpi. To był ogromny cios dla mojego serca. A ja nie mogłem jej przed tym uchronić.
Podniosła swój zapłakany wzrok na mnie.
- Czy to był cień uśmiechu?- zapytałem radosnym głosem. Popatrzyła na mnie jak na wariata, po czym kąciki jej ust zaczęły delikatnie podnosić się do góry.
- No dawaj, dawaj...Tak tak tak!!- zacząłem wrzeszczeć jak idiota. Na jej twarz wstąpił uśmiech. Przynajmniej tyle mogłem dla niej zrobić. - Proszę Państwa, co za dzień, na twarz Violetty Castillo wstąpił uśmiech!
Walnęła mnie w ramię.
- Przestań!- powiedziała ze śmiechem.
- Proszę państwa, jest coraz lepiej! Zaczyna się śmiać!
Śmiała się.... ale po chwili na jej twarz znów wstąpił smutek.
- Violetta, co mogę zrobić żeby Cię pocieszyć?
Pokręciła głową. Zapadła cisza.
MUZYKA! Ile razy w Studio, rozpromieniała się, śpiewając.
- Es por lo momentos que parezco invisible
Y solo yo entiendo lo que me hiciste
Mirame bien, dime quien es el mejor...
Cerca de ti, irresistible
Una actuacion, poco creible
Mirame bien, dime quien es el mejor...- śpiewałem powoli, w wolnym tempie-
Hablemos de una vez
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez
Voy Por Ti , Voy..
Patrzyła na mnie swoimi wielkimi brązowymi oczami. Skinąłem głową by do mnie dołączyła.
-Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estare
Aunque no me veas mirame,
No me importa esta vez
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti...
Śpiewała niepewnie, cicho. Trzeba ją rozkręcić. Posłałem jej spojrzenie" Wczuj się!".
-Se que hay momentos
Que parecen posibles..
Wstałem i zacząłem sie poruszać. I tak o to przeszedłem do jadalni a ona wciąż stała przygaszona w kuchni. Rozłożyłem ramiona" Mi się nie oprzesz?!". Uśmiechnęła się lekko i ruszyła do mnie.
Una mirada , un gesto irrestitible
Mirame bien, dime quien es el mejor
No te das cuenta,
No son compatibles
Quita la venda
Que a tus ojos impide
Mirame bien, dime quien es el mejor
Śpiewaliśmy coraz energiczniej. Kompletnie sie zatraciliśmy. Chodziliśmy po domu, wspaniale się bawiąc. Duet z nią, z jej czystym, melodyjnym głosem...
Dotarliśmy do ogrodu. Wziąłem ją do tańca. Gdy chcwycilem ją za rękę , poczułem jakby impulsy które przechodza pomiędzy naszymi polaczonymi dlonmi..
Hablemos de una vez
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez
Voy Por Ti , Voy..
Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estare
Aunque no me veas mirame,
No me importa esta vez...
Odchyliłem ja do tyłu, mocno podtrzymując jej plecy. Byla jak kruchutka, filigranowa laleczka..Spojrzałem w jej brązowe oczy. I... świat zwolnił. Energia ustapila miejsca....romantyzmowi, magii...miłości? Zatraciłem się w jej oczach.
-Voy Por Ti...
  Voy Por Ti...
  Voy Por Ti...
  Voy Por Ti...- zakończyłem cichym, delikatnym głosem, miękkim z emocji, jakby śpiewając tylko dla niej. Chwila ta mogłaby trwać wiecznie.
HALO LEON, TU ZIEMIA A NA ZIEMI LARA. 
I się skończyło. Z nieba wróciłem na ziemię.
Co sie ze tb dzieje?!
Przywróciłem Viole do pionu. Spojrzała na mnie...rozanielonymi oczami? Pochyliła sie w moim kierunku i szepnęła do ucha:
- Dziękuję że...-nie dokończyła. Wracając do poprzedniej pozycji, "zahaczyła" o mój policzek, delikatnie go muskając. Spuściła wzrok.Czułem, ze chce dokończyć. Sam chciałem znać koniec tego zdania. Wzięła wdech.
- że... pozwoliłeś mi zapomnieć- dokończyła, patrząc mi głęboko w oczy.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
7 KOM= NEXT

25.05.2014

ROZDZIAŁ 19


*VIOLETTA*
"Moje życie się zmieni". Postawiłam sobie to zdanie za cel.
Wspaniały widok. Zdziwiłam się jak blisko morza mieszka Leon. Ta morska bryza...taka przyjemna.
"Życie się zmieni...życie się zmieni.. dzięki Leonowi" uśmiechnęłam się w zamyśleniu.
- O czym myślisz, księżniczko?- podskoczyłam na dzwiek jego melodyjnego głosu. Objął mnie w talii i pocałował w policzek, po czym głęboko spojrzał w oczy.
- O niczym konkretnym- odwróciłam wzrok.
Nie może się dowiedzieć że myślałam akurat o nim!
- A konkretnie?- podniósł mój podbródek ,bym spojrzała mu w oczy
- O tym że moje życie się zmieni..- no dokończ Viola!- dzięki tobie.
Zatonelam w zieleni jego oczu. Uśmiechnął się a na jego twarz wstąpiły dołeczki.
Jaki on jest cudowny!
Mickie stanął mi przed oczami. Jego czarne oczy...patrzyły tak przenikliwie...mowily do mnie "Wróć".Ukłucie w sercu dało o sobie znać. Straciłam go. Trzeba było porozmawiać. Łzy popłynęły z moich oczu.
- Wszystko będzie dobrze. Będzie dobrze. - przytulił mnie a ja swoimi łzami zamaczałam mu koszulę.
- Leon...straciłam go..straciłaaamm...- wpadłam w histerię.
*LEON*
Wpadła w histerie przez tego...tego...palanta!
Wziąłem ją na ręce i wszedłem do domu.
Jest lekka jak piórko..
Chciałem położyć ją na kanapie ale się nie zgodziła. Trzymałem ją na rękach, jak małe dziecko, tuliłem do siebie, kolyszac się i uspokajając.
- Ciii... wszystko się ułoży..cii
- Skąd wiesz?- wychrypiała.
- Bo osobiście tego dopilnuje.- powiedziałem pewnie.
Spojrzała na mnie. Otaksowałem wzrokiem jej twarz.
Te rysy twarzy..oczy jak orzeszki..malinowe, kuszące usta...
LEON! HALO!!!
Otrzezwialem. Violetta sie uspokoiła.
- Może śniadanko?
- Która godzina?
- 7.00 rano. Co chcesz na śniadanie?
- A co Pan zaproponuje?
- Hmmm...- zaniosłem ja do kuchni i posadziłem Viole na blacie a sam wziąłem się za robienie omletów.
Musimy pogadać. Za dwie godziny musimy być w Studio.
- Od dzisiaj trzymasz się blisko mnie. I cokolwiek by Diego nie mówił nie słuchaj go. Jak coś, to jestem. - chwyciłem ją za rękę. Dalem jej chwile. Po minucie przytaknela głową.
Teraz ta najgorsza kwestia..
- Viola...- podniosła swój wzrok na mnie. Nie wiem czy  go wytrzymam..- widzę ze tęsknisz za Mickie'm . Pogadajcie. To wszystko przez emocje z pomocą Diega..
- Ale Leon...
- tak?- odpowiedziałem.
Zapadła cisza.
*VIOLETTA*
Zapadła cisza. Staram się znaleźć jakiś powód ale nie go ma..
- Masz rację. - wyznałam cicho.- Masz całkowitą rację. To moja wina. Przez emocje...znów jesteśmy w trudnej sytuacji. Przeze mnie, znów masz mnie na głowie a ja znów...straciłam osobę,
w której jestem zakochana. Mogłam porozmawiać, wysłuchać, wytłumaczyć a wszystko spieprzyłam!
Uderzyłam pięścią w blat aż podskoczyły talerze. Byłam wściekła. Zeskoczyłam z blatu i podeszłam do okna.
- Wszystko!- waliłam pięściami w parapet bez opamiętania. Wpadłam w szał. Chciałam jakkolwiek wyładować swoje emocje. - W.S.Z.Y.S.T.K.O!!!
- Viola, spokojnie. - objął mnie ramionami i probowal uspokoić. Dalej się szarpałam. Nie byłam do końca świadoma co robię. Nagle poczułam mocny ścisk. Leon przycisnal mnie do siebie i nie puszczał. Poczułam ten zapach..to ciepło...powoli zaczęłam się uspokajać a szał ustąpił miejsca moim lzom.

~~~~~~~~~
Chciałam Was jeszcze trochę przycisnąć ale emocje po wczorajszym rozdziale Nikoli ( <333) i po przeczytaniu waszych zajebistych komentarzy jeszcze nie opadły. Nadal tam gdzieś siedzą, a ja wzruszona siedzę myślę i dochcodzę do wniosku, że najlepszym wyjściem będzie ryczeć.
Kocham Was! <3
Ale ponieważ ułatwiam, macie zadanie bojowe---->7 < komentarzy musicie napisać. Radzę się pospieszyć bo rozdział 20 jest naprawdę zajebisty (przynajmniej według mnie) i chciałabym go już opublikować!
Ti amo <3
Romantyczna ;**
http://opowiadanialeonivilu.blogspot.com--------> zapraszam do Mańki Verdas! ;*
http:/violettameganleon.blogspot.com-----> Moja Nikusia czeka!Zwłaszcza na komcie! <333

Obserwatorzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.