21.08.2014

ROZDZIAŁ 28

*VIOLETTA*
To dla jego dobra,  to dla jego dobra, to dla jego dobra..
Powtarzałam to jak mantrę. Z chwilą gdy odeszłam, cała pewność ze słusznie podjęłam decyzję, jakakolwiek odwaga ,mnie opuściły. Miałam ochotę stać się bezbronna, chciałam by jego silne ramiona otoczyły mnie i mocno przytuliły. Nadal chcę.
Podjęłaś decyzję i się jej trzymaj!
Chciałam się do kogoś przytulić. Pomyślałam o Mickie'm do którego kompletnie się nie odzywałam..nawet nie pomyślałam.
Przecież ci na nim zależy do cholery a Ty w kółko o Leonie!
Nawet nie wiem kiedy obrałam kierunek na jego dom. Nie myślę.
Zapukałam do jego drzwi. Otworzył je szeroko i spojrzał na mnie. A ja rzuciłam się mu w ramiona. Po chwili podniosłam wzrok na niego a ten mnie pocałował. Uśmiechnęłam się do niego. 
Nie będę mu mówić o Leonie. Że z jego powodu tu przyszłam.
W sumie dobrze mi w jego ramionach.
Nagle zadzwonił mój telefon.  Tata.
- Violetta,  gdzie jesteś? Nie wiem czy pamiętasz,  za dwie godziny mamy kolację biznesową.
- Tak, pamiętam- kompletnie zapomniałam- Będę na czas. Pa.
Rozlaczylam się i zobaczyłam Mickie'go przygladajacego mi się z ciekawością. Uśmiechnęłam się słabo.
- Musisz już iść ?- zapytał z minka zbitego psa.
- Tak. - musnęłam jego usta i odwróciłam się.
- Tylko tyle?- spytał smutny, łapiąc mnie za nadgarstek i przyciągając do siebie, po czym wbił się w moje usta.
*LEON*
Brakuje mi jej. Strasznie. Nadal  nie wiem czemu podjęła taką decyzję. Zamiast porozmawiać...W sumie pewnie ta rozmowa by nic nie dała...Pół dnia nie mam z nią kontaktu a już tęsknię.
18:00. Kolacja biznesowa rodziców! 
Wróciłem do domu i przebrałem się. Uznałem, że beżowe spodnie i dżinsowa koszula będą odpowiednim strojem. Tylko grzywka nie chciała się ułożyć.
- Leon!- zawołała mnie mama. Ruszyłem z nimi.
Zajechaliśmy pod dom....Castillo?
Przynajmniej będę miał okazję zobaczyć się z Violą. 
Drzwi otworzyły się.
 *VIOLETTA*
Jestem cała rozstrzęsiona. Dobrze, że jest Olga. Wszystko mi z rąk mi wylatuje. Brakuje mi Leona. 
Nie wiem kto przyszedł. Ojciec mi nic nie mówił. Usłyszałam głos..mamy Leona?
LEON!
Ale nie usłyszałam go. Muszę przyzwyczaić się do izolacji.
Olga wyszła do salonu, a ja siedziałam jeszcze w kuchni. Nagle poczułam kogoś ręcę na moich biodrach i owionął mnie ten wspaniały zapach. 
Przyszedł.
Ale nie może tak być. Przecież...
- Leon..- odwróciłam się do niego twarzą, próbując zaoponować.
- Nie mów nic. Później pogadamy. Nie myśl o tym na razie, ciesz się chwilą.
Może ma rację..
Wtuliłam się w niego i zaciągnęłam tym wspaniałym zapachem. 
- Dzieciaki!- krzyknął mój ojciec. Leon złapał mnie w talii i pociągnął za sobą. Rodzice patrzyli na nas podejrzliwie. 
Po skończonej kolacji, rodzice usiedli w salonie by pogadać o biznesie.
A my poszliśmy do ogrodu. Był piękny wieczór. Położyliśmy się na kocu, obok siebie. Wtuliłam się w Leona. Pocałował mnie delikatnie w czoło. Patrzyliśmy w gwiazdy przez dłuższy czas. 
- Viola...nie rób mi tego.- odezwał się w końcu Leon.
- Leon...nie chce ci psuć życia. Tak będzie lepiej.
- Ale dlaczego?- zapytał głosem pełnym bólu.
- Słyszałam waszą rozmowę. Lara jest zazdrosna. Zrywacie ze sobą non-stop, przez co tylko cierpisz. A ja tego nie chcę. Patrzenie na twoje cierpienie jest dla mnie nie do zniesienia...- łza spłynęła po moim policzku.
Podniósł się do pozycji siedzącej i podniósł mój podbródek, patrząc mi głęboko  w oczy.
- Violetta...ja bez ciebie nie wytrzymam.
- Leon..podjęłam już decyzję. Dla mnie to najlepsza opcja. I nie mam zamiaru zmieniać zdania. To dla twojego dobra.
- Ale Violetta..
- Leon...nie utrudniaj tego.
- Ale pamiętaj, że wciąż możesz na mnie liczyć.- powiedział, patrząc mi głęboko w oczy.
Poddał się.
- Z wzajemnością.
- A teraz chodź tu do mnie- otworzył ramiona a ja wtuliłam się w niego.
Znowu patrzyliśmy w gwiazdy.
- To będzie trudne- westchnęłam.
- Wiem- odpowiedział.- Czyli to ostatni nasz wspólny wieczór?
- Tak. Musimy się przyzwyczaić.-  w odpowiedzi przycisnął mnie do siebie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie mam dostepu do bloga, nie znam komciow, wyświetleń.. ale..dowiaduje sie ze chociaz pod ostatnim rozdziałem powinno być 7 komciow sa 3....SMUTAM. CHCE WIECEJ. I dziękuję tym ktorzy komentuja! 
Xoxo, pozdro z Ekwadoru! 
Cis ;**




1.08.2014

ROZDZIAŁ 27

DZIEKUJE MAGDZIE PIATKOWSKIEJ I MOJEJ NIKUSI ZA CIEPŁE SŁOWA!  INNYM TAKŻE ZA KOMENTARZE I WYSWIETLENIA! UMILACIE MI WAKACJE! KOCHAM WAS! POZDROWIENIA Z PERU ;****
P.S 7 KOMENTARZY=NEXT



*LEON*
Ona...odeszła.
"Odizolować się". Same słowa brzmiały strasznie.
Nie trafia to do mnie.
ODESZŁA. 
To słowo było cięższe za każdym razem gdy tylko o tym myślałem; coraz bardziej dobijało.
Nie wierzę w to.
"Psuje Ci życie". Jak ona mogła tak pomyśleć?!
Jak ja przeżyje bez dotyku jej delikatnych ust na moim policzku, skóry delikatnej jak jedwab, ślicznych oczu...
Tak strasznie mi smutno. Nigdy chyba nie byłem tak przybity.
Zamknąłem oczy by się uspokoić. Myśli latały po moim umyśle bez żadnego kierunku. Kompletny chaos. Tak jak moje życie.
Nagle poczułem rękę na ramieniu. 
Otworzyłem i zobaczyłem Andreasa.
- Stary, co jest?
- Nic-nie wiem dlaczego postanowiłem nic mu nie mówić,  to mój najlepszy przyjaciel.
- Nie kłam,  godzinę temu powinieneś być na torze, nie odbierasz telefonów,  Lara cię szuka a Violetta jest żywym trupem. To coś z Violetta?- skojarzył fakty.
- Bo ona...postanowiła się odizolować. - powiedziałem głosem pełnym bólu.
*ANDREAS*
- Bo ona... postanowiła się odizolować- głos Leona był tak przepełniony bólem.
- Ale czemu?- dziwiłem się, w sumie wszystko było ok...chyba. Dawno nie gadaliśmy. Violetta/Diego/Lara/Violetta/Mickie/Diego/Lara/Violetta...mieszanka wybuchowa.
- Bo psuje mi życie,
- Słucham??- nie łapałem się w całej historii..
- To skomplikowane...cholernie skomplikowane.
- Od początku Leon.- nie będzie chciał opowiadać, wiem. Ale jak zacznie mówić, to na bank mu ulży.
- Andreas...- westchnął.
- Stary, znam cię. I wiem, że lepiej będzie jak się wygadasz. Więc bez zbędnych ceregieli.
- Jestem przyjacielem Violetty. Spędzamy czas ze sobą i mamy bliskie kontakty. Lara jest o nią zazdrosna.. wiesz że ciągle się rozstajemy. I Violetta dlatego uznała że psuje mi życie. 
- Ale wiele już się działo. Dlaczego teraz a nie wcześniej?- zapytałem się.
- Nie wiem. Ale wiem że boli. - odpowiedział. Zapadła cisza. Patrzyłem się przed siebie próbując zrozumieć sytuację. 
- Rozmowa!- krzyknął Leon. Spojrzałem na niego zdezorientowany.- Rozmowa!!
- Stary o czym ty gadasz?
- Dzisiaj rozmawiałem z Lara o nas. Po czym ona powiedziała, żebym "z nią porozmawiał", wskazując Violettę za moimi plecami. Viola musiała ją usłyszeć. I dojść do takich wniosków. - wyprowadził logicznie Leon.
- Masz zamiar coś z tym zrobić?
- Ona po prostu źle wywnioskowala...ale z drugiej strony...Lara..- 
- Jak bardzo zależy ci na Larze? Od 1 do 10?- zadałem pytanie.

*LEON*
Trafne pytanie. W sumie myślę teraz tylko o Violi..a Lara..
Ale z nia nigdy nie było tak jak z Viola...
Nie miałem żadnej sensownej myśli w głowie...
-10? - powiedziałem cicho po dłuższej chwili zastanowienia. 
- Stary, mnie się pytasz?- zapytał się mnie Andreas.  
- 10- powiedziałem pewniej, próbując utwierdzic sie w stwierdzeniu,  ze dobrze mówię. Zapatrzylem się w dal, myśląc nad swoimi słowami. 
- A Violetta?- głos Andreasa dochodził do mnie jakby z daleka.
- Nie ma takiej liczby która mogłaby określić jak bardzo mi na niej zależy. - powiedziałem z automatu. Po czym ocknalem sie i dotarło do mnie co powiedziałem. 
Ja chyba wariuje.
- Stary...podoba ci się Violetta.
- Co ty wygadujesz?! - oburzylem się. 
- Nigdy nie widziałem cie w takim stanie jak teraz. Nawet po zerwaniu z Lara, na ktorej teoretycznie powinno ci bardziej zależeć.
- Nie gadaj bzdur- powiedzialem z nutką wściekłości. 
- Stary, to nie bzdury, to prawda- powiedział Andreas,  klepiac mnie w ramię i odchodząc. 

ROZDZIAŁ 26

*VIOLETTA*
Stałam tam. Słyszałam wszystko. Zrobiło mi się tak niewyobrażalnie przykro. Tak, cholernie przykro. Uciekłam. Po prostu uciekłam. Nie chciałam znowu widzieć jego smutnych oczu. Pospacerowalam wokół Studio, i wróciłam na lekcje. Gregorio mnie kiedyś zabije. Zawsze wychodzi, że spóźniam się na jego lekcje.  Stanęłam w rzędzie i zaczęłam tańczyć. Czułam na sobie wzrok Leona i Lary. Było czuć spięcie na kilometr.
- VIOLETTA, LEON I LARA! OGARNIJCIE SIĘ!- krzyknął zdenerwowany Gregorio. Skupiłam się na tańcu.
Po trzech godzinach wyszłam ze Studia, zmęczona i przybita. I tak postanowiłam pobiegać.
Ze słuchawkami na uszach, biegnę ulicami BA, myśląc o całej sytuacji. Coś we mnie siedzi.  Nie umiem nawet tego zdefiniować.
" I co widzę?  Ciebie z nią. Za ręce. Uśmiechniętych od ucha do ucha. To boli. Cholernie boli Leon."
Te słowa wciąż chodziły mi po głowie. Zazdrość. Wszędzie.
Co ja mam robić? 
Czuję się winna.
" Z nią pogadaj".
Tak bardzo winna. Przeze mnie mu się nie układa. Pewnie siedzi gdzieś i rozpacza z tymi smutnymi szmaragdami, coraz bardziej mnie nienawidząc.
Psuje mu życie. Od początku.
Czemu wcześniej tego nie zauważyłam?
Muszę mu jakoś pomóc. Ale jak?
Gdy z pogadam z Lara...nie. Jeszcze coś źle zrozumie i tyle będzie.
Próbować ich skleić? To rozwiązanie nie jest okej w takiej sytuacji.
Albo...
W ogóle nie wchodzić w żadne interakcje z nimi. Odizoluje się. Muszę pogadać z Leonem.

Nie dzisiaj, jutro. Nie dam rady spojrzeć w jego smutne, piękne, zielone oczy.
Tak się zamyśliłam, że wpadłam na kogoś. Na moje nieszczęście tym kimś był Leon. Nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy. Próbowałam go wyminąć ale mi nie pozwolił.
- Violetta...wiem, że to słyszałaś. - powiedział cicho.
Stałam przed nim ze spuszczona głową. Strasznie chciałam się przytulić do Leona ale nie mogłam. Znów by sobie coś pomyślał. Staliśmy w ciszy. Nikt się nie odzywał.
- Viola...powiedz coś. - przerwał ciszę.
- Leon...tak słyszałam. Przemyślałam. Zrozumiałam. I zdecydowałam. - powiedziałam szybko. Nadal nie podniosłam głowy. Postanowiłam kontynuować. Póki miałam odwagę. Wzięłam głęboki wdech.
- Zrozumiałam że to moja wina. Psuje ci życie. Nie chcę tego. Więc postanowiłam się odizolować. - podniósł mój podbródek i spojrzał w oczy.
- Violetta, co ty wygadujesz?! Jak to odizolować ?!
- Po prostu. Nie będę ci wchodzić w drogę.  Ani się w ogóle zbliżać- rzekłam cicho.
Przycisnął mnie do siebie. Chciałam odejść.  Ale mi nie pozwalał.
- Nie utrudniaj tego- powiedziałam, wyrywając się- Powodzenia, Leon.
Po raz ostatni spojrzałam w jego śliczne, zielone ale tym razem zaszklone oczy. Po raz ostatni pocałowałam w czoło. I odeszłam.

CUD, MIÓD, MALINY!!!

Wiecie co?'
Kocham Was. 
Pobiliście rekord komentarzy..wyświetleń...dużo by tu.
Wracam po 4 tygodniach a tu.....AAAAAAAAAAAAAAA!!!!!
Nic nie wyrazi jak bardzo jestem wdzięczna. 
DZIĘKUJĘ. DZIĘKUJĘ. DZIĘKUJĘ. (x nieskończonośc)
a teraz...
Przepraszam......Przepraszam.....Przepraszam.....(x nieskończoność)
Długo mnie nie było. Wiem. A rozdziały nie dodały się tak jak chcialam....Ech..
Nie uciekliście jeszcze?
Jesteście????
Tak strasznie kocham Was, bloga, wszystko co z tym związane. <3
Przepraszam i dziękuję.
"- Kocham Cię.
 - Ja też.
- Ty też co?
- Też Cię kocham "
Ale....wyjeżdżam. Znowu. Znów na 4 tygodnie. Ale jak będzie internet to dodam. Mam rozdziałów aż w nadmiarze...
P.S Dodam dwa rozdziały za chwilę,a potem w miarę możliwości gdzie będzie internet tam dodam. Mam nadzieję że mnie nie opuścicie...
Romantyczna ;**

9.07.2014

ROZDZIAŁ 25

*LEON*
Zobaczyliśmy...Lare. Uśmiechnąłem się do niej. Po czym ogarnąłem powagę sytuacji. LARA?! Co ona tu robi? Przecież zna mój adres gdzie mieszkam..
- Lara? Co ty tu robisz?- zapytałem z powagą w oczach.
- Już nie przeszkadzam.- odwróciła się i odeszła. A ja stałem jak wryty. Znowu. Nagle Violetta mnie popchnela.
- No leć za nią!- krzyknęła a ja się obudziłem i pobiegłem za Lara.
*VIOLETTA*
Zawsze jak jest dobrze to coś się musi schrzanic. Zawsze. Rodzice dowiedzieli się o Studio...ledwie się nacieszylismy i co? Cholera jasna! Teraz oba związki rozwalone.
Idę właśnie parkiem. I widzę wracającego, smutnego Leona. Serce mi się kraja jak go widzę w takim stanie. Podszedł do mnie i mocno się przytulił. Poczułam to wspaniałe ciepło, jego ciepłe ręce na moich biodrach,  cudowny zapach. Przy Mickie'm nigdy tak nie było.
Violetta, nie bujaj w obłokach, tylko go pocieszaj!
- Leon....Leon- nie zwracał na mnie uwagi, jakby zatopiony w myślach. - HALO.
Podniósł głowę i spojrzał na mnie smutnymi szamaragdami, które tak uwielbiam.
- Leon...co ci powiedziała?- zapytałam cicho.
- Że musi się zastanowić. - odparł łamiącym się głosem. Pociągnęłam go na wzgórze. Chyba możemy je nazwać naszym. Już drugi raz siedzimy tu przybici. Tylko ja chyba tak nie przeżywam tego tak jak Leon. A wręcz lepiej się z nim czuję.
VIOLETTA!
Usiadłam na trawie. Leon oparł mi głowę na kolanach. Glaskalam go po głowie, przy okazji rozwalajac mu grzywkę.
- Będzie dobrze. Porozmawiaj z nią jutro.-
Milczał. Ta cisza z jego strony tak bolała.
- Leon, błagam odezwij się. - powiedziałam prawie nieslyszalnie.
- Co mam powiedzieć? Że jest źle? Że się rozwaliło? Że chciałbym to wymazać i zacząć od początku? - jego głos był taki głuchy...Boli. Bardzo.
- Będzie dobrze. Porozmawiacie, wyjasnicie sobie wszystko. Uda się.
- Wyjaśniamy sobie niby co rusz, wierzymy, ufamy i co? I nic!- podniósł głos,  pełen emocji.
- Leon, spokojnie.
- Jak spokojnie?! - krzyknął,  zrywajac sie z ziemi. - Jak mam być spokojny?! Co rusz coś się psuje!!- gestykulowal coraz bardziej. Podeszłam do niego i złapałam za ręce. 
- Nie!- powiedział wyrywajac sie- Dlaczego ja?! My?! Nie można choć trochę spokoju?!
Dosc tego!
Podeszłam do niego i złapałam jego twarz w dłonie. Nie oponowal.
Czyżby tego chciał??
Zbliżyłam się do niego i szepnęłam:
- Będzie dobrze,  słyszysz?- powiedziałam łagodnie. I cholernie zapragnelam go pocałować. Ale nie mogłam. Więc delikatnie musnelam jego nosek, po czym odeszłam.
*LEON*
Tylko ona może mieć nade mną taką władzę... Gdy złapała moja twarz w swoje delikatne dłonie, zbliżyła się do mnie miałem nagle straszną ochotę zasmakować jej malinowych ust. Przecież tobie zależy na Larze...Leon ogarnij się chłopie...Co się z tobą dzieje? A jakby zaryzykować??
LEON!
Odeszła. Odeszła. Odeszła. Poszedłem przed siebie. I zauważyłem ją. Miała łzy w oczach. Podszedłem i ją przytuliłem.
- Viola, nie powinienem był. Przepraszam. - pocałowałem ją w nosek. - Przepraszam- pocałowałem ją w policzek- Przepraszam- pocałowałem w drugi polik- Przepraszam- pocałowałem w czółko. Zobaczyłem uśmiech na jej twarzy. "Wariat"- szepnęła. Wtuliła się we mnie. Poczułem szczęście, jakbym miał cały świat w ramionach.
CO SIE Z TOBA DZIEJE?!
Chrzanic to. Cieszmy się chwilą.
NASTEPNEGO DNIA RANO
Idę właśnie do Studia. I myślę. Lara..Lara..Lara..Lara..wszędzie. Zderzyłem się z kimś. O wilku mowa. Lara. Spojrzała na mnie z wielką niepewnością w oczach.
- Przepraszam.- powiedziała cicho. I miała odejść. Złapałem ja za nadgarstek.
- Lara, czekaj. - odwróciła się w moją stronę ze spuszczona głową. Podniosłem jej podbródek. I spojrzałem głęboko w oczy.  Nagle zamiast Lary ujrzałem Violette.
-Leon..- wybudzila mnie Lara z transu- ja...nie wiem. To takie trudne. Ostatnio już o tym rozmawialiśmy. Zgodziłam się. A dzień później,  idę do ciebie,  ciebie w domu nie ma;  więc idę do twoich rodziców i co widzę?  Ciebie z nią. Za ręce. Uśmiechniętych od ucha do ucha. To boli. Cholernie boli Leon.  Juz próbowaliśmy.  To nie pierwszy raz. Skąd mam mieć pewność że tym razem się uda? Nie chce cierpieć.
- Lara...- przerwałem jej monolog ale nie dane było mi skończyć.
- Z nią porozmawiaj- powiedziała, wskazując kogoś za mną.  Odwróciłem się i zobaczyłem zalamana Violette.

2.07.2014

ROZDZIAŁ 24

*VIOLETTA*
Leżę właśnie na łóżku. W tle leci Marylin Manson. Zawsze mnie uspokaja, gdy jestem nie w humorze. Nadal jestem. Mickie pewnie jest na mnie zły a ojciec co rusz mnie zobaczy, powtarza że mam szlaban.
Jestem zła ale równocześnie smutna.
Dlaczego nie mogę spełniać swoich marzeń?
Uhu, coś mi się wydaje ze wracają czasy sprzed Leona...
Moje rozmyślania przerwał dźwięk telefonu. Na ekranie wyświetliło sie zdjęcie Leona.
Skąd on wie że o nim właśnie myślę?
Wcisnelam zieloną słuchawkę i po chwili usłyszałam jego melodyjny głos.
- Halo, księżniczko?
- Hej Leon. - starałam się ukryć smutek, mówiąc sądzę dosyć udanym, wesołym głosem.
- Co się stało?- odrazu mnie rozszyfrował.
- Nic istotnego.- odparłam wymijajaco.
- Violetta, jesteśmy już duzi. Nie ma cię w Studio, rodzice mówią ze twój ojciec dzisiaj strzelał piorunami a Mickie zabija mnie wzrokiem. Nie ukryjesz że coś się stało. Co robisz?- wyłożył wszystkie karty na stół.
- Siedzę w pokoju, zamknięta na cztery spusty.
- Masz szlaban...twój ojciec się dowiedział o Studio?
- Tak- głos mi się załamał.
- Ale jak?- nie powiązał jeszcze Mickie'go z całą historia.
- Jednego argumentu nie wlaczyles do historii..
- Mickie się wygadal?!
- I jednocześnie wiele rzeczy sie posypało.- wybuchnelam płaczem.
- Za chwile będę. - rozlaczyl się.
Mój ojciec wpadł do pokoju jak burza.
- Co sie dzieje??- zapytał zdenerwowany.
- Nic.
- Violetta...
- Wyjdź!- rzekłam niemiło a ten opuścił pomieszczenie. Nie miałam najmniejszego zamiaru rozmawiać z niszczycielem moich marzeń.
Pięć minut później usłyszałam dzwonek do drzwi.
Leon.
Jednak, będąc w drzwiach mojego pokoju, usłyszałam kolejną niemiłą rozmowę tego dnia.
- Leon, miałeś ją pilnować!
- Proszę się uspokoić..
- Jak mam być spokojny jeżeli przychodzi do mojego domu jakiś chłopak, po moją córkę, i to nie jesteś ty?!
- Pana córka ma prawo mieć chłopaka...
- Jeszcze sie dowiedziałem że chodzi do szkoły muzycznej. Wiedziałeś o tym!
- Tak. Pozwalam jej spełniać swoje marzenia, w przeciwieństwie do Pana!- podniósł głos Leon.
Nie,nie, nie. Błagam, dosyć kłótni. 
Nawet mnie nie zauważyli. A stałam na widoku od kilku minut. Nie chce tak. Chce spokoju. A nie złości, kłótni, zazdrośći. 
Ramiona Leona.
Rzuciłam mu się na szyję. Łzy automatycznie popłynęły mi z policzków. Nagle poczułam przyjemny powiew wiatru. Leon wyniósł mnie z domu i gdzieś szedł.
- Leon...co robisz? Ojciec będzie zły...
- Ojcem to ja się zajmę- odpowiedział glosem pełnym odpowiedzialnosci. Wtulilam sie w niego. Wierzę mu.
30 minut później
Siedzę wtulona w Leona. Siedzimy nad jeziorem. Przyjemny wiatr omiata nasze twarze. Popatrzyłam na Leona i zaczęłam badać jego twarz. Ślicznie wyglada z rozwalona grzywką. Dzięki niemu nie jestem już zła ani smutna. Życie jest jak droga.
- Czemu mi się tak przeglądasz?- zwrócił wzrok ku mnie, podnosząc jedna brew do góry, co doprowadziło mnie do smiechu.
- Czemu się ze mnie śmiejesz?- ledwo go słyszałam, atak śmiechu wziął nade mna górę.
- O ty!- rzekł rozbawionym głosem i zaczął mnie laskotac. Zaczęłam się wyrywać ale niestety, nie jestem zbyt silna. Po chwili Leon przestał, gdyz darlam sie wnieboglosy. Skończylismy z twarzami jedna koło drugiej. Patrzylismy sobie głęboko w oczy. Chwila mogła trwać wiecznie. Taka magiczna...Tak blisko pocałunku...
Nagle jakaś piłka przeleciała koło nas i przerwała ten moment. Odsunelismy sie od siebie. Po pewnym czasie odezwałam się.
- Leon, co teraz będzie?
- będzie dobrze. Na razie idziemy do moich rodziców.
- Ale po co?- zapytałam zdziwiona.
- Mieliśmy umowę, pamiętasz? Więc teraz idziemy powiedzieć moim rodzicom to czego wczoraj sie dowiedział twój ojciec.
- Leon..Nie. Twoi rodzice nie wiedzą. Czemu masz sobie psuć sytuację?
- Jak ty to i ja. Razem.- chwycił moją dłoń.
Ruszyliśmy do jego domu. Stanęliśmy pod drzwiami. Leon wziął głęboki wdech i nacisnal klamkę. W salonie ujrzelismy rodziców Leona oglądających telewizję. Na nasz widok, odwrócili głowę.
- Dzień dobry- odezwalismy się.
- Cześć dzieciaki- odparli.
- Mamo, tato..musze wam coś powiedzieć.- rzekł cicho i niepewnie Leon. Scisnelam mocniej jego dłoń.
- Chodzę do szkoły muzycznej Studio21- wypalił.
Rodzice wyglądali na "troszkę" zaszokowanych.
- Co myśmy ci mówili?!- rzekł jego ojciec wzburzony.
- Wiem, ale to jest moje marzenie. Nie musze zostać odrazu piosenkarzem, żeby spełniać swoje marzenia. Tak w ogóle..podoba mi się medycyna. Ale spełniać marzenia mogę, przecież prawda?
- Philip...on ma rację. Moze spełniać marzenia, a to ze śpiewa nie znaczy ze odrazu zostanie piosenkarzem. I widzisz..na medycyne pójdzie..- rzekła mama Leona do swojego męża.
- No dobrze. Zawsze lubiłem śpiew. Pod jednym warunkiem. Zaspiewacie nam coś?- zaskoczyl nas tym pytaniem. Spojrzelismy na siebie z Leonem.
- Ale tylko kawałek- zastrzegł Leon. Ale widząc minę swojego ojca dodał- Przygotujemy dla Was piosenkę i za niedługo przedstawimy w całości co wy na to?
Rodzice skineli głowami.
-Hablemos de una vez- jednocześnie chyba stwierdziliśmy ze końcówka Voy Por Ti jest najlepsza-
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez
Voy Por Ti , Voy..

Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estare
Aunque no me veas mirame,
No me importa esta vez...
- spiewalismy patrząc sobie głęboko w oczy z uśmiechami na twarzach-
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti.....

Usłyszeliśmy brawa. Ale jakby...nie z tej strony? Odwrocilismy głowy i ujrzałam... własnego ojca? Bijacego mi brawo??
- Usłyszałem część waszej rozmowy. Nie, nie podsluchiwalem. Viola..przepraszam. Gdy zobaczyłem jak sie rozpromieniasz śpiewając..jak śliczny masz głos..zgadzam się. Leon...ciebie też przepraszam. Nakrzyczalem na ciebie niepotrzebnie. Wiem, że nie chciałeś źle. Dobry z ciebie chłopak. Dziękuję. - rzuciłam sie na Leona. Złapał mnie i zaczął okrecac. 
Znów ta magia..
Postawił mnie na ziemi. Uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnil.
- Ale nie zapomnijcie o tej piosence- rzekł mój tata. Aż sie zdziwiłam.
- Dzieciaki, jak będziecie gotowe, dajcie znać, zorganizujemy kolację. - usmiechneli sie we trójkę do nas.
- Viola, idziemy?- zapytał mnie Leon, chwytając za rękę.
- A gdzie?- zainteresowali sie rodzice.
- Dalej naprawiać świat i cieszyć szczęściem- rzekł ochoczo Leon i ruszyliśmy do drzwi.
Usłyszeliśmy jedno niepokojace zdanie.
" Zobaczycie z nich bedzie jeszcze ładna para". Popatrzylismy sie z Leonem na siebie, po czym wybuchnelismy śmiechem. W salonie zrobiło się cicho. Chyba nas usłyszeli. Otworzyliśmy drzwi, wciąż z uśmiechami na twarzach , trzymając się za ręce, ale to co zobaczyliśmy za, przerosło nasze oczekiwania.

Wakacje. Informacje. Wyjeżdżam.

Hmmm...Jakby tu zacząć.'
Wyjeżdżam.
4 tygodnie.
Mam napisane rozdziały.'
Jeżeli system zadziała, będą dodawane myśle  2 razy w tygodniu.
Mam nadzieję, że mnie nie opuścicie.
Każdy, kto zostaje, pisze w komentarzu<których jest naprawdę mało!> mój ulubiony cytat:
"- Kocham Cię.
 - Ja też.
 - Ty też co?
 - Ja też Cię kocham."
Plooosee <3
I życzę miłych wakacji!
Rozdział dodany.
Cis ;**
P.S
violettameganleon.blogspot.com
opowiadanialeonivilu.blogspot.com
Czytaliście te blogi??? ;)

Obserwatorzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.